Ten rejs miał oczyścić atmosferę między nimi. Wszystko poszło nie tak. Sypana sól w otwarte rany przynosiła tylko palący ból. To, co miało miejsce, nie było ich winą, jednak bardzo na nich wpłynęło. To, co miało miejsce, wykraczało poza wszystkie osobiste dramaty, jakich doświadczali przez cały ten czas. Zdołali to przetrwać i mogą wrócić do swoich rodzin. Większość pasażerów nie ma tego szczęścia, co oni. Obrażenia zadane ciału z biegiem czasu się wygoją, natomiast te dotykające umysłu leczyło się latami i nie zawsze ten proces przebiegał zgodnie z oczekiwaniami. Jak całe życie, które za nic miało wszystkie plany i oczekiwania Philipa.
Jeśli Laurent miał poczuć się w tym momencie gorzej, to byli we właściwym miejscu. W szpitalu. Tak się wyglądało po przeżyciu prawdziwego piekła. Trzeba było żyć dalej. Z czasem ciało zdoła odzyskać poważnie nadwątlone siły i wrócić do dawnej sprawności. Jego powrót do zdrowia znacząco się wydłuży. Jeszcze nie wiedział, co będzie robić przez cały ten czas, w którym nie może trenować czy brać udział w rozgrywkach. Odpowiednie aktywności mogą służyć utrzymywaniu dobrego samopoczucia i tym samym przyśpieszyć powrót do zdrowia. Tak samo jak przebywanie w odpowiednim towarzystwie.
— Służą, co nie oznacza, że pobyt w nich należy do najprzyjemniejszych. — W tym momencie Philip mógłby wymienić to, że szpitale łóżka nie należą do wygodnych oraz to, że szpitalne jedzenie jest pozbawione smaku. Brakowało też rozrywek, których mógł uświadczyć w domowym zaciszu.
— To dobra wiadomość, mam nadzieję, że szybko dojdziesz do zdrowia. — Kłamstwa. Nie sposób zapomnieć o tym, że Laurent nikomu nie mówi całej prawdy. Teraz zarówno nie musiał kłamać i nie musiał mówić prawdy, gdyż doskonale widział to, w jakim stanie on jest. W jego słowach nie było kłamstwa. Philip na razie nie myślał o tym, co nastąpi jeśli pojawi się ten artykuł w Proroku Codziennym, jeśli zostanie w nim wzmiankowany. W swoim przypadku mógł spodziewać się niespodziewanej wizyty swoich bliskich, listów od przyjaciół, współpracowników i fanów. — Ja również się cieszę. Minie trochę czasu zanim wrócę do gry. Dobrze, że czuje się na tyle dobrze, że opuścił szpital. — Przyznał ze szczerością w głosie. Interesowało go to z tego względu, że William jest jednym z nielicznych ocalałych z katastrofy, która miała miejsce. Była to zasługa Laurenta.
— Co powiesz na śniadanie? — Wystosowana przez niego propozycja wydawała się nieadekwatna do sytuacji, jednak wspólny posiłek stanowił doskonałą okazję do rozmowy. Stanowił próbę względnego powrotu do normalności. Potrzebował tego.