21.04.2024, 20:19 ✶
Isaac również rozejrzał się po pokoju, jednak pozwolił sobie podejść do starego wypoczynku i na nim usiąść. Wybrał fotel przy którym stała skrzynia z artefaktami, więc wychylił się lekko żeby na nie zerknąć, kiedy Ginny różdżką otworzyła wieko. Spojrzał na kobietę porozumiewawczo, unoszą ku górze jedną brew. W skrzyni były same śmieci, i oboje o tym wiedzieli. Czarodziej zapewne i tak będzie chciał, żeby każdy przedmiot z osobą sprawdzili oraz odczarowali. No cóż, Bagshot był na to przygotowany. Uśmiechnął się do Ginny kącikiem ust i oparł wygodnie o oparcie fotela. Nie wtrącał się do ich rozmowy, pozwalając pannie McGonagall przejąć dowodzenie. Nie był lekarzem, więc na widok opryszczki pana Morris'a, mógł jedynie zrobić smutną minę. A to na pewno by mu nie pomogło.
- Noga od stołu po prostu krąży i stuka, kochana pani, a opryszczka mhmhmm... - Zastanowił się staruszek.- ... jakieś cztery dni. Tak, tak. Cztery dni! Miecz... - Spojrzał na barek w którym udało mu się zamknąć agresywny przedmiot.- Jak próbowałem go wyciągnąć z pochwy, to zaczął mnie atakować i walić po głowie. - Mina mu lekko zrzedła i z lekkim zakłopotaniem poskubał się palcami po brodzie. - Ale, ale! Najpierw herbata! Zaraz wracam! - Pan Morris odwrócił się na pięcie i szybko ruszył w stronę schodów prowadzących na piętro. Z przestrachem łypnął jeszcze na mebel w którym znajdował się przeklęty przedmiot.
- Panie Morris, proszę się nie przejmować, zajmiemy się tym. - Uspokoił go Isaac i skoro już tak siedział, to wyciągnął różdżkę żeby magią przetransportować na stół pierwszy przedmiot ze skrzyni. Padło na kielich Merlina, który złośliwie powodował opryszczkę.
- Panno McGonagall, jak się dzielimy? Ja oceniam autentyczność, a panna odczarowuje? Chociaż oboje dobrze wiemy, że to wszystko śmieci... - Dotknął końcem różdżki kielich. Noga od stołu w międzyczasie znalazła się tuż przy Ginny, drażniąc swoim stukaniem.
- Noga od stołu po prostu krąży i stuka, kochana pani, a opryszczka mhmhmm... - Zastanowił się staruszek.- ... jakieś cztery dni. Tak, tak. Cztery dni! Miecz... - Spojrzał na barek w którym udało mu się zamknąć agresywny przedmiot.- Jak próbowałem go wyciągnąć z pochwy, to zaczął mnie atakować i walić po głowie. - Mina mu lekko zrzedła i z lekkim zakłopotaniem poskubał się palcami po brodzie. - Ale, ale! Najpierw herbata! Zaraz wracam! - Pan Morris odwrócił się na pięcie i szybko ruszył w stronę schodów prowadzących na piętro. Z przestrachem łypnął jeszcze na mebel w którym znajdował się przeklęty przedmiot.
- Panie Morris, proszę się nie przejmować, zajmiemy się tym. - Uspokoił go Isaac i skoro już tak siedział, to wyciągnął różdżkę żeby magią przetransportować na stół pierwszy przedmiot ze skrzyni. Padło na kielich Merlina, który złośliwie powodował opryszczkę.
- Panno McGonagall, jak się dzielimy? Ja oceniam autentyczność, a panna odczarowuje? Chociaż oboje dobrze wiemy, że to wszystko śmieci... - Dotknął końcem różdżki kielich. Noga od stołu w międzyczasie znalazła się tuż przy Ginny, drażniąc swoim stukaniem.