21.04.2024, 23:17 ✶
Dlaczego to zawsze muszą być żywe trupy?, myślał rozgoryczony, stąpając po drewnianym molo; starał się nie zwracać uwagi na skrzypnięcia desek pod jego stopami i - z pewnością zimną o tej porze - wodę pod nimi, bowiem za każdym razem, gdy w swych rozważaniach zahaczał o toń zamykającą się nad jego głową, żołądek natychmiast podchodził mu do gardła. W pewnym sensie czuł się mile połechtany faktem, że został wybrany jako członek grupy eksplorującej wyspę na jeziorze - on, zwykły magipsychiatra! Z drugiej strony, kiedy znalazł się na końcu molo i spojrzał na przymocowane doń łodzie, opuściła go cała pewność siebie.
Stał więc, ściskając dłoń na lasce i wpatrywał się przed siebie, pogrążony we własnych fatalistycznych wizjach teraźniejszości oraz najbliższej przyszłości. Tego ranka w ośrodku było cicho - sielsko wręcz, lecz dla Perseusa było w tej ciszy coś niepokojącego. To nie był spokój, jaki towarzyszy człowiekowi podczas zasłużonego urlopu. Przypominał raczej bezchmurne niebo przed burzą. Nagłe zniknięcie mugoli - w tym samego właściciela - uznał za zły omen, choć w tamtej chwili zapewne wszystkim innym było to bardzo na rękę.
Co myśleli inni, gdy widzieli go odzianego w czerń na samym końcu pomostu, ze wzrokiem utkwionym w skrzącej się w porannym słońcu tafli? Nie miało to żadnego znaczenia. Odwracał głowę tylko wtedy, kiedy na molo wkraczała nowa osoba - z każdą z nich witał się krótko. Najdłużej jego wzrok zawieszony był na Laurencie - ze względu na uczucie, jakie zapłonęło w nim przed kilkoma dniami - oraz na Esme, którego nie znał. Na widok Geraldine uśmiechnął się serdecznie, zaś spojrzenia Victorii nie był w stanie wytrzymać (miał wrażenie, że wiedziała, co stało się z niedobitkami z jej ogrodu po Beltane).
— Czy to już wszyscy? — zapytał wreszcie, a głos miał osobliwie ochrypły i nieco niższy niż zwykle; jakby udzielało mu się napięcie sytuacji.
!1zatrutawoda
Stał więc, ściskając dłoń na lasce i wpatrywał się przed siebie, pogrążony we własnych fatalistycznych wizjach teraźniejszości oraz najbliższej przyszłości. Tego ranka w ośrodku było cicho - sielsko wręcz, lecz dla Perseusa było w tej ciszy coś niepokojącego. To nie był spokój, jaki towarzyszy człowiekowi podczas zasłużonego urlopu. Przypominał raczej bezchmurne niebo przed burzą. Nagłe zniknięcie mugoli - w tym samego właściciela - uznał za zły omen, choć w tamtej chwili zapewne wszystkim innym było to bardzo na rękę.
Co myśleli inni, gdy widzieli go odzianego w czerń na samym końcu pomostu, ze wzrokiem utkwionym w skrzącej się w porannym słońcu tafli? Nie miało to żadnego znaczenia. Odwracał głowę tylko wtedy, kiedy na molo wkraczała nowa osoba - z każdą z nich witał się krótko. Najdłużej jego wzrok zawieszony był na Laurencie - ze względu na uczucie, jakie zapłonęło w nim przed kilkoma dniami - oraz na Esme, którego nie znał. Na widok Geraldine uśmiechnął się serdecznie, zaś spojrzenia Victorii nie był w stanie wytrzymać (miał wrażenie, że wiedziała, co stało się z niedobitkami z jej ogrodu po Beltane).
— Czy to już wszyscy? — zapytał wreszcie, a głos miał osobliwie ochrypły i nieco niższy niż zwykle; jakby udzielało mu się napięcie sytuacji.
!1zatrutawoda
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory