19.04.2024, 16:44 ✶
Basilius, gdy skończył poprawiać swój płaszcz, jedynie machnął reką, gestem wskazując, że nie było żadnego problemu.
– Nic się nie stało. W sumie to cieszę, że mnie stamtąd wyciagnęłaś. Obawiam się, że pirackie klimaty nie są za bardzo w moim... klimacie – odpowiedział, doskonale rozumiejąc logikę, która przed chwilą nią kierowała. Przecież podczas uciekania przed piratami nie było dużo czasu na spokojne wycofywanie się. Zresztą chyba wszystkim i tak wyszło to na dobre.
– W to nie wątpię. –Zaśmiał się cicho na jej kolejne słowa i obrzucił ją zaciekawionym spojrzeniem. Rzeczywiście gdyby dać jej piracki kapelusz i opaskę na oko to Geraldine pewnie mogłaby spokojnie uchodzić za jednego z morskich rozbójników. Z drugiej strony gdyby dać jej kapelusz kowboja i lasso, mogłaby też pewnie spokojnie uchodzić za kowboja rodem z Teksasu. To chyba te buty dawały taki efekt.
– Więc co cię tutaj sprowadza? – zagadnął, gdy ruszyli przed siebie w stronę karczmy, a po chwili znaleźli się już w środku. Wyglądała... Zaskakująco przyjemnie. Może i w kącie jakiś zbyt pijany klient nieco walczył ze sobą, by nie paść głową na stolik, ale poza tym tragedii nie było. No i zgodnie z obietnicą kobiety nie było tu żadnych tłumów. Będzie można sobie spokojnie porozmawiać.
– Tak. Myślę, że rum brzmi dzisiaj jak dobry wybór – odpowiedział, podchodząc wraz z nią do stojącego w rogu stolika. Musiał przyznać, że chyba jednak nawet i on poczuł trochę tamtą piracką atmosferę, bo jemu samemu zachciało się tego typu trunku, a w głowie jakiś uporczywy głosik ciągle podśpiewywał wcześniej zasłyszane szanty. Piraci i marynarze wiedzieli jednak, czym była skoczna muzyka. – Co w ogóle u ciebie?
– Nic się nie stało. W sumie to cieszę, że mnie stamtąd wyciagnęłaś. Obawiam się, że pirackie klimaty nie są za bardzo w moim... klimacie – odpowiedział, doskonale rozumiejąc logikę, która przed chwilą nią kierowała. Przecież podczas uciekania przed piratami nie było dużo czasu na spokojne wycofywanie się. Zresztą chyba wszystkim i tak wyszło to na dobre.
– W to nie wątpię. –Zaśmiał się cicho na jej kolejne słowa i obrzucił ją zaciekawionym spojrzeniem. Rzeczywiście gdyby dać jej piracki kapelusz i opaskę na oko to Geraldine pewnie mogłaby spokojnie uchodzić za jednego z morskich rozbójników. Z drugiej strony gdyby dać jej kapelusz kowboja i lasso, mogłaby też pewnie spokojnie uchodzić za kowboja rodem z Teksasu. To chyba te buty dawały taki efekt.
– Więc co cię tutaj sprowadza? – zagadnął, gdy ruszyli przed siebie w stronę karczmy, a po chwili znaleźli się już w środku. Wyglądała... Zaskakująco przyjemnie. Może i w kącie jakiś zbyt pijany klient nieco walczył ze sobą, by nie paść głową na stolik, ale poza tym tragedii nie było. No i zgodnie z obietnicą kobiety nie było tu żadnych tłumów. Będzie można sobie spokojnie porozmawiać.
– Tak. Myślę, że rum brzmi dzisiaj jak dobry wybór – odpowiedział, podchodząc wraz z nią do stojącego w rogu stolika. Musiał przyznać, że chyba jednak nawet i on poczuł trochę tamtą piracką atmosferę, bo jemu samemu zachciało się tego typu trunku, a w głowie jakiś uporczywy głosik ciągle podśpiewywał wcześniej zasłyszane szanty. Piraci i marynarze wiedzieli jednak, czym była skoczna muzyka. – Co w ogóle u ciebie?