Regina pokiwała głową ze zrozumieniem. To stąd Mackenzie była tak zaaferowana rozgrywką, że aż potrzebowała samotności. Ścigający przeciwnej drużyny był lepszy od ich gracza albo miał po prostu więcej szczęścia i tym samym przekreślił całe starania przeciwnej drużyny. Tak czy tak, przegrana nadal bolała i Rowle się tego domyślała.
— Następnym razem na pewno pójdzie lepiej. — zapewniła takim tonem, jakby to od niej zależało i pokrzepiająco się uśmiechnęła.
Zapięła plecak i zarzuciła go na ramię. Greengrass jasno dała do zrozumienia, że chce zakończyć rozmowę, a Rowle naprawdę nie chciała jej zatrzymywać. Zresztą, sama też powinna się zebrać i aportować do norweskiego biura. Dalej w planach miała podróż do Szwecji, gdzie otworzono nowy rezerwat smoków krótkopyskich, a w międzyczasie wypadało jeszcze złapać kilka godzin snu w łóżku, a nie na zamarzniętej ziemi.
— Jak wspomniałam, na roślinach się nie znam, ale mam paru znajomych w Londynie, gdybyś chciała kiedyś zmienić zawód na botanika. Chociaż powiem szczerze, że quidditch wydaje mi się sporo ciekawszy od ślęczenia nad badylami. Jako hobby brzmi to o wiele lepiej niż codzienna praca.
Odsunęła się od kamienia i sięgnęła po różdżkę, przygotowując się do deportacji.
— Będę trzymała kciuki za kolejne mecze. Mam nadzieję, że jeden kibic więcej to i trochę więcej szczęścia dla całej drużyny. W końcu umiejętności to jedno, ale ślepy los też ma swoją rolę, jak chodzi o znicza. Miło było cię poznać.
Skłoniła się lekko, nie przesadnie, by nie było to karykaturalne.
Rowle nawet cieszyła się, że wpadła na kobietę. Nie spodziewała się spotkania reprezentantki angielskiej drużyny w norweskiej głuszy. Najwidoczniej jej los był przekorny i lubił rzeczy nieoczywiste. Skłamałaby, gdyby powiedziała, że taka przewrotność jej nie pasuje.