21.04.2024, 13:37 ✶
Millie się nie udało. Prawdopodobnie ze względu na fakt, że nawet komuś o takich umiejętnościach w dziedzinie translokacji jak jej trudno było się skupić, gdy staczał się ze zbocza, a w chwili, w której usiłowała się deportować, walnęła się o kamień w głowę.
Tak bardzo się jej nie udało, że teleportowała się, owszem, ale zamiast do Little Hangleton, to… wprost na cienki lód, którym pokryta była rzeka. Ten, oczywiście, natychmiast pękł pod nią, i zapadła się w lodowatą wodę.
Uczucie było szokujące, tysiące drobnych szpileczek wbijały się w skórę, głęboko, aż do kości, ubranie natychmiast nasiąknęło, ciężki, mokry płaszcz i buty utrudniały poruszanie się. Na szczęście dla Miles – teleportowała się jednak nie na środek rzeki, a blisko drugiego brzegu, gdzie woda była na tyle płytka, że nawet gdy straciła równowagę i runęła na klęczki, kolanami zarywając o dno, głowę wciąż utrzymała na powierzchni. I paradoksalnie fakt, że lód był aż tak kruchy, działał na jej korzyść – mogła wygrzebać się na brzeg. Trzęsąca się z zimna, zupełnie przemoczona.
Niewiele brakowało.
Czy gdyby wylądowała jednak na środku, dałaby radę bez problemu dotrzeć na brzeg…?
A i teraz przecież groziło jej niebezpieczeństwo: musiała jak najszybciej się wysuszyć i ogrzać, stojąc w mokrych ubraniach, w minusowej temperaturze, pozostawała narażona na odmrożenia, jeśli nie na hipotermię…
Tak bardzo się jej nie udało, że teleportowała się, owszem, ale zamiast do Little Hangleton, to… wprost na cienki lód, którym pokryta była rzeka. Ten, oczywiście, natychmiast pękł pod nią, i zapadła się w lodowatą wodę.
Uczucie było szokujące, tysiące drobnych szpileczek wbijały się w skórę, głęboko, aż do kości, ubranie natychmiast nasiąknęło, ciężki, mokry płaszcz i buty utrudniały poruszanie się. Na szczęście dla Miles – teleportowała się jednak nie na środek rzeki, a blisko drugiego brzegu, gdzie woda była na tyle płytka, że nawet gdy straciła równowagę i runęła na klęczki, kolanami zarywając o dno, głowę wciąż utrzymała na powierzchni. I paradoksalnie fakt, że lód był aż tak kruchy, działał na jej korzyść – mogła wygrzebać się na brzeg. Trzęsąca się z zimna, zupełnie przemoczona.
Niewiele brakowało.
Czy gdyby wylądowała jednak na środku, dałaby radę bez problemu dotrzeć na brzeg…?
A i teraz przecież groziło jej niebezpieczeństwo: musiała jak najszybciej się wysuszyć i ogrzać, stojąc w mokrych ubraniach, w minusowej temperaturze, pozostawała narażona na odmrożenia, jeśli nie na hipotermię…