21.04.2024, 22:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.07.2024, 16:30 przez Annaleigh Dolohov.)
03.08.1972
Maida Vale
Maida Vale
Od jakiegoś czasu zdecydowanie częściej można było ją spotkać w Maida Vale, niż w jej obecnym domu. Nic dziwnego. Cała sprawa z Vakelem sprowadziła na jej życie wiele niezbyt przyjemnych zmian. Między innymi sprawiła, że w miejscu które stanowiło do niedawna jedną z jej bezpiecznych przystani, przestała być po prostu mile widziana.
A jednak wracała tam niemal codziennie po pracy, lądowała w swoim nowym pokoju i udawała, że jej małżeństwo wcale nie popadło w kompletną ruinę. Wszystko dla zachowania właściwych pozorów.
Czasami miała jednak dość pustki, urozmaicanej jedynie nienawistnymi spojrzeniami. Męczyło ją to. Dlatego w dni wolne wolała zwykle przenieś się w miejsce, gdzie była chociaż tolerowana przez resztę domowników. Potrzebowała choć odrobiny bezpieczeństwa, szczególnie po tym, jak musiała lekko przycichnąć przez włamanie i cóż, prawie porwanie jej z gabinetu.
Od razu wiedziała, że będą z tego kłopoty, ale ludzie mieli tendencję do tego, by jej nie słuchać. A potem kończyło się to tak, jak kończyło.
Siedziała w jednym ze swoich ulubionych foteli, obok niej parowała filiżanka z ziołową mieszanką o intensywnym zapachu, na którą składał się tymianek i szałwia.
Nadal było jej dziwnie z tym, że nikt nie czekał aż skończy, by odczytać jej przyszłość z fusów. Mała rzecz, a wyrwanie jej z codzienności wprawiała ją w dyskomfort.
W ręce miała wyświechtaną już przez czas książkę o ziołach leczniczych i ich wykorzystaniu w eliksirowarstwie. Znała ją niemal na pamięć, miała jednak wiele pięknych ilustracji, które lubiła oglądać. Często wracała do tej pozycji, czując komfort w znajomych frazach.
Siedziała tak, zagubiona we lekturze, która odwracała uwagę od własnych myśli, które ostatnio pędziły dla niej zbyt szybko. Powinna w końcu zdecydować, co miała zrobić w sprawie jej felernego małżeństwa, było to dla niej jednak trudne. Co było właściwe w tej sytuacji? Co jak najmniej zaszkodzi obu rodom? Jakiej wymówki użyć?
Miała co prawda pewne pomysły, nie chciała jednak decydować zbyt szybko.
Zawsze wszystko musiała skrzętnie przemyśleć i zabezpieczyć się na ewentualne niespodzianki, którymi mogła dostać w twarz.
Choć czasami zdarzały się takie, które mogłaby sklasyfikować jako miłe. Tak jak spotkanie swojego młodszego brata, który wszedł do biblioteki.
- Dzień dobry Louvain. Miło cię widzieć. - Uśmiechnęła się znad książki, zaraz jednak do niej wróciła, nie chcąc przeszkadzać. Zawsze taka była. Odsuwała się na bok, tak, by nikomu nie zawadzać, jeśli nikt jej nie potrzebował.
Niczym cichy strażnik rodziny, który gotowy był stawić się na wezwanie zawsze, jeśli ktoś go potrzebował.