20.04.2024, 10:01 ✶
Zachłystnęła się powietrzem tak, jakby sama przed chwilą miała płuca wypełnione lodowatą wodą. Zachłanne spazmy, mokre od potu dłonie zaciśnięte na zmiętej pościeli, szeroko otwarte oczy z źrenicami cienkimi jak główka od igły.
– Na chuj ja biorę te leki kurwa jego mać pierdole te alchemiczne dyrdymały, to tylko pozbawia mnie jebanych resztek radości mojego kurwa życia. – bosymi stopami dotknęła zakurzonej podłogi. Nic nowego. Chyba trochę zaczynała tęsknić za domem.
– Nora aniele przepraszam, ja.. kurwa, miałam taki pojebany sen... – zamlaskała kilkukrotnie, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że jej usta wcale nie są zaschnięte strachem a mokry mulistą jeziorną wodą. – Nora? – podniosła głowę i zobaczyła puste łóżko. Potrzebowała chwili żeby zrozumieć. No tak, przykozaczyła, że będzie spać sama, żeby Brenna nie myślała, że jest z nią tak źle, że musi wracać.
Podrapała się po barku, długie paznokcie przebijały bez trudu przez cienką warstwę taniego białego podkoszulka. Musiała znaleźć kogoś. Musiała, bo zaraz będzie gorzej. Mogło być gorzej. Teraz leżała w łóżku, w każdej chwili... Odkaszlnęła znów, kilkukrotnie, niemalże do wymiotów. Zupełnie jakby woda wciąż zalegała jej w płucach. Mulista woda.
Obudź się
Czyj to był kurwa głos, na pewno nie jej.
Wstała i zaopatrzona w różdżkę o rozświetlonym lumosowym szpicu wyszła znaleźć kogoś, żeby władować mu się do łóżka, mieć obok reality check'a, który jej powie. Czuła się jak ślepa kaleka, potrzebująca psa przewodnika. Psa, hehe, dobrze, że ta rudera była wypełniona teraz Longbottomami. Trudno, najwyżej rano wróci do Londynu. Na pewno nie do Lecznicy. Tam nie da się nigdy więcej zamknąć.
Z walącym serem wyszła na korytarz szukając kolejnych drzwi do sypialni kogoś, może nie Brenny, bo narobi rabanu, może kogoś, kto mógłby jej powiedzieć co się dzieje, komu mogłaby powiedzieć o tym co przydarzyło się jej.