Powinna była wrócić do Londynu. Powinna była postarać się wyjaśnić wszystko z Terrym. Pogodzić się z przyjacielem. Tyle tylko, że Penelope Anne Weasley od zawsze miała problem z tym, aby zająć się tym czym powinna. Zwłaszcza, kiedy wiązało się to z przyznaniem się do winy oraz wypowiedzeniem tego jednego, magicznego słowa – przepraszam. Dlatego też, jak na uparciucha przystało, zamierzała spędzić w ośrodku dokładnie tyle dni, za ile wcześniej zapłacili.
I dobrze się przy tym bawić.
Nie odstraszyły jej plotki. Nie zniechęciły też wydarzenia, które miały miejsce w ciągu… ostatnich godzin? W przeciwieństwie do innych osób, przede wszystkim mugoli, nie zamierzała się stąd wynosić. Nie zamierzała dać się łatwo przestraszyć. Może z tego względu, że gdzieś tam w środku, dużo bardziej bała się powrotu do miasta i Zaczarowanych Różności? Nie była jednak skłonna przyznać się do tego nawet przed samą sobą.
Tym też sposobem w towarzystwie trzech, zupełnie obcych osób, przyszło jej się udać do Carlisle. Mieli się tutaj rozejrzeć. Poszukać informacji. Spróbować znaleźć jakiegoś… Owena Bagshota? Wydawało jej się, że tak miał na imię, choć nie dałaby sobie za to odciąć ręki. Nieszczególnie orientowała się we wszystkim tym, co miało tutaj miejsce. A już na pewno nie miała dotąd okazji usłyszeć o tym, że w okolicy Windermere widziano nieumarłych.
Idąc kilka kroków za Brenną i Basiliusem, tuż obok młodej dziewczyny – jak ona w ogóle miała na imię, czy zdążyła się już przedstawić? – rozglądała się po okolicy z pewnym zainteresowaniem. Wiedziała o okolicy tyle, ile udało jej się dowiedzieć przed wyjazdem oraz już na miejscu. Relatywnie niewiele, ale planowała to nadrobić. A przynajmniej tak było wcześniej. Zanim wszystko potoczyło się w nie taki sposób.
Słysząc pytanie idącej tuż obok dziewczyny, oderwała spojrzenie od witryny jednego z kilku, mijanych sklepów.
- Można tak powiedzieć. – przytaknęła, zwracając się do Peppy. Nie miała jakiś takich większych chęci na zwierzenia, tłumaczenia się ze wszystkiego. – Penelope Weasley. Wygląda na to, że dzielimy to samo imię. Możesz mi mówić Penny. – przedstawiła się. Przez chwilę zastanawiała się nad tym, żeby wyciągnąć w jej kierunku rękę, cokolwiek, ale wtedy jej uwagę przyciągnęły resztki sporych rozmiarów… ogniska? Zauważyła również bransoletkę oraz sięgającą po nią Brennę. Widać kobieta znalazła coś wartego uwagi.
Zaraz jednak oderwała od niej spojrzenie, również słysząc pytanie, które jakieś dziecko zadało swojej matce. Spalili wiedźmę? To było interesujące, a w dodatku zdawało się tematycznie pasować do tych wszystkich słomianych figurek przedstawiających wiedźmę. Albo może laleczek? Zwał jak zwał. Semantyka. Kto by się przejmował takimi bzdurami?
- Wygląda, że mają tutaj dość… specyficzne tradycje. – ponownie, po cichu zwróciła się do Peppy, zauważając że najwyraźniej z jakiś względów spalono tutaj kukłę czarownicy. Palono ją każdego roku? Niby minęło już tyle lat, a tej głupoty nie wypleniono po dzień dzisiejszy.