Morpheus popatrzył na drzwi, jednak nic nie powiedział. Jedynie jego brew uniosła się w górę, końcówka jego różdżki drgnęła, jakby miał plan po prostu wysadzić drzwi. Trzecim okiem widział rozbijające się w drzazgi drewno, a jednak... to nie był cel. Zwykła ucieczka. Zrezygnował z takiego obrotu sprawy, drgnienie ucichło, chociaż ekscytująca potrzeba destrukcji nadal trwała. Zdawało się, że nie usłyszał też kąśliwego komentarza od Neila.
Nie pozwoli sobie, aby czyjeś malkontenctwo zabrało mu radość tej eksploracji, nawet jeśli zaczynała być nieco naciągana. Kierował się marzeniami i uczuciem bycia żywym w raczej kontrolowanych warunkach. Może i lubił, jak młody wilkołak go całował, ale nie odpowiadał za jego humorki. Następnym razem nie zabierze go w takie miejsce. Spróbuje jeszcze z zaproszeniem go na potańcówkę, aby poznał więcej osób w swoim wieku. Isaac był na to zbyt ślizgi, zdaniem Morpheusa przynajmniej. Musiał później zapytać Antoniusza, czy jego asystent dawał mu dupy za to zwalnianie się korzystanie z przerw kogoś innego.
Wziął od Bagshota papierosa i zapalił go od razu. Przynajmniej ktoś tutaj rozumiał go w nałogu. Gdyby Antoniusz jakiś miał, pewnie wciągałby złoto nosem.
Zawahał się przy dziewicy, ale zamiast badać ją, zdecydował się na dość odważny ze swojej strony krok i przysunął się do świetlika, szumnie nazywanego oknem. Wspiął się na palcach, aby wyjrzeć przez okno na zewnątrz, wiedziony swoim przeczuciem.
Rozejrzał się po przestrzeni na zewnątrz.
Sukces!
Sukces!