22.04.2024, 04:17 ✶
– Oh tak. Zdecydowanie. – Według jego uzdrowiciela, jak i wiedzy magimedycznej, którą posiadał, nuda była właśnie tym czego w swoim życiu potrzebował, czy raczej tym czego potrzebował jego organizm. Prewett jednak wiedział, że zwariowałby, gdyby w jego życiu nic się nie działo. Nie powiedziałby, że szalał, raczej nie, ale nie mógł sobie odmówić niewielkich dawek adrenaliny w trosce o swoje zdrowie psychiczne.
A wymienione przez nią Biuro brzmiało... Nie powiedziałby, aby jakiekolwiek biuro pasowało do tej konkretnej czarownicy, ale gdyby jakieś miało pasować, to właśnie to. Z drugiej strony pewnie lepiej, by było dla zwierząt, gdyby Geraldine postanowiła jednak robić karierę w Ministerstwie Magii, a nie w rodzinnym interesie.
– Rozumiem, że na jednego smoka przypadało zbyt dużo formularzy i ankiet do wypełnienia? – spytał pół żartem, pół serio. Bo w sumie jakie mogły być problematyczne regulacje jeśli chodziło o to konkretne biuro? Prawdę mówiąc, jemu samemu nigdy nie przeszkadzały formalności. W pracy po prostu się do nich stosował, poza pracą też, chyba że akurat nie. Ale lubił porządek, a wiedział, że bez nich wszystko tonęłoby w chaosie.
– Hm... Ładnie powiedziane. Pozwól, że to ukradnę i powtórzę to na kolejnym zjeździe rodzinnym, gdy ktoś się mnie znowu spyta czemu nic się u mnie nie dzieje poza pracą – Jakby się na tym nieco dłużej zastanowić, to bardziej narzekali na to jego bliscy, niż on sam. Ale Prewettowi naprawdę na razie odpowiadał ten balans pracy i życia poza nią. Jeśli będzie mu czegoś brakować to najwyżej nauczy się wytapiania fikuśnych świec zapachowych. Albo robienia na drutach. Podobno czasem zdażało mu się spacerować w tempie emeryta, nikt się pewnie nie zdziwi, jeśli podłapie od nich też jakieś hobby.
Basilius sięgnął po szklankę, by dokończyć jej zawartość, gdy nagle przyjemna dla ucha muzyka zmieniła się na coś zupełnie innego, a on tylko cudem, zaskoczony, nie zakrztusił się alkoholem.
– To są chyba jakieś żarty – mruknął z udawanym marudzeniem w głosie, gdy tak naprawdę ta sytuacja całkiem go rozbawiła. W całym pubie bowiem właśnie rozbrzmiewały na głos Morskie Opowieści.
A wymienione przez nią Biuro brzmiało... Nie powiedziałby, aby jakiekolwiek biuro pasowało do tej konkretnej czarownicy, ale gdyby jakieś miało pasować, to właśnie to. Z drugiej strony pewnie lepiej, by było dla zwierząt, gdyby Geraldine postanowiła jednak robić karierę w Ministerstwie Magii, a nie w rodzinnym interesie.
– Rozumiem, że na jednego smoka przypadało zbyt dużo formularzy i ankiet do wypełnienia? – spytał pół żartem, pół serio. Bo w sumie jakie mogły być problematyczne regulacje jeśli chodziło o to konkretne biuro? Prawdę mówiąc, jemu samemu nigdy nie przeszkadzały formalności. W pracy po prostu się do nich stosował, poza pracą też, chyba że akurat nie. Ale lubił porządek, a wiedział, że bez nich wszystko tonęłoby w chaosie.
– Hm... Ładnie powiedziane. Pozwól, że to ukradnę i powtórzę to na kolejnym zjeździe rodzinnym, gdy ktoś się mnie znowu spyta czemu nic się u mnie nie dzieje poza pracą – Jakby się na tym nieco dłużej zastanowić, to bardziej narzekali na to jego bliscy, niż on sam. Ale Prewettowi naprawdę na razie odpowiadał ten balans pracy i życia poza nią. Jeśli będzie mu czegoś brakować to najwyżej nauczy się wytapiania fikuśnych świec zapachowych. Albo robienia na drutach. Podobno czasem zdażało mu się spacerować w tempie emeryta, nikt się pewnie nie zdziwi, jeśli podłapie od nich też jakieś hobby.
Basilius sięgnął po szklankę, by dokończyć jej zawartość, gdy nagle przyjemna dla ucha muzyka zmieniła się na coś zupełnie innego, a on tylko cudem, zaskoczony, nie zakrztusił się alkoholem.
– To są chyba jakieś żarty – mruknął z udawanym marudzeniem w głosie, gdy tak naprawdę ta sytuacja całkiem go rozbawiła. W całym pubie bowiem właśnie rozbrzmiewały na głos Morskie Opowieści.