18.12.2022, 20:40 ✶
Zamyślił się na moment. Siedział sobie na trawie i starał się ignorować łupanie na skroni i pulsacyjny ból ramienia. Ot, parę siniaków, których musi się pozbyć gdyby jego siostra coś zauważyła. Miała tendencję do przesłuchiwania z każdych otarć i nie omieszkała wówczas czynić wymówek nad potencjalną nieudolnością otoczenia i jednostek. Kochana Cynth.
- Moja siostra interesuje się moim życiem bo ma nadzieję, że w końcu znajdę sobie żonę i spłodzę dziecko. Dobrze pamiętam, że Erik szuka dla ciebie męża...? - przymknął jedno oko a na jego ustach pojawił się cokolwiek paskudny uśmieszek. Ta mina do niego nie pasowała wszak był takim spokojnym czarodziejem, który teoretycznie bzyczka by nie skrzywdził.
- Bren. - znienacka chwycił jej łokieć i popatrzył na nią intensywniej. - Może odpłacimy im piękne za nadobne? Nie uważasz, że Cynthia i Erik tworzyliby niesamowity duet? - zmrużył groźnie oczy i już tworzył w głowie ten fantastyczny obraz tej dwójki na ślubnym kobiercu. Taka zemsta byłaby wystarczająca za te wieczne przytyki na temat jego kawalerstwa, braku dziewczyn, ukochanych czy jakichkolwiek głębszych uczuć względem potencjalnych kandydatek na żony. Ileż ona razy wspominała mu, że ta panna byłaby dla niego idealna. Teoretycznie mógł sam sobie znaleźć żonę ale w praktyce takowa musiała spełnić parę wymagań. To było straszne. Zamknął oczy kiedy ciskała w nim zaklęciem leczniczym. Lekko piekło i po chwili przestało. Dotknął palcami skroni i wywrócił oczyma kiedy Brenna mu tutaj dramatyzowała. Roześmiał się krótko.
- Spokojna głowa, moja praca czasami robi się niebezpieczna i w końcu coś mnie trzaśnie. - zapewnił, podchodząc do tego pomysłu z pewnego rodzaju entuzjazmem. Groźna blizna? Czemu nie!
- Następnym razem wybierzmy niższe głazy, co ty na to? Mdli mnie od wysokości. - wzdrygnął się. - Ciasteczkiem nie pogardzę ale też błagam, powiedz, że żartowałaś z tą szyszką. Nie zabijaj mnie nią. - pokręcił głową z dezaprobatą ale wziął ciasteczko. Pochłonął je jednym kęsem, nawet nie poświęcił odpowiedniej ilości czasu na delektowanie się. Bezwstydnie je pożarł.
- Moja siostra interesuje się moim życiem bo ma nadzieję, że w końcu znajdę sobie żonę i spłodzę dziecko. Dobrze pamiętam, że Erik szuka dla ciebie męża...? - przymknął jedno oko a na jego ustach pojawił się cokolwiek paskudny uśmieszek. Ta mina do niego nie pasowała wszak był takim spokojnym czarodziejem, który teoretycznie bzyczka by nie skrzywdził.
- Bren. - znienacka chwycił jej łokieć i popatrzył na nią intensywniej. - Może odpłacimy im piękne za nadobne? Nie uważasz, że Cynthia i Erik tworzyliby niesamowity duet? - zmrużył groźnie oczy i już tworzył w głowie ten fantastyczny obraz tej dwójki na ślubnym kobiercu. Taka zemsta byłaby wystarczająca za te wieczne przytyki na temat jego kawalerstwa, braku dziewczyn, ukochanych czy jakichkolwiek głębszych uczuć względem potencjalnych kandydatek na żony. Ileż ona razy wspominała mu, że ta panna byłaby dla niego idealna. Teoretycznie mógł sam sobie znaleźć żonę ale w praktyce takowa musiała spełnić parę wymagań. To było straszne. Zamknął oczy kiedy ciskała w nim zaklęciem leczniczym. Lekko piekło i po chwili przestało. Dotknął palcami skroni i wywrócił oczyma kiedy Brenna mu tutaj dramatyzowała. Roześmiał się krótko.
- Spokojna głowa, moja praca czasami robi się niebezpieczna i w końcu coś mnie trzaśnie. - zapewnił, podchodząc do tego pomysłu z pewnego rodzaju entuzjazmem. Groźna blizna? Czemu nie!
- Następnym razem wybierzmy niższe głazy, co ty na to? Mdli mnie od wysokości. - wzdrygnął się. - Ciasteczkiem nie pogardzę ale też błagam, powiedz, że żartowałaś z tą szyszką. Nie zabijaj mnie nią. - pokręcił głową z dezaprobatą ale wziął ciasteczko. Pochłonął je jednym kęsem, nawet nie poświęcił odpowiedniej ilości czasu na delektowanie się. Bezwstydnie je pożarł.