Lokalnie również się sporo działo, przynajmniej zdaniem Yaxley, warto było korzystać z tych możliwości, żeby się nie zasiedzieć. Jasne, wolała podróżować, odkrywać nowe miejsca, jednak nie zawsze były ku temu możliwości. Nie wytrzymałaby siedząc na dupie, więc korzystała z tego, co działo się tuż obok.
- Nie chciałabym, aż tak ryzykować. Swoje życie mogę mieć gdzieś, twojego nie. Jesteś mi zbyt bliski. - Powiedziała zupełnie szczerze. Wystarczało jej, że w tym roku już zawiodła jedną osobę, którą kochała i nie chciała tego powtórzyć. Nigdy więcej na to nie pozwoli. To była zbyt duża odpowiedzialność. Zdecydowanie wolała działać w pojedynkę, najwyżej sama umrze, to nie byłaby wielka strata. - To nie tak, że neguję w jakikolwiek sposób twoją widzę, ale chyba wiesz, o co mi chodzi? - Wolała to jeszcze dodać, bo oczywiście nie chodziło jej o to, żeby w jakikolwiek sposób podważać jego wiedzę.
- Głupio mi. - Dodała jeszcze, mimo, że Gio wydawał się nie mieć żadnego problemu z tym, aby uregulować należności. Mina jej zrzedła, kiedy okazało się, że on również nie ma portfela, co za zbieg okoliczności. Niefart.
Kelner miał nieco inne zdanie, widać było, że nie wyobraża sobie, żeby nie uiścili opłaty, pięknie, ciekawe, jak z tego wybrną. Yaxley pewnie po prostu by wstała i wybiegła, ale w przypadku Gio... mógł być z tym lekki problem, może gdyby to był Jonathan... on miał nieco luźniejsze podejście.
- Uiścimy opłatę, dziwnym zbiegiem okoliczności, zapomnieliśmy portfela. - Dodała jeszcze, żeby trochę wytłumaczyć, co się właściwie działo.
- Myślicie, że w to uwierzę?! Ciągle ktoś zapomina portfela, ciągle muszę płacić z własnej kieszeni, zaraz pojawią się BUMowcy, oni zrobią z wami porządek! - Kelner nieco się uniósł, co wcale nie ułatwiało negocjacji. Chyba przegrali tę walkę.