21.04.2024, 23:57 ✶
Kiedyś usłyszał, że tylko niemożliwa miłość może trwać wiecznie. Obruszył się na te słowa - bo przecież żadne inne miejsce, nawet ołtarze w kowenach, nie są pełne miłości prawdziwej i długowieczniej, jak szpitale, w których pracował - lecz one wracały do niego podczas bezsennych nocy, gdy wpatrywał się w sufit ze złamanym sercem. Dochodził wówczas do wniosku, że nie tylko miłość niemożliwa jest wieczna, lecz z pewnością podtrzymywana jest dłużej przez tęsknotę rozpalającą zmysły. Zakazane uczucie nie pozwala wpaść w rutynę, poznać od tej nudnej, codziennej strony, a przez to stanowi swego rodzaju pułapkę idealizowania. Romantyzowania tego, czego nie ma, a być mogło, gdyby nie zaistniały pewne czynniki. Miłość niemożliwa była trucizną.
Czy od teraz tak będzie wyglądać jego życie? Czy już do końca swych dni, będzie rozdarty pomiędzy miłością do idealnego obrazu Laurenta i rozgoryczenia wobec monotonii u boku Vespery? Nie tak to sobie wyobrażał.
— Muszę ci się przyznać do bardzo brzydkiej cechy, Laurent — pochylił się nad nim z szelmowskim uśmiechem; tym, który zwiastował coś przyjemnego, choć niekoniecznie dobrego. Jak gorycz groźby pośród słodyczy obietnicy — Czasami jestem hipokrytą.
Chciał być tym, który roztacza nad innymi ochronny parasol; nie tym, który wymaga ratunku. Jego ciało kruszyło się i go zdradzało, dlatego każda chwila, w której mógł zapomnieć o swych ułomnościach i poczuć się potrzebny, była dla Perseusa na wagę złota. Duma, upartość, kompleks bohatera - niechaj nazywają to jak chcą, byle tylko pozwolili mu czuć się wartościowo. Nie jak ciężar.
— Mieszkałem tam przez pięć lat — oświadczył z nostalgią błyszczącą w oczach. Ukochana Francja, przeklęta Francja. Odżył tam, gdy dowiedział się o chorobie. Spłonął tam, gdy na moście spotkał Raphaela. — Paryż trochę mi się przejadł, ale południe... Lawendowe pola Prowansji i lato w Marsylii... Wiele bym dał, żeby móc tam znów pojechać.
Rozmarzony przymknął powieki i przez moment wydawało mu się, że jest nad Morzem Śródziemnym, białe mewy zataczają kręgi nad jego głową, a słona bryza rozwiewa jego ciemne włosy. Żal zalśnił jadeitem w jego oczach, kiedy ponownie je otworzył. Nie było morza; była za to tafla jeziora lśniąca w porannym słońcu. Porannym? Omiótł wzrokiem krótkie cienie pod ich stopami; dochodziło południe.
— Co masz na myśli? — zmarszczył brwi i oparł łokcie na blacie stołu, wsłuchując się uważnie w jego słowa. Och, przydałby się notes... Nie, cała ściana, na której mógłby zrobić mapę myśli. Może zaaranżować taką w swoim pokoju? Gdyby nie to, że Laurent reaguje na niego w ten sposób, mógłby poprosić go o pomoc... Nie, nie, lepiej dla niego będzie, jeśli nie zostanie z Perseusem sam na sam; nawet jeśli ten nie uczyni względem niego żadnego ruchu.
Czy od teraz tak będzie wyglądać jego życie? Czy już do końca swych dni, będzie rozdarty pomiędzy miłością do idealnego obrazu Laurenta i rozgoryczenia wobec monotonii u boku Vespery? Nie tak to sobie wyobrażał.
— Muszę ci się przyznać do bardzo brzydkiej cechy, Laurent — pochylił się nad nim z szelmowskim uśmiechem; tym, który zwiastował coś przyjemnego, choć niekoniecznie dobrego. Jak gorycz groźby pośród słodyczy obietnicy — Czasami jestem hipokrytą.
Chciał być tym, który roztacza nad innymi ochronny parasol; nie tym, który wymaga ratunku. Jego ciało kruszyło się i go zdradzało, dlatego każda chwila, w której mógł zapomnieć o swych ułomnościach i poczuć się potrzebny, była dla Perseusa na wagę złota. Duma, upartość, kompleks bohatera - niechaj nazywają to jak chcą, byle tylko pozwolili mu czuć się wartościowo. Nie jak ciężar.
— Mieszkałem tam przez pięć lat — oświadczył z nostalgią błyszczącą w oczach. Ukochana Francja, przeklęta Francja. Odżył tam, gdy dowiedział się o chorobie. Spłonął tam, gdy na moście spotkał Raphaela. — Paryż trochę mi się przejadł, ale południe... Lawendowe pola Prowansji i lato w Marsylii... Wiele bym dał, żeby móc tam znów pojechać.
Rozmarzony przymknął powieki i przez moment wydawało mu się, że jest nad Morzem Śródziemnym, białe mewy zataczają kręgi nad jego głową, a słona bryza rozwiewa jego ciemne włosy. Żal zalśnił jadeitem w jego oczach, kiedy ponownie je otworzył. Nie było morza; była za to tafla jeziora lśniąca w porannym słońcu. Porannym? Omiótł wzrokiem krótkie cienie pod ich stopami; dochodziło południe.
— Co masz na myśli? — zmarszczył brwi i oparł łokcie na blacie stołu, wsłuchując się uważnie w jego słowa. Och, przydałby się notes... Nie, cała ściana, na której mógłby zrobić mapę myśli. Może zaaranżować taką w swoim pokoju? Gdyby nie to, że Laurent reaguje na niego w ten sposób, mógłby poprosić go o pomoc... Nie, nie, lepiej dla niego będzie, jeśli nie zostanie z Perseusem sam na sam; nawet jeśli ten nie uczyni względem niego żadnego ruchu.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory