18.12.2022, 18:44 ✶
Nie ruszać się – jednocześnie proste, jak i niezwykle trudne zadanie, biorąc pod uwagę, jak bardzo kobietę nosiło, żeby coś zniszczyć. Latające talerze i filiżanki? Tak, to byłoby coś, co do czego mogłaby się teraz posunąć.
Tyle że na pewno nie w gabinecie Bulstrode, tym bardziej że uzdrowicielka nie zaliczała się do obiektów, które Eunice darzyła najszczerszą nienawiścią. I planowała, jak się ich pozbyć raz, a dobrze, oczywiście. Toteż siedziała spokojnie – a przynajmniej tak to mogło z boku wyglądać. Blondwłosa laleczka, którą można było upozować wedle własnej woli. Pozornie.
Czuła też swego rodzaju niepokój, gdy uzdrowicielka zabrała się za łamanie klątwy – co, jeśli nie podoła zadaniu? Jeśli klątwa okaże się zbyt silna, jak na możliwości Bulstrode? Czy będzie musiała utknąć w Mungu na o wiele dłużej niż zakładała, przychodząc tu po pomoc? Ale udało się, jednolitość skóry ustąpiła. Stąd zaś do mówienia już bardzo krótka droga, nawet jeśli język jeszcze odmawiał posłuszeństwa.
Łyk eliksiru.
I w końcu pieczenie ustało, odrętwienie zeszło. Mogła odetchnąć głębiej.
- Uszy. Usychają – odparła cicho, podając posłusznie dłoń uzdrowicielce. Fakt faktem, mogłaby teraz – mając do dyspozycji zęby – poradzić sobie lepiej ze zdjęciem rękawiczek niż przed chwilą, niemniej wciąż zapewne zajęłoby to więcej czasu niż w przypadku udzielenia pomocy w tej kwestii przez klątwołamaczkę.
Zacisnęła lekko wargi, rozważając propozycję kobiety. Brygadziści – w zasadzie… bardzo kusząca opcja, z wielką chęcią by obejrzała, jak aresztują Daphne, jak teściową dosięgają ręce sprawiedliwości. Tylko że niestety nie było to takie proste. Nie, gdy za męża miało się kogoś, kto jak na złość wydawał się o wiele za bardzo związany z własną matką. Nie, gdy taki ruch mógłby naruszyć kruchą równowagę, jaką udało się osiągnąć w narzuconym związku.
- Lepiej nie. Muszę to jeszcze przemyśleć, ale w razie czego poproszę panią o pomoc w tej kwestii – wyrzekła cicho. I podała również i drugą dłoń, jeśli Florence sobie tego zażyczyła.
Tyle że na pewno nie w gabinecie Bulstrode, tym bardziej że uzdrowicielka nie zaliczała się do obiektów, które Eunice darzyła najszczerszą nienawiścią. I planowała, jak się ich pozbyć raz, a dobrze, oczywiście. Toteż siedziała spokojnie – a przynajmniej tak to mogło z boku wyglądać. Blondwłosa laleczka, którą można było upozować wedle własnej woli. Pozornie.
Czuła też swego rodzaju niepokój, gdy uzdrowicielka zabrała się za łamanie klątwy – co, jeśli nie podoła zadaniu? Jeśli klątwa okaże się zbyt silna, jak na możliwości Bulstrode? Czy będzie musiała utknąć w Mungu na o wiele dłużej niż zakładała, przychodząc tu po pomoc? Ale udało się, jednolitość skóry ustąpiła. Stąd zaś do mówienia już bardzo krótka droga, nawet jeśli język jeszcze odmawiał posłuszeństwa.
Łyk eliksiru.
I w końcu pieczenie ustało, odrętwienie zeszło. Mogła odetchnąć głębiej.
- Uszy. Usychają – odparła cicho, podając posłusznie dłoń uzdrowicielce. Fakt faktem, mogłaby teraz – mając do dyspozycji zęby – poradzić sobie lepiej ze zdjęciem rękawiczek niż przed chwilą, niemniej wciąż zapewne zajęłoby to więcej czasu niż w przypadku udzielenia pomocy w tej kwestii przez klątwołamaczkę.
Zacisnęła lekko wargi, rozważając propozycję kobiety. Brygadziści – w zasadzie… bardzo kusząca opcja, z wielką chęcią by obejrzała, jak aresztują Daphne, jak teściową dosięgają ręce sprawiedliwości. Tylko że niestety nie było to takie proste. Nie, gdy za męża miało się kogoś, kto jak na złość wydawał się o wiele za bardzo związany z własną matką. Nie, gdy taki ruch mógłby naruszyć kruchą równowagę, jaką udało się osiągnąć w narzuconym związku.
- Lepiej nie. Muszę to jeszcze przemyśleć, ale w razie czego poproszę panią o pomoc w tej kwestii – wyrzekła cicho. I podała również i drugą dłoń, jeśli Florence sobie tego zażyczyła.
306/1472