— Miałeś w tym więcej wdzięku niż szukająca. — zażartowała i wzruszyła ramionami. — Wiesz, że wezmę wszystko, co zaproponujesz. I u mnie dobrze, multum pracy, dopiero co skończyłam dyżur i znając moje szczęście, zaraz wsadzą mnie na kolejny. Mam wrażenie, że z dnia na dzień przybywa osób, które eksperymentują z zaklęciami.
W lekkie zakłopotanie wprawił ją ów uśmiech, który nieporadnie odwdzięczyła i zaraz uciekła spojrzeniem na bok. Nadal nie przyzwyczaiła się do tego, jak blizna zniekształcała jej twarz i przez to czuła się mało pewnie w różnych mimicznych fikołkach, które stosowali inni.
— Skoro o Harpiach mowa, to zakładam, że o wczorajszym meczu wiesz już wszystko. Kto miał najlepsze zagranie? I jeszcze ważniejsze pytanie, komu kibicowałeś?
Przy którejś ich rozmowie wyszło, że podzielają wspólne zainteresowanie quidditchem. Może Fernah nie obserwowała każdego meczu, ale lubiła być na bieżąco z tym, co działo się w podniebnych rozgrywkach. Niestety skutecznie utrudniała to praca w Mungu, bo rzadko kiedy miała czas i siłę, żeby usiąść z gazetą i zajrzeć do kolumny poświęconej aktualnym rozgrywką. Całe szczęście był barman z Kotła, który dawał jej znać o nowinkach ze świata quidditcha.