Pomimo nieprzyjemnego początku odpoczynku, reszta dnia upłynęła milutko. Peppa poleżała troszkę na plaży (w cieniu). Do wody nawet stopy nie wsadziła, zważając na przestrogę niemiłego człowieka. Który na szczęście zniknął i nie pojawił się ponownie. Dostał zapewne inny domek. W godzinach południowych Peppa wyruszyła na obiad, a resztę wieczora postanowiła leniuchować w domku, przeglądając "Czarownicę". Podobała jej się cisza ogarniająca cały ośrodek. Szkoda, że na drugi dzień rodzice wrócą, ale i tak największą radością Peppy był brak James'a.
Niestety drugi dzień rozpoczął się jeszcze gorzej, niż pierwszy.
Ledwo wyszła na poranny spacer, została zgarnięta przez przypadkowego człowieka. Musiała za nim iść, a po drodze zgarnięta została jeszcze jedna dziewczyna. Zaciągnął ich do dwójki nieznanych Peppie czarodziejów i kazał pomóc w poszukiwaniu Owena Bagshota. Od razu chciała oponować, ale wycieczka do pobliskiego miasta trochę kusiła.
Brenna i Basilius wyszli na prowadzenie. Peppa od razu zaklasyfikowała ich jako osoby, które autentycznie chcą rozwiązać zagadkę Bagshota i mają odpowiednie do tego umiejętności. Ją natomiast zainteresowały bardziej sklepy z pamiątkami. Uznawała je za kiczowate, ale oglądanie wystaw jest o wiele ciekawsze niż szukanie jakiegoś faceta.
Wzdrygnęła się słysząc głos małej dziewczynki. Palenie wiedźm? Skąd ta mała wzięła tak głupi pomysł. Peppa spiorunowała ją wzrokiem. A potem grzecznie kontynuowała podróż za Brenną i Basiliusem. Nie była od nich daleko, jednak z ich rozmowy docierały do niej tylko strzępy szeptów. Trochę się tym interesowała, trochę nie, ale skoro komunikowali się tak skrycie, to może panna Potter nie powinna wściubiać w to swojego zadartego noska.
Westchnęła, rozglądając się po placu. Kupa popiołu, śmieci, sprzątacze. Spojrzała na Penny. Dziewczyna zdawała się być równie zainteresowana tą sprawą co ona. Może chociaż uda im się rozerwać jakąś miłą pogawędką.
— Rozumiem, że ciebie też wciągnięto tutaj przypadkiem? — Zagadała. — Jestem Penelope Potter.
Podała swoją bladą dłoń do uścisku. Na jej twarzyczce widniał przyjazny uśmiech, chociaż cała reszta jej prezencji jasno sygnalizowała, że Penny ma przed sobą panienkę o wysokim mniemaniu. Idealnie ułożone włosy okryte kapeluszem, perfekcyjnie skrojona marynarska sukienka i błyszczące czystością pantofelki. Tak wyglądały raczej panie spacerujące po nadmorskiej promenadzie niż miłośnicy lasów i jezior.
!4klątwawindermere