22.04.2024, 13:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.04.2024, 13:21 przez Anthony Shafiq.)
Anthony zignorował pozostałych, skupiając się na drzwiach, szukając w nich zawiasów czy jakiejkolwiek klamki. Zdawało się, że nie zauważył językowej pomyłki, cóż... kto znał dziedzictwo jego krwi oraz nastawione na poligloctwo wychowanie, wiedział, że czasem mu się tak zdarzało. A skoro nikt nie podjął tematu długowłosej Roszpunki i on nie kontynuował, skupiając się na wydostaniu z pomieszczenia.
Isaac odglądając szkielet niestety nie był w stanie ustalić jego płci. Nie znał się na tym aż tak, rozmiar wskazywałby na wysoką kobietę, albo umiarkowanie wysokiego mężczyznę, brakło charakterystycznych cech, które mógłby ocenić okiem amatora kryminologii. Jednakże, jego bystre oko zauważyło, że wewnątrz czaszki kościotrupa znajduje się... naklejka? Z niewielkiego skrawka (ktoś wcześniej zdecydowanie próbował się go pozbyć) po podświetleniu lumosem dało się odczytać:
z kolei Morpheus zrezygnował z bliższego zapoznania się z zawartością dziewicy, na rzecz zmierzenia się z własnymi lękami. Obronny świetlik był tuż obok, wąski, wskazujący na to, że mury są stateczne i grube. Na zewnątrz panował huragan i straszliwa burza, a ciemne spojrzenie jasnowidza padło na zaniedbany i obrośnięty dzikimi pnączami ogród skąpany w deszczu, rozświetlany co chwila błyskawicami. Nagle, zdał sobie sprawę z tego, że prócz gałęzi szarganych wiatrem widzi coś jeszcze i nie był to zawieszony na konarze ogrodnik. Nieco dalej, pośród krzewów rezydencji był ktoś jeszcze. Jakiś człowiek... tańczył, a doświadczony mag Departamentu Tajemnic bez trudu rozpoznał rytualny taniec Macmillanów.
– O proszę, chyba znalazłem windę! – mugolskie słowo wślizgnęło się do ust wysoko postawionego urzędnika państwowego, czystej krwi czarodzieja, który Absolutnie Nic Nie Miał Wspólnego Z Mugolami I Bardzo Się Brzydził Wszelkimi Inklinacjami Na Ten Temat. Odkaszlnął i wskazał na uchylone przez siebie drzwi. – Wydaje mi się, że znalazłem przejście do kuchni, więc będziemy znów na parterze? – trochę wątpił, ale przez uchylone skrzydło widać było biel kafelków, których część odpadła z powodu rdzawo-cynoberowej mazi wyciekającej na politurę z nieregularnie popękanych rur. Wyglądało to tak, jakby dom krwawił wprost ze swoich tętnic natlenioną posoką. Stare sprzęty były obficie pokryte rdzą, część kafelków na podłodze wypchnięta została przez domagającą się tych terenów dla siebie roślinność. Śmierdziało ziemią i stęchlizną oraz dziwną, lepką gliną...
– To co? Może teraz piwnica? – zaproponował entuzjastycznie pokazując różdżką klapę w podłodze. – Wydaje mi się, że trudno nam będzie znaleźć coś brudniejszego od tej kuchni. – dodał krzywiąc się niepomiernie, miną wskazującą na to, że jeśli będzie odwiedzał Morpheusa w tym budynku, to raczej z własnym jedzeniem.
Isaac odglądając szkielet niestety nie był w stanie ustalić jego płci. Nie znał się na tym aż tak, rozmiar wskazywałby na wysoką kobietę, albo umiarkowanie wysokiego mężczyznę, brakło charakterystycznych cech, które mógłby ocenić okiem amatora kryminologii. Jednakże, jego bystre oko zauważyło, że wewnątrz czaszki kościotrupa znajduje się... naklejka? Z niewielkiego skrawka (ktoś wcześniej zdecydowanie próbował się go pozbyć) po podświetleniu lumosem dało się odczytać:
...ego Nokturnu 27b
z kolei Morpheus zrezygnował z bliższego zapoznania się z zawartością dziewicy, na rzecz zmierzenia się z własnymi lękami. Obronny świetlik był tuż obok, wąski, wskazujący na to, że mury są stateczne i grube. Na zewnątrz panował huragan i straszliwa burza, a ciemne spojrzenie jasnowidza padło na zaniedbany i obrośnięty dzikimi pnączami ogród skąpany w deszczu, rozświetlany co chwila błyskawicami. Nagle, zdał sobie sprawę z tego, że prócz gałęzi szarganych wiatrem widzi coś jeszcze i nie był to zawieszony na konarze ogrodnik. Nieco dalej, pośród krzewów rezydencji był ktoś jeszcze. Jakiś człowiek... tańczył, a doświadczony mag Departamentu Tajemnic bez trudu rozpoznał rytualny taniec Macmillanów.
– O proszę, chyba znalazłem windę! – mugolskie słowo wślizgnęło się do ust wysoko postawionego urzędnika państwowego, czystej krwi czarodzieja, który Absolutnie Nic Nie Miał Wspólnego Z Mugolami I Bardzo Się Brzydził Wszelkimi Inklinacjami Na Ten Temat. Odkaszlnął i wskazał na uchylone przez siebie drzwi. – Wydaje mi się, że znalazłem przejście do kuchni, więc będziemy znów na parterze? – trochę wątpił, ale przez uchylone skrzydło widać było biel kafelków, których część odpadła z powodu rdzawo-cynoberowej mazi wyciekającej na politurę z nieregularnie popękanych rur. Wyglądało to tak, jakby dom krwawił wprost ze swoich tętnic natlenioną posoką. Stare sprzęty były obficie pokryte rdzą, część kafelków na podłodze wypchnięta została przez domagającą się tych terenów dla siebie roślinność. Śmierdziało ziemią i stęchlizną oraz dziwną, lepką gliną...
– To co? Może teraz piwnica? – zaproponował entuzjastycznie pokazując różdżką klapę w podłodze. – Wydaje mi się, że trudno nam będzie znaleźć coś brudniejszego od tej kuchni. – dodał krzywiąc się niepomiernie, miną wskazującą na to, że jeśli będzie odwiedzał Morpheusa w tym budynku, to raczej z własnym jedzeniem.