22.04.2024, 07:45 ✶
Rosie już, już się zamachiwała tym cholernie ciężkim świecznikiem jeszcze raz, ale Hades padł wreszcie na ziemię, wreszcie pozbawiony jakiejkolwiek świadomości. Pytanie tylko, ile właściwie miało to trwać, bo coś jej podpowiadało, że jej starania to nie były niestety długotrwałe. Przez chwilę jeszcze stała tak nad nim, z podniesionym nad głową narzędziem zbrodni, trochę wciąż wściekła, a trochę zwyczajnie zdziwiona, ale w końcu opuściła dłonie. Zachwiała się przy tym odrobinkę, zamaszystym ruchem odstawiając świecznik na najbliższą powierzchnię płaską, a potem odetchnęła głęboko i spojrzała na Staszka.
Potem natomiast, zaśmiała się histerycznie, wyglądając przy tym jakby utracenie ostatków poczytalności to była cena, jaką przyszło jej zapłacić za całe to starcie z tytanem zwanym Hadesem, jej zasranym bratem.
- Nic ci nie jest? - zapytała, kiedy już wreszcie jej przeszło, chociaż wciąż uśmiechała się nieco spazmatycznie i nerwowo, trochę może niezdecydowana czy zamiast sprawdzać czy wszystko dobrze, to nie powinna rozporządzać Borginem, żeby się przygotował na rundę drugą.
- Jestem za tym, żeby go związać jakimś zaklęciem i zostawić gdzie leży. Może jak się obudzi, to mu chociaż odrobinę przejdzie. I wysłać sowę do Persephony, bo cokolwiek nie zrobimy i tak do niej pójdzie... - rzuciła szybko, przez chwilę jeszcze stojąc w miejscu i zerkając to na Stanleya, to na swojego brata, aż w końcu przeszła nad Hadesem, jakby był tylko uciążliwym elementem wystroju. Zarzuciła Borginowi ręce na szyję, przytulając go. - Dziękuję - powiedziała cicho, przez dłuższą chwilę stojąc tak, przyciskając go do siebie, zanim wreszcie cofnęła się, dłońmi przecierając policzki i poprawiając rozwichrzone od tego ciągłego miotania nią włosy.
Znając życie, to gdyby nie Stan, to Hades przestawiłby ją o jeden raz za dużo i faktycznie zrobił jej krzywdę, bo jeśli mieli ze sobą coś wspólnego, to momentami brak pomyślunku. Nie ważne ile razy ją popychał, czy za dzieciaka, czy też i potem w życiu, to zawsze wstawała i bez chwili refleksji stawała mu znowu na drodze, kiedy chciał zrobić coś, co jej się nie podobało. W ten sposób robili krzywdę nie tylko sobie wzajemnie - bo oprócz tego, że przed nim stawała, to jeszcze mu czasem oddawała, świecznikiem albo inną małą klątwą - ale też niszcząc co popadnie. Do licznych tego przykładów można by zaliczyć chociażby fakt, że przejście w jej mieszkaniu do Zamtuza było efektem bicia się o zaklęty przedmiot ich ojca w schowku na miotły.
Teraz jak tak sobie na Hadesa patrzyła, to żałowała, że to jego w kosmos ta klątwa nie posłała, zamiast tego schowka.
Potem natomiast, zaśmiała się histerycznie, wyglądając przy tym jakby utracenie ostatków poczytalności to była cena, jaką przyszło jej zapłacić za całe to starcie z tytanem zwanym Hadesem, jej zasranym bratem.
- Nic ci nie jest? - zapytała, kiedy już wreszcie jej przeszło, chociaż wciąż uśmiechała się nieco spazmatycznie i nerwowo, trochę może niezdecydowana czy zamiast sprawdzać czy wszystko dobrze, to nie powinna rozporządzać Borginem, żeby się przygotował na rundę drugą.
- Jestem za tym, żeby go związać jakimś zaklęciem i zostawić gdzie leży. Może jak się obudzi, to mu chociaż odrobinę przejdzie. I wysłać sowę do Persephony, bo cokolwiek nie zrobimy i tak do niej pójdzie... - rzuciła szybko, przez chwilę jeszcze stojąc w miejscu i zerkając to na Stanleya, to na swojego brata, aż w końcu przeszła nad Hadesem, jakby był tylko uciążliwym elementem wystroju. Zarzuciła Borginowi ręce na szyję, przytulając go. - Dziękuję - powiedziała cicho, przez dłuższą chwilę stojąc tak, przyciskając go do siebie, zanim wreszcie cofnęła się, dłońmi przecierając policzki i poprawiając rozwichrzone od tego ciągłego miotania nią włosy.
Znając życie, to gdyby nie Stan, to Hades przestawiłby ją o jeden raz za dużo i faktycznie zrobił jej krzywdę, bo jeśli mieli ze sobą coś wspólnego, to momentami brak pomyślunku. Nie ważne ile razy ją popychał, czy za dzieciaka, czy też i potem w życiu, to zawsze wstawała i bez chwili refleksji stawała mu znowu na drodze, kiedy chciał zrobić coś, co jej się nie podobało. W ten sposób robili krzywdę nie tylko sobie wzajemnie - bo oprócz tego, że przed nim stawała, to jeszcze mu czasem oddawała, świecznikiem albo inną małą klątwą - ale też niszcząc co popadnie. Do licznych tego przykładów można by zaliczyć chociażby fakt, że przejście w jej mieszkaniu do Zamtuza było efektem bicia się o zaklęty przedmiot ich ojca w schowku na miotły.
Teraz jak tak sobie na Hadesa patrzyła, to żałowała, że to jego w kosmos ta klątwa nie posłała, zamiast tego schowka.
she was a gentle
sort of horror
sort of horror