22.04.2024, 16:19 ✶
Stres związany z zaplanowaniem tego wspólnego wyjazdu tak mocno oddziaływał na jego głowę, że przez kilka ostatnich dni siedział jak na szpilkach. Dopiero teraz, gdy mógł po prostu cieszyć się najbliższymi dniami, docierało do niego, jak cholernym był szczęściarzem. Był nudnym, niewyróżniającym się z tłumu facetem, a jednak jakimś cudem udało mu się zyskać uwagę kogoś takiego jak Vior. W swoim życiu miał okazję poznać wiele kobiet, ale w niej była coś specjalnego. Młoda, piękna, pełna gracji i wdzięku. Miała z pewnością tłumy adoratorów, a jednak padło na niego. Wciąż tego w pełni nie rozumiał, ale tak po prawdzie to nawet nie miał ochoty o tym myśleć. Bo co by to zmieniło? Miał po prostu cholerne szczęście.
Teraz musiał tylko się ogarnąć i tego nie zepsuć. Nie darowałby sobie, gdyby na tym wyjeździe ośmieszyłby się tak, jak ostatnim razem. Dała mu szansę i naprawdę chciał z niej skorzystać.
Lubił jej uśmiech. Był lekki, przyjemny, frywolny. Vior pełna była tej radosnej energii i pewności siebie, wszystkiego, czego on nie posiadał. Czy sprawiało to, że fascynował się nią bardziej? Tak, zdecydowanie.
Czyszcząc kociołek, mimowolnie pomyślał o byłej dziewczynie, ale ku swojemu zaskoczeniu, nie poczuł się z tym źle. Żadnych wyrzutów sumienia, przygnębienia czy smutku. Spojrzał na krzątającą się w tle kobietę i wszelkie wątpliwości zniknęły. Po co miał myśleć o przeszłości, skoro czekała na niego przyszłość. Teraz musiał tylko zdecydować, jak będzie miała wyglądać.
— Okey, jasne. Będę czekał! — zawołał za nią, patrząc, jak znika w swoim pokoju. Gdy drzwi już się zamknęły, poczuł jak nieco schodzą z niego emocje. Wziął kilka głębszych oddechów, które skończyły się tym, że na twarzy pojawił mu się wyjątkowo szeroki uśmiech. Był po prostu szczęśliwy. Kilka dni spokoju od pracy w takim towarzystwie. Czego chcieć więcej? Chcąc nieco rozchodzić roznoszącą go radość, zaczął energicznie przeszukiwać kolejne szafki. Znalazł nieco zakurzonych naczyń i resztki produktów spożywczych, które z zatkanym nosem wyeksmitował poza domek. Gdy wszystko było już gotowe, zaczął przecierać stół i blaty. Przerwał swoje zajęcie, gdy dziewczyna postanowiła wrócić.
Znowu poczuł przypływ dopaminy.
Zgodnie z jej poleceniem umył kubki, a następnie, żeby nie być nierobem, zaczął przemywać całą resztą talerzy, sztućców i garnków. Kto wie, może im się do czegoś przydadzą.
Jej kolejne pytanie nieco go skonsternowało. Jakie miał plany co do tego wyjazdu? Pytanie niby oczywiste, a jednak nad wyraz skomplikowane. Głównie dlatego, że nigdy wcześniej nie podejrzewał, że dane mu będzie spędzać czas z kimś tak olśniewającym jak ona. Każde kolejne spotkanie jedynie budowało w nim przekonanie, że chce i potrzebuje spędzać z nią więcej czasu. Jasne, wypad do baru skończył się może nieco niezręcznie, ale była to tylko i wyłącznie jego wina. Mógł pilnować, ile wypija, ewentualnie po prostu nie zachowywać się jak skończony idiota następnego dnia. Bał się, że zraził ją do siebie tym brakiem pewności i zdecydowania. Nigdy nie słynął ze szczególnej odwagi, gdy chodziło o kontakty międzyludzkie, ale teraz było inaczej.
Gdyby tylko tego zapragnęła, spędziłby z nią resztę życia. Chyba pierwszy raz w życiu był czegoś tak bardzo pewien.
Nagle wybudził się z tego strumienia świadomości, uświadamiając sobie, że ta dalej czeka na jego odpowiedź. — Powiem Ci szczerze, że nie jestem pewien? Nie miałem wakacji... chyba odkąd zacząłem pracę w Mungu — zaczął powoli, dopiero teraz zastanawiając się nad odpowiedzią. — Gdy jeździliśmy z rodzicami, to często celem były leśne głusze, tam ciężko było coś faktycznie rozplanować. Widziałem, że mają tutaj kilka atrakcji, także myślę, że możemy z nich skorzystać? — dodał jeszcze, drapiąc się niezręcznie po policzku. — Dawno nie pływałem, także pewnie będziesz miała sporo zabawy, obserwując moje nieudolne próby. Potem... potem możemy po prostu posiedzieć na werandzie, popatrzeć gwiazdy. Myślę, że będzie naprawdę przyjemnie — skoro będę tam z Tobą, dokończył w głowie, posyłając jej niepewny, choć ciepły uśmiech.
