21.04.2024, 16:05 ✶
– Hm… właściwie przyszło mi to do głowy, jak zobaczyłam ten napis o piątku trzynastego, że ostatnio z tą klątwą to też był piątek trzynastego i wtedy z tym gniciem… – przytaknęła Brenna. Właściwie to był już czwarty piątek trzynastego: najpierw robak, potem gnicie, później starożytna klątwa i wreszcie dziś. – A jeśli już o gniciu, jak się miewa Octavian? Mam nadzieję, że nie zepsułam go na stałe. W każdym razie to bzdura, że wszystkie najdziwniejsze rzeczy przydarzają się w piątki, naprawdę. Najdziwniejsza rzecz, jaką pamiętam… tak, to na pewno był poniedziałek – stwierdziła i uśmiechnęła się na moment do własnych myśli na wspomnienie „najdziwniejszej przygody, jaką pamiętała”.
Mavelle wciąż chyba uważała, że Brennie się to wszystko przyśniło.
– Poza tym chyba kiedy pierwszy raz trafiłam do twojego gabinetu, to nie był trzynasty? – zastanowiła się. To było w końcu już ze dwa lata (i trzy piątki trzynastego) temu, więc nie potrafiła przypomnieć sobie dokładnej daty, ale coś się jej tłukło w głowie, że to był jakoś początek miesiąca. Może powinna to sprawdzić, tak na wszelki wypadek? Bo jeśli to jednak był trzynasty, i byłby to piąty piątego trzynastego, to sprawa faktycznie zaczynała być odrobinę dziwna. – Rok 66, chyba jakoś lato… lipiec? A nie, zaraz, raczej czerwiec, w lipcu mieliśmy seryjnego podpalacza – stwierdziła, próbując znaleźć w pamięci odpowiednie daty. Ale ni cholery nie mogła sobie przypomnieć, że to był szósty.
Odruchowo dostosowała swój krok do kroku Basiliusa. Sama Brenna chodziła szybko, tak szybko, że jako nastolatka nieraz wysforowywała przed grupę, tylko po to, żeby potem na przykład zawrócić i ich obiec, albo zacząć iść przed nimi do tyłu, bo wtedy ich wszystkich widziała, a idąc tyłem automatycznie zwalniała. Ale od tamtej pory nauczyła się poruszać mniej więcej w takim tempie, jak osoby idące z nią – a że zdarzało się jej spacerować z takimi Norą czy Danielle, raczej niskimi i odrobinę niezdarnymi, to i tutaj szła grzecznie, nie wybiegając na przód. I zerkała częściej niż na śliski chodnik na Prewetta, tak na wypadek, gdyby on postanowił jednak mdleć albo poślizgnąć się na lodzie.
– Och, on, kandydat numer dwa – powiedziała, co w jego uszach mogło zabrzmieć niezrozumiale, ale ją niesamowicie wręcz usatysfakcjonowało, bo miała rację, wskazując go Gregory’emu jako tego najbardziej podejrzanego! Ha. Brenna może i rzadko mówiła „a nie mówiłam”, ale chyba jak każdy, lubiła tę rację mieć. Zaraz satysfakcja jednak minęła jak ręką odjął, a Brenna spojrzała na twarz Basiliusa, jakby już spodziewając się zobaczyć na niej ślady krwi.
– Jasne, spontaniczne krwotoki z nosa to nic, na co warto zwracać uwagę – odparła, takim tonem, że ciężko było powiedzieć czy mówi poważnie, czy tez jest to stwierdzenie ironiczne. – Co zrobiłeś po tym, jak uniknąłeś tego pierwszego ciosu?
Mavelle wciąż chyba uważała, że Brennie się to wszystko przyśniło.
– Poza tym chyba kiedy pierwszy raz trafiłam do twojego gabinetu, to nie był trzynasty? – zastanowiła się. To było w końcu już ze dwa lata (i trzy piątki trzynastego) temu, więc nie potrafiła przypomnieć sobie dokładnej daty, ale coś się jej tłukło w głowie, że to był jakoś początek miesiąca. Może powinna to sprawdzić, tak na wszelki wypadek? Bo jeśli to jednak był trzynasty, i byłby to piąty piątego trzynastego, to sprawa faktycznie zaczynała być odrobinę dziwna. – Rok 66, chyba jakoś lato… lipiec? A nie, zaraz, raczej czerwiec, w lipcu mieliśmy seryjnego podpalacza – stwierdziła, próbując znaleźć w pamięci odpowiednie daty. Ale ni cholery nie mogła sobie przypomnieć, że to był szósty.
Odruchowo dostosowała swój krok do kroku Basiliusa. Sama Brenna chodziła szybko, tak szybko, że jako nastolatka nieraz wysforowywała przed grupę, tylko po to, żeby potem na przykład zawrócić i ich obiec, albo zacząć iść przed nimi do tyłu, bo wtedy ich wszystkich widziała, a idąc tyłem automatycznie zwalniała. Ale od tamtej pory nauczyła się poruszać mniej więcej w takim tempie, jak osoby idące z nią – a że zdarzało się jej spacerować z takimi Norą czy Danielle, raczej niskimi i odrobinę niezdarnymi, to i tutaj szła grzecznie, nie wybiegając na przód. I zerkała częściej niż na śliski chodnik na Prewetta, tak na wypadek, gdyby on postanowił jednak mdleć albo poślizgnąć się na lodzie.
– Och, on, kandydat numer dwa – powiedziała, co w jego uszach mogło zabrzmieć niezrozumiale, ale ją niesamowicie wręcz usatysfakcjonowało, bo miała rację, wskazując go Gregory’emu jako tego najbardziej podejrzanego! Ha. Brenna może i rzadko mówiła „a nie mówiłam”, ale chyba jak każdy, lubiła tę rację mieć. Zaraz satysfakcja jednak minęła jak ręką odjął, a Brenna spojrzała na twarz Basiliusa, jakby już spodziewając się zobaczyć na niej ślady krwi.
– Jasne, spontaniczne krwotoki z nosa to nic, na co warto zwracać uwagę – odparła, takim tonem, że ciężko było powiedzieć czy mówi poważnie, czy tez jest to stwierdzenie ironiczne. – Co zrobiłeś po tym, jak uniknąłeś tego pierwszego ciosu?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.