18.12.2022, 21:06 ✶
Popatrzył na niego z zaskoczeniem. Przedstawiona wizja to utopia w jego oczach. Wilkołaki mieli przechlapane od samego początku i wątpił aby społeczeństwo było w stanie zmienić swoje podejście. Nawet jeśli miałoby to być możliwe to z pewnością potrwa kilkanaście a nawet i kilkadziesiąt lat. To proces czasochłonny, trudny, wymagający bardzo dużego nakładu finansowego, cierpliwości, pomysłów i umiejętności charyzmy aby przekonać innych do poprawiania wzorca wilkołaka w oczach szarego społeczeństwa. Tak, Erik jest idealistą. Wybrał jednak kiepski na to moment skoro Lord Voldemort próbuje doprowadzić do krwawej wojny. W końcu coś pęknie, coś się stanie i nikt nie będzie miał czasu patrzeć na wilkołaki. Te znowuż kojarzą się prędzej ze złem i okrucieństwem aniżeli chęcią podarowania im drugiej szansy. Nie odpowiedział nic zatem a tylko słuchał go, zapamiętywał jego ideologię. Nie mógł zaoferować w tym pomocy bo interesowała go klątwa w swojej istocie, a nie w odbiorze świata.
- Można to tak mniej więcej nazwać. Ministerstwo Magii nie przychyli się nad moimi badaniami dopóki nie udowodnię, że jestem na dobrej drodze by wprowadzić jakąkolwiek zmianę. A żeby to osiągnąć potrzebuję wykonywać te badania... nie tylko ja sam ale też zespół sprawdzonych osób aby wszystko przebiegało w kontrolowanym środowisku i warunkach. - przy okazji zdradził mu, że nie jest tak szalony aby samemu brać się za badania. Ufał kilku osobom, wiedział, że może na nich liczyć. Łamacze Klątw rzadko pracowali samotnie, często korzystali z udziału i pomocy innych departamentów. Niejednokrotnie też brali czynny udział w niektórych aurorskich misjach, jeśli Bank Gringrotta i Biuro Aurorów się dogadało. Łamacza klątw można spotkać nawet i w szpitalu świętego Munga. Umiejętności opierały się na wielu dziedzinach, z których Castiel zamierzał skorzystać.
- No dobrze, możesz mieć rację. Jeśli, czysto hipotetycznie, tuż przed pełnią leżałbyś w łóżku połamany i wykończony to twoja likantropia postać również będzie niezdolna do jakichkolwiek żwawych czynności. To wydaje się logiczne, masz rację. Mimo wszystko jestem niemal przekonany, że można umniejszyć tym efektom w kontrolowany sposób bez potrzeby osłabiania organizmu czarodzieja. - twardo stawał przy swoich przekonaniach. Musiał o tym mówić aby go przekonać. Jeśli to się nie uda, będzie musiał iść do rodu Lupin a z tamtych kręgów nikogo nie znał i tu istniała jeszcze mniejsza szansa powodzenia. Najgorsze były jego słabe umiejętności krasomówcze. Nie wiedział jak ma jeszcze przekonać Erika. Nie potrafił rozpoznać po nim co tak naprawdę sądzi. Wydawał się przeraźliwie ostrożny w dobieraniu słów.
- Nazwałeś to dosyć brutalnie. - skrzywił się i potrząsnął głową. - Nie chcę odurzać ciebie tylko twoją krew. Taka próbka mogłaby dostarczyć wstępnych informacji na temat reakcji. Dzięki temu można wywnioskować co będzie działo się z organizmem gdyby to zioło dostało się do krwioobiegu. Nie chcę przeprowadzać badań dopóki nie dowiem się jaka może być najgorsza możliwa reakcja organizmu. - dodał ale już czuł narastający stres. Spiął mięśnie ramion i karku, nawet oddychał już inaczej. Czuł, że za moment Erik pośle to do diabła i wyjdzie a Castiel zostanie sam ze swoją porażką i zniszczonymi ambicjami. Czemu nie mógł mieć w spojrzeniu takiej samej szalonej iskry jak Brenna? Napięcie i wyczekiwanie było już nieznośne. Kiedy Erik odkładał w czasie podanie odpowiedzi to myślał, że dostanie szału. Tak bardzo się niecierpliwił! Zacisnął mocno szczękę aby powstrzymać chęć poganiania go w podejmowaniu decyzji. Przytknął szklankę do ust i wypił haustem spory łyk zimnej wody aby ostudzić swój zapał.
- Oczywiście, nieudana klątwa jest priorytetem. - przyznał, kiwając głową choć z trudem dostosowywał się do tempa decyzji Erika.
- Nie jestem w stanie przedstawić ci stuprocentowych potencjalnych komplikacji dopóki nie przeprowadzę choćby pojedynczych badań. Jak wspomniałem, wystarczy próbka twojej krwi którą z Cynthią moglibyśmy przebadać w kontakcie z różnymi substancjami. - czuł w kościach, że musi dopowiedzieć ważną rzecz. Nastawiał się, że Erika zaraz jasny szlag trafi ale musiał to wypowiedzieć. Rozmasował palcami swoje usta i mięśnie żuchwy. Obrócił się przodem do Longbottoma i popatrzył na niego z większą uwagę.