Nigdy nad tym nie myślał, ale miała naprawdę piękne oczy. W sumie to wszystko w niej było idealne.
Teraz musiał tylko się ogarnąć i tego nie zepsuć. Nie darowałby sobie, gdyby na tym wyjeździe ośmieszyłby się tak, jak ostatnim razem. Dała mu szansę i naprawdę chciał z niej skorzystać.
Lubił jej uśmiech. Był lekki, przyjemny, frywolny. Vior pełna była tej radosnej energii i pewności siebie, wszystkiego, czego on nie posiadał. Czy sprawiało to, że fascynował się nią bardziej? Tak, zdecydowanie.
Czyszcząc kociołek, mimowolnie pomyślał o byłej dziewczynie, ale ku swojemu zaskoczeniu, nie poczuł się z tym źle. Żadnych wyrzutów sumienia, przygnębienia czy smutku. Spojrzał na krzątającą się w tle kobietę i wszelkie wątpliwości zniknęły. Po co miał myśleć o przeszłości, skoro czekała na niego przyszłość. Teraz musiał tylko zdecydować, jak będzie miała wyglądać.
— Okey, jasne. Będę czekał! — zawołał za nią, patrząc, jak znika w swoim pokoju. Gdy drzwi już się zamknęły, poczuł jak nieco schodzą z niego emocje. Wziął kilka głębszych oddechów, które skończyły się tym, że na twarzy pojawił mu się wyjątkowo szeroki uśmiech. Był po prostu szczęśliwy. Kilka dni spokoju od pracy w takim towarzystwie. Czego chcieć więcej? Chcąc nieco rozchodzić roznoszącą go radość, zaczął energicznie przeszukiwać kolejne szafki. Znalazł nieco zakurzonych naczyń i resztki produktów spożywczych, które z zatkanym nosem wyeksmitował poza domek. Gdy wszystko było już gotowe, zaczął przecierać stół i blaty. Przerwał swoje zajęcie, gdy dziewczyna postanowiła wrócić.
Znowu poczuł przypływ dopaminy.
Zgodnie z jej poleceniem umył kubki, a następnie, żeby nie być nierobem, zaczął przemywać całą resztą talerzy, sztućców i garnków. Kto wie, może im się do czegoś przydadzą.
Jej kolejne pytanie nieco go skonsternowało. Jakie miał plany co do tego wyjazdu? Pytanie niby oczywiste, a jednak nad wyraz skomplikowane. Głównie dlatego, że nigdy wcześniej nie podejrzewał, że dane mu będzie spędzać czas z kimś tak olśniewającym jak ona. Każde kolejne spotkanie jedynie budowało w nim przekonanie, że chce i potrzebuje spędzać z nią więcej czasu. Jasne, wypad do baru skończył się może nieco niezręcznie, ale była to tylko i wyłącznie jego wina. Mógł pilnować, ile wypija, ewentualnie po prostu nie zachowywać się jak skończony idiota następnego dnia. Bał się, że zraził ją do siebie tym brakiem pewności i zdecydowania. Nigdy nie słynął ze szczególnej odwagi, gdy chodziło o kontakty międzyludzkie, ale teraz było inaczej.
Gdyby tylko tego zapragnęła, spędziłby z nią resztę życia. Chyba pierwszy raz w życiu był czegoś tak bardzo pewien.
Nagle wybudził się z tego strumienia świadomości, uświadamiając sobie, że ta dalej czeka na jego odpowiedź. — Powiem Ci szczerze, że nie jestem pewien? Nie miałem wakacji... chyba odkąd zacząłem pracę w Mungu — zaczął powoli, dopiero teraz zastanawiając się nad odpowiedzią. — Gdy jeździliśmy z rodzicami, to często celem były leśne głusze, tam ciężko było coś faktycznie rozplanować. Widziałem, że mają tutaj kilka atrakcji, także myślę, że możemy z nich skorzystać? — dodał jeszcze, drapiąc się niezręcznie po policzku. — Dawno nie pływałem, także pewnie będziesz miała sporo zabawy, obserwując moje nieudolne próby. Potem... potem możemy po prostu posiedzieć na werandzie, popatrzeć gwiazdy. Myślę, że będzie naprawdę przyjemnie — skoro będę tam z Tobą, dokończył w głowie, posyłając jej niepewny, choć ciepły uśmiech.
Nigdy nad tym nie myślał, ale miała naprawdę piękne oczy. W sumie to wszystko w niej było idealne.