19.04.2024, 18:16 ✶
Brenna nie była uzdrowicielką. Nie potrafiła ocenić stanu Basiliusa. Ale nie była też ślepa i w pracy widywała ludzi na krawędzi omdlenia dostatecznie często, aby wyłapywać te najbardziej oczywiste objawy: czyli kiedy bladłeś jak trup (było), twoje czoło zlewał pot (było) i miałeś trudności w zogniskowaniu spojrzenia (też było!).
Prewett nie wyglądał dobrze.
Gdyby spróbował się teraz teleportować, istniały duże szanse, że się rozszczepi. Gdyby spróbował się przejść do domu spacerem, nawet jeżeli mieszkał niedaleko Pokątnej – mógł runąć w jakiejś bramie i tak sobie leżeć zemdlony, aż ktoś go znajdzie albo aż zamarznie, bo temperatura była minusowa, z nieba sypał śnieg, i panowały ciemności.
– Rozumiem. Niektóre zaklęcia po prostu ciężko zauważyć – powiedziała ugodowo. Nie wiedziała w końcu, że był chory. Owszem, kojarzyła go ze szkoły, na pewno parę razy trajkotała mu wtedy za uszami, i pamiętała, że ani nie grał w szkolnej drużynie, ani nie był aż tak energiczny jak koledzy, ale też nigdy nie zdawał się jakimś chuderlawym dzieciakiem, który ciągle źle się czuje. Tę rolę miał Leon Bletchley. I owszem, czasem mijali się na przyjęciach i owszem, ostatnio zdarzało się jej trafić do jego gabinetu… ale jakoś nigdy nie zaczął rozmowy od „hej, mam chore serce”. Niemniej… mógł czymś oberwać. Albo bardzo się zdenerwować. I trochę bała się go po prostu puszczać stąd samego. Zastanawiała się przez moment, szukając najlepszego rozwiązania, nawet obejrzała się na salę, czy nie ma tu jeszcze uzdrowicieli… ale opuścili już kasyno wraz z dwójką swoich pacjentów.
– W porządku, w takim razie, gdzie mieszkasz, Basiliusie? Tutaj już wszystko właściwie posprzątane. Jeśli niedaleko, możemy załatwić to w ten sposób, że cię tam odprowadzę i po drodze opiszesz mi, co zapamiętałeś, a jutro albo któreś pasującego dnia tylko wpadniesz podpisać zeznania – zaproponowała. Nie w stu procentach zgodne z procedurami, ale też nie wykraczającego tak, aby to miał być problem, bo Prewett właściwie był tylko świadkiem. I raczej to nie jego zeznania będą decydujące. Ale na wypadek, gdyby zobaczył coś wyjątkowo ważnego, lepiej było to widać. A i nie chciała potem odkryć, że jednak nie powinna była puszczać go stąd samego.
Prewett nie wyglądał dobrze.
Gdyby spróbował się teraz teleportować, istniały duże szanse, że się rozszczepi. Gdyby spróbował się przejść do domu spacerem, nawet jeżeli mieszkał niedaleko Pokątnej – mógł runąć w jakiejś bramie i tak sobie leżeć zemdlony, aż ktoś go znajdzie albo aż zamarznie, bo temperatura była minusowa, z nieba sypał śnieg, i panowały ciemności.
– Rozumiem. Niektóre zaklęcia po prostu ciężko zauważyć – powiedziała ugodowo. Nie wiedziała w końcu, że był chory. Owszem, kojarzyła go ze szkoły, na pewno parę razy trajkotała mu wtedy za uszami, i pamiętała, że ani nie grał w szkolnej drużynie, ani nie był aż tak energiczny jak koledzy, ale też nigdy nie zdawał się jakimś chuderlawym dzieciakiem, który ciągle źle się czuje. Tę rolę miał Leon Bletchley. I owszem, czasem mijali się na przyjęciach i owszem, ostatnio zdarzało się jej trafić do jego gabinetu… ale jakoś nigdy nie zaczął rozmowy od „hej, mam chore serce”. Niemniej… mógł czymś oberwać. Albo bardzo się zdenerwować. I trochę bała się go po prostu puszczać stąd samego. Zastanawiała się przez moment, szukając najlepszego rozwiązania, nawet obejrzała się na salę, czy nie ma tu jeszcze uzdrowicieli… ale opuścili już kasyno wraz z dwójką swoich pacjentów.
– W porządku, w takim razie, gdzie mieszkasz, Basiliusie? Tutaj już wszystko właściwie posprzątane. Jeśli niedaleko, możemy załatwić to w ten sposób, że cię tam odprowadzę i po drodze opiszesz mi, co zapamiętałeś, a jutro albo któreś pasującego dnia tylko wpadniesz podpisać zeznania – zaproponowała. Nie w stu procentach zgodne z procedurami, ale też nie wykraczającego tak, aby to miał być problem, bo Prewett właściwie był tylko świadkiem. I raczej to nie jego zeznania będą decydujące. Ale na wypadek, gdyby zobaczył coś wyjątkowo ważnego, lepiej było to widać. A i nie chciała potem odkryć, że jednak nie powinna była puszczać go stąd samego.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.