Nie zamierzał spekulować co do tego, że za zaginięcie Owena Bagshota odpowiada wypity przez tego mężczyznę alkohol i że on odnajdzie się w ciągu dnia po tym jak wytrzeźwieje. Postanowił potraktować poważnie to zaginięcie, ze swojej strony starając się dołożyć wszelkich starań aby odnaleźć tego człowieka. Jedno wiedział na pewno - nie chciał stanąć oko w oko z nieumarłymi, których egzystencja stanowiła dla niego zupełnie nienaturalne zjawisko i wyraźne pogwałcenie praw rządzących tym światem.
Ludzkie życie miało swój początek i kres. Śmierć stanowiła jeden z etapów ludzkiego żywota. Jako egzorcysta zajmował się rozwiązywaniem problemów z niematerialnymi bytami, które nawiedzają albo opętują żywych. Potrafił zrozumieć pragnienie powrotu do świata żywych. Brakowało mu zrozumienia dla egzystencji nieumarłych. Na spotkanie z nimi nie był gotowy. Przypomniał sobie słowa Szeptuchy. Dotyczyły co prawda Zimnych, jednak doskonale oddawały jego stosunek do nieumarłych. To co umarło powinno zostać martwe. Nie można wracać ze ścieżki śmierci bez konsekwencji. Prawa, które rządzą tym światem są takie same dla wszystkich. Nie wchodź na drogę śmierci. Ja widzę, że się do niej zbliżasz.W takich chwilach jak ta, kiedy poszukiwania zaginionego mężczyzny wiązały się z ryzykiem zmierzenia się z nieumarłymi, doszedł do wniosku, że Szeptucha miała rację. Niebezpiecznie zbliżał się do drogi śmierci. Przestrzegała go przed tym, aby na nią nie wchodził. Wiązały się z tym poważne konsekwencje, z którymi przyjdzie mu się zmierzyć, jeśli przyjdzie mu wkroczyć na wskazaną przez śmierć drogę. Leon trafił do grupy wyznaczonej do przeszukania tego ośrodka wypoczynkowego. W drużynie, w której wszyscy mieli różdżki (i w której nikt nie miał miecza, topora ani łuku) dostrzegał znanych mu z widzenia pracowników Ministerstwa Magii. Najbardziej znanymi mu osobami były jego kuzynki od strony matki, Mildred oraz Ambrosia.
— Kuzynko, przyszło mi się dowiedzieć o twoim ślubie po fakcie. Ty i twój wybranek przyjmijcie ode mnie spóźnione gratulacje.— Spoglądając na parę, Ambrosie i Alexandra, nie mógł nie poruszyć tego tematu. Uśmiechnął się do młodego małżeństwa. — Nie dotarła do was jakakolwiek informacja o przypadkach opętania? Jeśli zaobserwujecie cokolwiek co na nie wskazuje, zwróćcie się z tym do mnie. — Potem spoważniał i zwrócił się do zgromadzonych tutaj śmiałków z całkiem zasadnym pytaniem, jakie tylko może zadać egzorcysta odnośnie nieumarłych. Zwłaszcza taki, przed którym rozpościerała się droga śmierci. Powinien wystrzegać się wkroczenia na nią, zamiast tego wyraźnie robił coś zupełnie odwrotnego.
Ubrany w typowe dla niemagów ubrania Leon nie rozstawał się ze swoją skórzaną torbą, w której nosił wszystkie przeznaczone do wróżenia przedmioty oraz puszkę po piernikowych traszkach, w której w razie potrzeby mógł uwięzić wyegzorcyzmowanego ducha. Nie potrafił określić tego, ile duchów mogłoby się zmieścić w takim pojemniku. Słuchając swojej kuzynki, sam spoglądał w stronę jeziora. Być może dowiedzą się tego, co kryło się w jeziorze. O ile coś było. Ten ośrodek mógł skrywać wiele tajemnic. A oni zamierzali je odkryć.
Spostrzegając, że starszy mężczyzna sięgnął po karty tarota, wyciągając jedną z nich. Przykuło to jego zainteresowanie na tyle, że sam postanowił zapytać się kart o to, co czeka go podczas tych poszukiwań. Śladem tego czarodzieja sięgnął do swojej torby, odnajdując wśród jej zawartości znajomy kształt talii kart tarota, wyjmując pierwszą kartę na którą natrafiły jego palce.
Wisielec