20.04.2024, 21:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.04.2024, 21:04 przez Erik Longbottom.)
Nie chciał, aby doszło do jakiegokolwiek wypadku. Próbował jak najzgrabniej przejąć szkło znajdujące się w dłoni Anthony'ego, ale zawiódł. Ich palce zetknęły się ze sobą za szybko, zbyt nagle, a kieliszek wypadł mu... jemu... im... z rąk. Brygadzista drgnął zaskoczony i odsunął instynktownie dłoń, przestępując nerwowo z nogi na nogę. Jego wzrok pozostawał zafiksowany na potłuczonym naczyniu i resztce wina, które uformowało małą kałużę, plamiąc też przy okazji ich buty i spodnie. Serce Erika zabiło szybciej, gdy ten rozglądał się gorączkowo na prawo i lewo, jakby oczekiwał, że niespodziewany odgłos zwróci na nich czyjąś uwagę na wyludnionym deptaku.
Nikogo tu jednak nie było. Tylko Erik. Tylko Anthony. I tylko ręka tego drugiego nieoczekiwanie pogładziła policzek Longbottoma, momentalnie sprawiając, że poświęcił mu swoją pełną uwagę. Przepraszam, zdawało się mówić jego spojrzenie, jakby jakiś cichy nienawistny głosik w jego głowie podpowiadał mu, że powinien spodziewać się krytyki, a w najgorszym razie ciosu, palców zaciśniętych na własnym gardle. Przecież nie chciał, żeby to się wydarzyło. To był wypadek. Przypadek. To mogło zdarzyć się każdemu, ale zdarzyło się im. Pech. Szczęście. Przeznaczenie naginające fałdki ich linii czasu, przyspieszając to, co było nieuniknione.
Pocałunek przyjął z zaskoczeniem, w pierwszej chwili stojąc jak wryty. Jego twarz mogła wyrażać szok, jednak ciało zareagowało instynktownie, odpowiadając czułością na czułość, jakiej od tak dawna nie było mu dane zaznać. Odwzajemnił pocałunek, skutecznie ukracając ewentualne wątpliwości co do tego, że mógłby nie być zainteresowany towarzystwem Anthony'ego. Dłonie Longbottoma wędrowały po biodrach czarodzieja, zaciskając się na nich pewnie, jakby prowadził partnera w tańcu. Niektórych kroków po prostu się nie zapominało.
Szarpnął delikatnie, przyciągając tym samym do siebie Anthony'ego, skutecznie likwidując dzielący ich dystans. Teraz to on napierał na niego ciałem, dbając o to, aby nie pozostawić między nimi zbyt wiele przestrzeni. Czy wiedział, że tak zakończy się ta noc? Nikt nie był wszechwiedzący, a już na pewno nie Erik, jak bardzo nie chciałby przyznawać się do tego na salonach. Miał jednak nadzieję, która zdawała się rozkwitać z każdym dniem spędzonym w towarzystwie dyplomaty. Był w jego typie, ale był też wyzwaniem. Zwłaszcza na poziomie intelektualnym. Jednak teraz to zdecydowanie fizyczne odruchy wygrały ze zdrowym rozsądkiem.
Odgłosy obijających się o siebie warg i ciężkich oddechów grzmiały w uszach Longottom, a kiedy oderwali się od siebie, sapnął gwałtownie. Chwilę przerwy od czułości wykorzystał, aby chwycić rękę Anthony'ego i wsunąć ją głębiej w swoje włosy, tam, gdzie były one bardziej gęste. Nachylił się nad czarodziejem, gotów obdarować go kolejnymi czułostkami, gdy niespodziewanie ich spojrzenia się zetknęły. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, jak bardzo szare były jego oczy, ale też jak inne mu się teraz wydawała. Z zahartowanej w ogniu stali w odcień burzowych chmur, zwiastujących walkę z żywiołem.
Nikogo tu jednak nie było. Tylko Erik. Tylko Anthony. I tylko ręka tego drugiego nieoczekiwanie pogładziła policzek Longbottoma, momentalnie sprawiając, że poświęcił mu swoją pełną uwagę. Przepraszam, zdawało się mówić jego spojrzenie, jakby jakiś cichy nienawistny głosik w jego głowie podpowiadał mu, że powinien spodziewać się krytyki, a w najgorszym razie ciosu, palców zaciśniętych na własnym gardle. Przecież nie chciał, żeby to się wydarzyło. To był wypadek. Przypadek. To mogło zdarzyć się każdemu, ale zdarzyło się im. Pech. Szczęście. Przeznaczenie naginające fałdki ich linii czasu, przyspieszając to, co było nieuniknione.
Pocałunek przyjął z zaskoczeniem, w pierwszej chwili stojąc jak wryty. Jego twarz mogła wyrażać szok, jednak ciało zareagowało instynktownie, odpowiadając czułością na czułość, jakiej od tak dawna nie było mu dane zaznać. Odwzajemnił pocałunek, skutecznie ukracając ewentualne wątpliwości co do tego, że mógłby nie być zainteresowany towarzystwem Anthony'ego. Dłonie Longbottoma wędrowały po biodrach czarodzieja, zaciskając się na nich pewnie, jakby prowadził partnera w tańcu. Niektórych kroków po prostu się nie zapominało.
Szarpnął delikatnie, przyciągając tym samym do siebie Anthony'ego, skutecznie likwidując dzielący ich dystans. Teraz to on napierał na niego ciałem, dbając o to, aby nie pozostawić między nimi zbyt wiele przestrzeni. Czy wiedział, że tak zakończy się ta noc? Nikt nie był wszechwiedzący, a już na pewno nie Erik, jak bardzo nie chciałby przyznawać się do tego na salonach. Miał jednak nadzieję, która zdawała się rozkwitać z każdym dniem spędzonym w towarzystwie dyplomaty. Był w jego typie, ale był też wyzwaniem. Zwłaszcza na poziomie intelektualnym. Jednak teraz to zdecydowanie fizyczne odruchy wygrały ze zdrowym rozsądkiem.
Odgłosy obijających się o siebie warg i ciężkich oddechów grzmiały w uszach Longottom, a kiedy oderwali się od siebie, sapnął gwałtownie. Chwilę przerwy od czułości wykorzystał, aby chwycić rękę Anthony'ego i wsunąć ją głębiej w swoje włosy, tam, gdzie były one bardziej gęste. Nachylił się nad czarodziejem, gotów obdarować go kolejnymi czułostkami, gdy niespodziewanie ich spojrzenia się zetknęły. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, jak bardzo szare były jego oczy, ale też jak inne mu się teraz wydawała. Z zahartowanej w ogniu stali w odcień burzowych chmur, zwiastujących walkę z żywiołem.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