Heather nie do końca potrafiła dostrzec, co interesującego było w transmutacji w bobra. Może ktoś chciał zaszkodzić tej biednej dziewczynie, którą to spotkało? Tak naprawdę pozostawało im jedynie gdybanie, co do intencji tej osoby. Czuła, że nigdy się nie dowiedzą dlaczego to tego wszystkiego doszło, ale wiedziała też, że szybko nie zostanie to zapomniane. Jej zdaniem jednak, ta osoba mogła wybrać jakieś bardziej spektakularne zaklęcie, jeśli chciała na siebie zwrócić uwagę, no i właściwie dlaczego akurat bóbr, a nie jakieś inne zwierzątko?
- Wylądowałeś na czarnej liście?- Odparła z zaskoczeniem w głosie. Oczy otworzyła szeroko, Cami mógł zauważyć, że faktycznie ją to zdziwiło. Nie potrafiła do końca połączyć fakty. - Ty? Słodki, niewinny Cami na czarnej liście? Jak do tego doszło mój drogi?- Przecież miał w sobie tyle uroku, czy na kogoś on nie działał? Podejrzewała, że mógł to być jakiś stary, zakompleksiony czarodziej, który mu po prostu zazdrościł. Nie mogło być inaczej.
Heather zauważyła nagłe zamyślenie Camerona, nie potrafiła jednak go połączyć z wcześniejszą sytuacją, bo już zapomniała o tym zajściu w czasie licytacji. Już miała go pytać, czy coś się stało, jednak tak szybko jak przyszła do niej ta myśl szybko o niej zapomniała. Cała Wood - roztrzepanie to jedna z cech, które ją charakteryzowały.
- Geniusz wystarczy, faktycznie też zwróciłam na to uwagę, ciekawe, czy w innych sytuacjach ma równie zręczne ręce, czy tylko ze szkłem sobie tak wybitnie radzi.- Czy byłaby chętna, żeby to sprawdzić? Być może, jednak nie dzisiaj. Gdyby miała ochotę zapewne dałaby radę sobie załatwić na niego jakieś namiary, ale sama nie wiedziała, czy jest wart jej zainteresowania. Zresztą nie była aż tak bardzo zdesperowana, przynajmniej póki co.
- Niedługo Beltane, zapewne też ktoś, coś będzie organizował. Oni nie potrafią wytrzymać bez pokazywania siebie.- Oni... może powinna powiedzieć my? W końcu sama należała do tych osób, które brały udział w takich wydarzeniach, jej rodzina zorganizowała niejeden bal, aczkolwiek jak widać Heather nie do końca się identyfikowała z tym towarzystwem. Lubiła raz na jakiś czas się pokazać, jednak i dla niej bywało to męczące. Zdecydowanie wolała bardziej kameralne imprezy. - Z drugiej strony Cami, kto wie, jaka będzie sytuacja. Wojna wisi w powietrzu.- Postanowiła się podzielić ze swoim towarzyszem swoimi obawami. Miała wrażenie, że są krok od jawnego konfliktu, jeszcze chwila i ludzie będą się bali wyjść z domu. Ostatnio zrobiło się trochę cicho, Ruda uważała, że jest to cisza przed burzą. Czas jednak pokaże, czy jej obawy są słuszne.
Heather nachyliła się nad Lupinem. Wpatrywała się w niego uważnie. Całkiem słodko się teraz gubił w swoich zeznaniach, powiedzmy, że je zaakceptowała. Jej rude włosy mogły zupełnie przypadkiem zacząć łaskotać go po twarzy. - Dobra, dobra, powiedzmy, że Ci wierzę. Czy ja widzę rumieńce?- Dotknęła dłonią policzka Camerona, wydawał się być bardzo ciepły. Przyjemny dreszcz przeszedł jej po ciele, gdy poczuła, że dotyka jej nadgarstka. Nachyliła się jeszcze bliżej niego. Sekret. Zabrzmiało poważnie, lecz tylko przez chwilę. - Nie wiedziałam, że z ciebie taki specjalista od pierdolenia Cami.- Starała się nie roześmiać. -Najwyraźniej masz trochę więcej wyobraźni ode mnie.