20.04.2024, 19:58 ✶
— Myślę, że Dora? — rzucił w stronę Patricka z lekkim opóźnieniem.
Teoretycznie Samuel też by się pewnie nadawał, skoro tyle czasu wiódł samowystarczalny żywot w Kniei Godryka, jednak Longbottom miał wątpliwości, czy stolarz faktycznie byłby w stanie zadbać o cały ogród. Na pewno byłby w stanie przystosować go do tego, aby posiać jakieś warzywa czy zioła, jednak samą opiekę nad roślinami raczej powierzyłby Menodorze. Bądź co bądź, zajmowała się już tym w Warowni Longbottomów.
— Nie mam zaufania do mugolskich wynalazków. — Skrzywił się z lekkim niesmakiem, gdy Morfeusz pochwalił się zbiorem karteczek samoprzylepnych. Nie wyglądały na zbyt groźne, jednak z pozoru traktor też nie wyglądał jak diabelska maszyna, a Erik i tak prawie umarł podczas przejażdżki takowym. — Mam nadzieję, że nie rozregulują żadnych zaklęć ochronnych. I nie uruchomią pułapek.
To dopiero byłaby heca; zestaw starożytnych zabezpieczeń uruchomiony przez kolorowe karteczki. Dobrze, że to była wyprawa Zakonu Feniksa, a nie Ministerstwa Magii, bo gdyby doszło do takiego incydentu, to na nazajutrz byliby na językach całego departamentu. A kto wie, może i zespół amnezjatorów by się do nich dorwał, żeby dowiedzieć się więcej na temat tego nowego artefaktu ze świata niemagów?
Pozostałe dywagacje na temat tej ciekawostki pozostawił Patrickowi i Morfeuszowi, wycofując się do jednego z pokojów. Po uchyleniu okien i wymiecenia kilkoma zaklęciami burzy kurzu na zewnątrz, Erik począł rozglądać się po szafkach, jednak zamiast karteczek postawił na proste czary. Ilekroć napotykał mebel, którego należało się pozbyć, wykonywał ostry zamach różdżką, a przednia część mebla zaczynała pulsować delikatnym czerwonym światłem, zgodnie z ustaleniami Morfeusza. Czar nie był zbytnio wymyślny, ale powinien utrzymać się przez jakiś czas.
— Tobie we wszystkim jest... — zaczął, jednak zamilkł, który odwrócił się w stronę wuja i zobaczył ciuch, jaki znalazł w jednej z szaf. — Merlinie, dopomóż nam wszystkim. — Otaksował suknię oceniającym wzrokiem, po czym wrócił spojrzeniem do Morfeusza. — Twoje szlafroki to jednak wystarczające szaleństwo. Jeśli szukasz czegoś... przewiewnego, to polecałbym togę. Albo kilt. W drzewie genealogicznym na pewno idzie się dokopać do jakichś Szkotów.
Kiedy Morfeusz zaczął buszować przy łóżku, Erik zajął się szafą. Niestety, mebel okazał się w na tyle złym stanie, że półka zawieszona ponad wieszakami spadła, a po podłodze rozsypał się plik ręcznie pisanych notatek. Tu i ówdzie można było zauważyć szkolną papeterię z eleganckim logotypem Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Erik zebrał notatki i chuchnął parę razy, tylko po to, aby zaraz znowu zacząć się krztusić.
— Cholerny kurz — skomentował, rzucając papiery na łóżko, co by Morfeusz mógł je przejrzeć, a sam zwrócił się w stronę okna, aby zaczerpnąć świeżego powietrza z zewnątrz.
Teoretycznie Samuel też by się pewnie nadawał, skoro tyle czasu wiódł samowystarczalny żywot w Kniei Godryka, jednak Longbottom miał wątpliwości, czy stolarz faktycznie byłby w stanie zadbać o cały ogród. Na pewno byłby w stanie przystosować go do tego, aby posiać jakieś warzywa czy zioła, jednak samą opiekę nad roślinami raczej powierzyłby Menodorze. Bądź co bądź, zajmowała się już tym w Warowni Longbottomów.
— Nie mam zaufania do mugolskich wynalazków. — Skrzywił się z lekkim niesmakiem, gdy Morfeusz pochwalił się zbiorem karteczek samoprzylepnych. Nie wyglądały na zbyt groźne, jednak z pozoru traktor też nie wyglądał jak diabelska maszyna, a Erik i tak prawie umarł podczas przejażdżki takowym. — Mam nadzieję, że nie rozregulują żadnych zaklęć ochronnych. I nie uruchomią pułapek.
To dopiero byłaby heca; zestaw starożytnych zabezpieczeń uruchomiony przez kolorowe karteczki. Dobrze, że to była wyprawa Zakonu Feniksa, a nie Ministerstwa Magii, bo gdyby doszło do takiego incydentu, to na nazajutrz byliby na językach całego departamentu. A kto wie, może i zespół amnezjatorów by się do nich dorwał, żeby dowiedzieć się więcej na temat tego nowego artefaktu ze świata niemagów?
Pozostałe dywagacje na temat tej ciekawostki pozostawił Patrickowi i Morfeuszowi, wycofując się do jednego z pokojów. Po uchyleniu okien i wymiecenia kilkoma zaklęciami burzy kurzu na zewnątrz, Erik począł rozglądać się po szafkach, jednak zamiast karteczek postawił na proste czary. Ilekroć napotykał mebel, którego należało się pozbyć, wykonywał ostry zamach różdżką, a przednia część mebla zaczynała pulsować delikatnym czerwonym światłem, zgodnie z ustaleniami Morfeusza. Czar nie był zbytnio wymyślny, ale powinien utrzymać się przez jakiś czas.
— Tobie we wszystkim jest... — zaczął, jednak zamilkł, który odwrócił się w stronę wuja i zobaczył ciuch, jaki znalazł w jednej z szaf. — Merlinie, dopomóż nam wszystkim. — Otaksował suknię oceniającym wzrokiem, po czym wrócił spojrzeniem do Morfeusza. — Twoje szlafroki to jednak wystarczające szaleństwo. Jeśli szukasz czegoś... przewiewnego, to polecałbym togę. Albo kilt. W drzewie genealogicznym na pewno idzie się dokopać do jakichś Szkotów.
Kiedy Morfeusz zaczął buszować przy łóżku, Erik zajął się szafą. Niestety, mebel okazał się w na tyle złym stanie, że półka zawieszona ponad wieszakami spadła, a po podłodze rozsypał się plik ręcznie pisanych notatek. Tu i ówdzie można było zauważyć szkolną papeterię z eleganckim logotypem Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Erik zebrał notatki i chuchnął parę razy, tylko po to, aby zaraz znowu zacząć się krztusić.
— Cholerny kurz — skomentował, rzucając papiery na łóżko, co by Morfeusz mógł je przejrzeć, a sam zwrócił się w stronę okna, aby zaczerpnąć świeżego powietrza z zewnątrz.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