18.12.2022, 00:55 ✶
Nie wpadłby na to aby teraz za wszelką niweczyć żartów na temat własnego ojca. Być może na lądzie mógłby poczuć się urażony i stawać w obronie imienia Williama. Sęk w tym, że miał świadomość, że Fergus nie mówi poważnie. Czuł to choć przecież nie znał go zbyt dobrze. Dzisiaj spędzili ze sobą tyle czasu ile nie zdołali dla siebie przeznaczyć przez dobre ponad piętnaście lat, od czasów szkolnych. Nie zwracał na niego szczególnej uwagi bo też Cynthia go przysłaniała. Teraz, kiedy nie było jego silnej siostry, widział Fergusa innymi oczami. Świetnie się przy nim bawił! Nie przeszkadzało mu dokuczanie, dogryzanie, odpowiadał z nawiązką, śmiał się… o jakże bardzo się śmiał! Odpoczywał i to w najlepszy możliwy sposób. Teraz był zszokowany, wciąż tliło się w nim lodowate przerażenie tym co między nimi zaszło ale tuż obok… takie gryzące ciepło, szarpiące nim od wewnątrz. Stęsknienie za tym, czego nikt dotąd nie był w stanie w nim wywołać - wrzucić na pierwszy plan potrzebę bliskości i ciepła. Zawsze wydawał się zimnokrwisty, nieczuły, czasami oschły a przecież to nieprawda. Umiał się śmiać, lubił się relaksować i bawić. Ot, wydawał się zbyt poważny. Być może przez to jak Fergus barwnie mu odpowiadał pomógł mu się przed nim trochę bardziej otworzyć i pokazać: hej, ja umiem być fajny; zobacz mnie, tutaj jestem.
Teraz widział go bardzo blisko i domagał się zapewnień. Bał się, że ich nie uzyska, że okaże się to głupim żartem i zostanie samiuteńki z poruszeniem, żalem, strachem. Mógłby być skończony gdyby Fergus się z niego nabijał. Znienawidziłby ten dzień najbardziej w życiu a teraz trwał w takim zawieszeniu i czekał. Widział rozszerzające się z zaskoczenia źrenice Fergusa. Usłyszał zmianę jego oddechu co zdradzało zdenerwowanie. Zbulwersował się, to dobrze. To oznacza, że sobie z niego nie kpił. Zanim się odezwał to Castiel czuł już co ten powie i szczerze… nie mógł doczekać się przez te kilka sekund aż te słowa wybrzmią.
- Zadajesz się z moją siostrą. Mogę się po tobie spodziewać wszystkiego… ona nie ma normalnych znajomych.- halo, pracuje z trupami. Kroi je. Tak, nazwał Fergusa nienormalnym ale powiedział o tym zbyt miękko aby uznać to za obrazę… taką miał nadzieję.
- Nie wiem, Fergus. Nie znam cię zbyt dobrze. Nie wiem jaki jesteś ale…- przesunął palcami ponownie po jego łokciu wzdłuż przedramienia i do nadgarstka. Zrobił to powoli, zamaszyście, ścierając z niego ostatnie krople wody. Jego przygryziona warga wytrąciła go z równowagi. Zdekoncentrował się i na moment zapomniał o czym rozmawiali. Czemu to tak szybko postępuje? Czemu to stęsknienie tak go drapie, gryzie od środka? To wszystko przez półmrok, chłód (a zarazem pragnienie ciepła, które ma na wyciągnięcie ręki), samotność, niewidzialność dla świata, szum wody i odsłoniętą skórę. To wszystko tego wina wszak to perfekcyjne warunki do wyhodowania w sobie utęsknienia za tą lawą, którą w nim Fergus wywołał. Wtedy czuł, że żyje.
- Po prostu ty. Masz taki sam bałagan w głowie jak ja teraz.- o Merlinie, jak on odetchnął z ulgą, że nie jest w tym sam. Uwierzył mu, po prostu mu uwierzył i z tego powodu na jego ustach pojawił się pierwszy od godziny uśmiech. Pierwszy od tamtego pocałunku. Świadomość, że ma się kogoś w tej "niedoli" dodawała otuchy niemal tak samo jak otoczenie zimną wodą.
Zachłysnął się powietrzem słysząc tak bezpośrednią prośbę. Czyli muszą o tym porozmawiać nieco dosadniej… bał się ale już nie na tyle aby uciekać i się chować. Zacisnął znów szczękę i myślał te kilka sekund, błądząc wzrokiem po jego twarzy.
- Nie wiem czy nie chcę.- wyszeptał niezrozumiale a na jego szerokich policzkach pojawił się rumieniec. Taka tendencja cery, niestety. Wypieki w zimę to u niego normalka. Podniósł rękę i położył ją u podstawy karku Fergusa. Miał gorącą skórę, ani śladu kropli wody. Przysunął jego twarz bliżej swojej ale pozostawił między nimi te pół cala odległości aby jednak istniała przestrzeń między ich ustami. Napięcie rosło i to w ekspresowym tempie. Krew wrzała w jego skroniach.
