W tym wszystkim zdawał sobie sprawę z tego, że istniała tylko jedna z dróg, którymi mogli podążyć. Po odbyciu kolejnych poważnych rozmów mogli w końcu się dogadać. To mogło oznaczać kontynuowanie tej znajomości albo zakończenie jej. Pozostawienie tego w zawieszeniu zdaniem Philipa prowadziło do zakończenia tego. To zawieszenie nie służyło ani jemu ani Laurentowi. Co do siebie miał całkowitą pewność. Po wszystkim, po tych wszystkich przeprawach i wszystkich rozważaniach, wiedział co tak ciążyło mu na sercu. Do pełni układanki brakowało jeszcze paru istotnych elementów. Tym była ta prawda, której może nigdy nie dostać od Laurenta. Do zaspokojenia czysto fizycznych potrzeb nie było potrzebne nic innego, jednak teraz postrzegał to wszystko inaczej. Byłoby prościej, gdyby świadomie przekreślił wszystkie efekty tych zmian, którym został poddany i starał się żyć tak jak dawniej. Gdyby to jeszcze było możliwe.
W takim miejscu, jakim był szpital, zasadne wydawało mu się utrzymywanie pewnych pozorów. Tak samo jak przed Laurentem. Wiedział, że przed tym nie ucieknie. Wszystko, co przeżyli podczas tego rejsu, sprawi, że przekroczy drzwi jednego z pubów, z którego wyjdzie późną nocą albo nad ranem. Tylko kilka osób mogłoby go od tego odwieść - żaden uzdrowiciel nie miał takiej mocy sprawczej. Przez te dwa dni zyskał wystarczająco dużo powodów, aby trzeciego dnia utonąć w alkoholu. Nie było to tak niebezpieczne, jak utrata życia w morskiej toni. Jedynie na tym mógł ucierpieć jego wizerunek publiczny.
Proponując Laurentowi śniadanie musiał brać pod uwagę jego odmowę, jednak to nie oznaczało, że chciał się z nią liczyć. Nie chciał w obecnej sytuacji. Nie powinien być zaskoczony tym, że po prostu wracają do swojego życia. Być może Laurent sam odezwie się do niego albo tego w ogóle nie zrobi. Bo potrzebuje chwili spokoju. Ona mogła trwać jeden, dwa dni albo miesiąc.
— Po tym co przeżyliśmy... potrzeba zaznania chwili spokoju jest zrozumiała. — Odpowiedział tak spokojnie, jak to tylko możliwe. Nie zmieniało to faktu, że to nie na taką odpowiedź liczył w obecnej sytuacji. Nie będzie to stanowić namiastki normalności ani nie porozmawiają w przytulnych czterech ścianach o tym, co się wydarzyło. Przyjdzie im rozmawiać w sterylnych czterech ścianach szpitalnej sali.
— Węszący dziennikarze za prawdziwą sensacją to dla mnie nie pierwszyzna. Powiem im, co pamiętam z tamtych wydarzeń, dodając w paru słowach o swoim udziale w akcji ratunkowej. Podchwycą to jak najlepszą przynętę. Będzie to artykuł na pierwszą stronę. Tak czy inaczej. — Jak przystało na gwiazdę sportu i celebrytę ma znaczne obycie z dziennikarzami oraz pracuje z ludźmi, którzy mogą przygotować dla niego każdą wypowiedź. Wiedział co powinien wyeksponować, a co zachować dla siebie. Bo tak, istniały takie rzeczy. Jak wyjdzie to się okaże. — Pozostaje poczekać na jego wyniki. Może dzięki temu uniknie się kolejnej takiej tragedii. — Cokolwiek doprowadziło do takiej katastrofy, nie powinno się już powtórzyć. Bez czarodziejów na pokładzie byłoby znacznie gorzej.