Kiwał głową, przysłuchując się odpowiedzi na swoje pytania. Jak wielka szkoda, że go tam nie było. To dopiero była przygoda! A może tym powinien się zająć? Podróżami w obrębie kraju? Byłby jednocześnie na miejscu, ale też w ruchu. Czemu o tym wcześniej nie pomyślał!? Ale zdecydowanie obmyśli to dokładniej w zaciszu domowym, nim podzieli się tą rewelacją z Geraldine lub Kim.
— Oh, Gerry, mnie byś nie wzięła? — Zapytał zawadiacko. — Przecież jestem idealnym kompanem podróży! A nasza wiedza o świecie idealnie się uzupełnia. Ty znasz się na potworach, ja na magicznych istotach. Co prawda duchy i opętania to jeszcze nie jest zakres mojej specjalizacji... ale chętnie poszerzyłbym ekspertyzę o ten dział.
— Nie ma żadnego problemu — Odpowiedział na wspomnienie portfela. Wtedy sam poszperał w swoich kieszeniach... i odkrył, że również jest bez grosza przy duszy. Tak się kończą przebieranki.
Na ich nieszczęście, właśnie podszedł kelner, który zauważył puste talerze. Spytał więc, czy chcieliby zamówić coś jeszcze, czy proszą o rachunek.
— Dziękujemy, jedzenie było przepyszne, ale na nas już czas... Jeśli pan pozwoli, szybciutko teleportuję się do domu po portfel, bo zabawnym zbiegiem okoliczności nie wziąłem go ze sobą...
Jego pogodny, charyzmatyczny ton, nie zadziałał na suchego kelnera.
— Na terenie restauracji teleportacja jest niemożliwa, a nie wypuszczamy bez uiszczenia rachunku.
Gio dodał coś jeszcze od siebie, ale kelner został nieugięty. Spojrzał na przyjaciółkę przegranym wzrokiem. Może jej uda się coś zdziałać.