- Teraz… chcę bo nie jestem Flintem z lądu.- szept kierowany wprost do jego ust, których w żaden sposób nie tknął. Doprowadzał swój (i być może Fergusa) organizm do furii. Delektował się tym póki mógł (mogli) wytrzymać. Oddech łaskotał, zapach wody i drewna wpływał na pierwszy plan. Pragnienie ciepła coraz bardziej narastało. Wolał go niemo ale nie zniszczył tej ostatniej odległości między ich ustami. To decyzja Fergusa. Cas był poza bezpieczną tonią, ten największy krok wymagał u niego więcej czasu… a i chciał sprawdzić na ile jest w stanie sprowokować Olivandera. Chciał poznać jego temperament, odkryć czym dyktowany był poprzedni pocałunek. Tik tak, tik tak… nie słyszał nic poza ich dudnieniem serc. Nie było nic poza tą łodzią. Świat przestał istnieć. Zamarł.
Teraz widział go bardzo blisko i domagał się zapewnień. Bał się, że ich nie uzyska, że okaże się to głupim żartem i zostanie samiuteńki z poruszeniem, żalem, strachem. Mógłby być skończony gdyby Fergus się z niego nabijał. Znienawidziłby ten dzień najbardziej w życiu a teraz trwał w takim zawieszeniu i czekał. Widział rozszerzające się z zaskoczenia źrenice Fergusa. Usłyszał zmianę jego oddechu co zdradzało zdenerwowanie. Zbulwersował się, to dobrze. To oznacza, że sobie z niego nie kpił. Zanim się odezwał to Castiel czuł już co ten powie i szczerze… nie mógł doczekać się przez te kilka sekund aż te słowa wybrzmią.
- Zadajesz się z moją siostrą. Mogę się po tobie spodziewać wszystkiego… ona nie ma normalnych znajomych.- halo, pracuje z trupami. Kroi je. Tak, nazwał Fergusa nienormalnym ale powiedział o tym zbyt miękko aby uznać to za obrazę… taką miał nadzieję.
- Nie wiem, Fergus. Nie znam cię zbyt dobrze. Nie wiem jaki jesteś ale…- przesunął palcami ponownie po jego łokciu wzdłuż przedramienia i do nadgarstka. Zrobił to powoli, zamaszyście, ścierając z niego ostatnie krople wody. Jego przygryziona warga wytrąciła go z równowagi. Zdekoncentrował się i na moment zapomniał o czym rozmawiali. Czemu to tak szybko postępuje? Czemu to stęsknienie tak go drapie, gryzie od środka? To wszystko przez półmrok, chłód (a zarazem pragnienie ciepła, które ma na wyciągnięcie ręki), samotność, niewidzialność dla świata, szum wody i odsłoniętą skórę. To wszystko tego wina wszak to perfekcyjne warunki do wyhodowania w sobie utęsknienia za tą lawą, którą w nim Fergus wywołał. Wtedy czuł, że żyje.
- Po prostu ty. Masz taki sam bałagan w głowie jak ja teraz.- o Merlinie, jak on odetchnął z ulgą, że nie jest w tym sam. Uwierzył mu, po prostu mu uwierzył i z tego powodu na jego ustach pojawił się pierwszy od godziny uśmiech. Pierwszy od tamtego pocałunku. Świadomość, że ma się kogoś w tej "niedoli" dodawała otuchy niemal tak samo jak otoczenie zimną wodą.
Zachłysnął się powietrzem słysząc tak bezpośrednią prośbę. Czyli muszą o tym porozmawiać nieco dosadniej… bał się ale już nie na tyle aby uciekać i się chować. Zacisnął znów szczękę i myślał te kilka sekund, błądząc wzrokiem po jego twarzy.
- Nie wiem czy nie chcę.- wyszeptał niezrozumiale a na jego szerokich policzkach pojawił się rumieniec. Taka tendencja cery, niestety. Wypieki w zimę to u niego normalka. Podniósł rękę i położył ją u podstawy karku Fergusa. Miał gorącą skórę, ani śladu kropli wody. Przysunął jego twarz bliżej swojej ale pozostawił między nimi te pół cala odległości aby jednak istniała przestrzeń między ich ustami. Napięcie rosło i to w ekspresowym tempie. Krew wrzała w jego skroniach.
- Teraz… chcę bo nie jestem Flintem z lądu.- szept kierowany wprost do jego ust, których w żaden sposób nie tknął. Doprowadzał swój (i być może Fergusa) organizm do furii. Delektował się tym póki mógł (mogli) wytrzymać. Oddech łaskotał, zapach wody i drewna wpływał na pierwszy plan. Pragnienie ciepła coraz bardziej narastało. Wolał go niemo ale nie zniszczył tej ostatniej odległości między ich ustami. To decyzja Fergusa. Cas był poza bezpieczną tonią, ten największy krok wymagał u niego więcej czasu… a i chciał sprawdzić na ile jest w stanie sprowokować Olivandera. Chciał poznać jego temperament, odkryć czym dyktowany był poprzedni pocałunek. Tik tak, tik tak… nie słyszał nic poza ich dudnieniem serc. Nie było nic poza tą łodzią. Świat przestał istnieć. Zamarł.