- Doprecyzuję, abyś rozumiał co dokładnie mam na myśli. Chodzi mi o próbkę wzburzonej pełnią krwi wilkołaka bez żadnych dodatkowych substancji uspokajających... to jest bez eliksiru tojadowego. - tak, to jest szalone. To jest nienormalne, śmiertelnie niebezpieczne ale w oczach Flinta tkwiła determinacja. Gotów byłby osobiście pobrać tę krew, oczywiście w asyście bodajże sześciu osób. Był w stanie narazić swoje zdrowie by to dostać. Czy to wciąż ambicja czy już objawy szaleństwa? Brzmiał śmiertelnie poważnie.
- Można to tak mniej więcej nazwać. Ministerstwo Magii nie przychyli się nad moimi badaniami dopóki nie udowodnię, że jestem na dobrej drodze by wprowadzić jakąkolwiek zmianę. A żeby to osiągnąć potrzebuję wykonywać te badania... nie tylko ja sam ale też zespół sprawdzonych osób aby wszystko przebiegało w kontrolowanym środowisku i warunkach. - przy okazji zdradził mu, że nie jest tak szalony aby samemu brać się za badania. Ufał kilku osobom, wiedział, że może na nich liczyć. Łamacze Klątw rzadko pracowali samotnie, często korzystali z udziału i pomocy innych departamentów. Niejednokrotnie też brali czynny udział w niektórych aurorskich misjach, jeśli Bank Gringrotta i Biuro Aurorów się dogadało. Łamacza klątw można spotkać nawet i w szpitalu świętego Munga. Umiejętności opierały się na wielu dziedzinach, z których Castiel zamierzał skorzystać.
- No dobrze, możesz mieć rację. Jeśli, czysto hipotetycznie, tuż przed pełnią leżałbyś w łóżku połamany i wykończony to twoja likantropia postać również będzie niezdolna do jakichkolwiek żwawych czynności. To wydaje się logiczne, masz rację. Mimo wszystko jestem niemal przekonany, że można umniejszyć tym efektom w kontrolowany sposób bez potrzeby osłabiania organizmu czarodzieja. - twardo stawał przy swoich przekonaniach. Musiał o tym mówić aby go przekonać. Jeśli to się nie uda, będzie musiał iść do rodu Lupin a z tamtych kręgów nikogo nie znał i tu istniała jeszcze mniejsza szansa powodzenia. Najgorsze były jego słabe umiejętności krasomówcze. Nie wiedział jak ma jeszcze przekonać Erika. Nie potrafił rozpoznać po nim co tak naprawdę sądzi. Wydawał się przeraźliwie ostrożny w dobieraniu słów.
- Nazwałeś to dosyć brutalnie. - skrzywił się i potrząsnął głową. - Nie chcę odurzać ciebie tylko twoją krew. Taka próbka mogłaby dostarczyć wstępnych informacji na temat reakcji. Dzięki temu można wywnioskować co będzie działo się z organizmem gdyby to zioło dostało się do krwioobiegu. Nie chcę przeprowadzać badań dopóki nie dowiem się jaka może być najgorsza możliwa reakcja organizmu. - dodał ale już czuł narastający stres. Spiął mięśnie ramion i karku, nawet oddychał już inaczej. Czuł, że za moment Erik pośle to do diabła i wyjdzie a Castiel zostanie sam ze swoją porażką i zniszczonymi ambicjami. Czemu nie mógł mieć w spojrzeniu takiej samej szalonej iskry jak Brenna? Napięcie i wyczekiwanie było już nieznośne. Kiedy Erik odkładał w czasie podanie odpowiedzi to myślał, że dostanie szału. Tak bardzo się niecierpliwił! Zacisnął mocno szczękę aby powstrzymać chęć poganiania go w podejmowaniu decyzji. Przytknął szklankę do ust i wypił haustem spory łyk zimnej wody aby ostudzić swój zapał.
- Oczywiście, nieudana klątwa jest priorytetem. - przyznał, kiwając głową choć z trudem dostosowywał się do tempa decyzji Erika.
- Nie jestem w stanie przedstawić ci stuprocentowych potencjalnych komplikacji dopóki nie przeprowadzę choćby pojedynczych badań. Jak wspomniałem, wystarczy próbka twojej krwi którą z Cynthią moglibyśmy przebadać w kontakcie z różnymi substancjami. - czuł w kościach, że musi dopowiedzieć ważną rzecz. Nastawiał się, że Erika zaraz jasny szlag trafi ale musiał to wypowiedzieć. Rozmasował palcami swoje usta i mięśnie żuchwy. Obrócił się przodem do Longbottoma i popatrzył na niego z większą uwagę.
- Doprecyzuję, abyś rozumiał co dokładnie mam na myśli. Chodzi mi o próbkę wzburzonej pełnią krwi wilkołaka bez żadnych dodatkowych substancji uspokajających... to jest bez eliksiru tojadowego. - tak, to jest szalone. To jest nienormalne, śmiertelnie niebezpieczne ale w oczach Flinta tkwiła determinacja. Gotów byłby osobiście pobrać tę krew, oczywiście w asyście bodajże sześciu osób. Był w stanie narazić swoje zdrowie by to dostać. Czy to wciąż ambicja czy już objawy szaleństwa? Brzmiał śmiertelnie poważnie.