22.04.2024, 22:25 ✶
Cyrk to był dom wariatów, a ci wariaci znowu zamierzali żreć świnię, jakby nie mieli treningów na głowie. Pokręciłem tylko głową, mając nadzieję, że od jutra się opamiętają, bo ja rozumiałem, że lato latem, kusiło do słodkiego lenistwa, ale jeśli teraz nie wycisną z siebie jak najwięcej, to zimą będziemy mieli wszyscy przejebane. Delikatnie, rzecz jasna, to określając... I wtedy kto będzie się martwił o przetrwanie? Z pewnością nie oni. Ale to takie było właśnie już niewdzięczne zadanie zarządcy cyrku, że musiał nadstawiać kark i harować przez lenistwo innych.
Jedną z tych leniwych person, znajdującą się na wysokościach mojej listy leserów, była moja, cóż, żona. Ona miała jednakże to do siebie, że ostatecznie potrafiła oczarować publikę. I to ja rozumiałem. Jeśli kasa się zgadzała, to byłem w stanie to tolerować. A też z rozkoszą obserwować i ochraniać te jej szaleńcze tańce w powietrzu... Oczarowany i przerażony. Zafascynowany gibkością i z zapartym tchem, pełen obaw, czy przypadkiem sobie czegoś nie zrobi. Ale nie robił. Jedynie psychicznie... i z tymi nożami no. Ale nikt nie mówił, że miłość jest prosta.
Przemykałem pomiędzy namiotami oraz wozami, niby to robiąc obchód. Tak naprawdę poszukiwałem Flynna. Zbliżał się wieczór, więc po dniu pełnym wrażeń chciałem utonąć w jego ramionach albo jego utopić w swoich. Wszystko jedno, byle być tuż obok i może go pocieszać, bo ostatnio znowu robił się jakiś wycofany, zagubiony, zamyślony. Wymykał się - choć to akurat było dla niego normalne. I też bywał cichy... Co też było dla niego normalne, ale zdawało mi się, że milczał bardziej niż zwykle.
W końcu trafiłem na namiot, gdzie wieczorami niebo robiło się gwieździste. Nie spodziewałem się jednak ujrzeć tam oprócz typowych gwiazd, tę kobietę ubraną dosyć ekstrawagancko jak na wizytę w cyrku, szczególnie że dziś nie było występów dla klientów. Tak... To nie były cekiny cyrkowe, żadne barwne kreacje do występów. Kobieta również nie była stąd, co mogłem stwierdzić, widząc ją zaledwie z tyłu. Bo zapewne wszedłem do namiotu tuż za nią, ale niestety nie miałem okazji tego zauważyć... Ona jeszcze również nie.
Nie byłem pewien, co powiedzieć, czy im przerywać, czy jednak lepiej tak. Chwilę stałem, nim złożyłem ręce na piersi i odchrząknąłem żeby zwrócić na siebie ich uwagę. Moja niebieska koszula w czerwone taczki, czarne kotwice i złote obrączki poruszyła się nieco, kiedy brałem głęboki wdech. Choć w środku gotowałem się na kolejne komplikacje spowodowane intruzami z zewnątrz, na twarzy miałem stoicki, nieco zaczepny uśmiech. Ostatecznie czarowaliśmy publikę, a ta pańcia nie wydawała się być pierwszą lepszą szarą myszą. Może potrafiła sypnąć galeonem?
Jedną z tych leniwych person, znajdującą się na wysokościach mojej listy leserów, była moja, cóż, żona. Ona miała jednakże to do siebie, że ostatecznie potrafiła oczarować publikę. I to ja rozumiałem. Jeśli kasa się zgadzała, to byłem w stanie to tolerować. A też z rozkoszą obserwować i ochraniać te jej szaleńcze tańce w powietrzu... Oczarowany i przerażony. Zafascynowany gibkością i z zapartym tchem, pełen obaw, czy przypadkiem sobie czegoś nie zrobi. Ale nie robił. Jedynie psychicznie... i z tymi nożami no. Ale nikt nie mówił, że miłość jest prosta.
Przemykałem pomiędzy namiotami oraz wozami, niby to robiąc obchód. Tak naprawdę poszukiwałem Flynna. Zbliżał się wieczór, więc po dniu pełnym wrażeń chciałem utonąć w jego ramionach albo jego utopić w swoich. Wszystko jedno, byle być tuż obok i może go pocieszać, bo ostatnio znowu robił się jakiś wycofany, zagubiony, zamyślony. Wymykał się - choć to akurat było dla niego normalne. I też bywał cichy... Co też było dla niego normalne, ale zdawało mi się, że milczał bardziej niż zwykle.
W końcu trafiłem na namiot, gdzie wieczorami niebo robiło się gwieździste. Nie spodziewałem się jednak ujrzeć tam oprócz typowych gwiazd, tę kobietę ubraną dosyć ekstrawagancko jak na wizytę w cyrku, szczególnie że dziś nie było występów dla klientów. Tak... To nie były cekiny cyrkowe, żadne barwne kreacje do występów. Kobieta również nie była stąd, co mogłem stwierdzić, widząc ją zaledwie z tyłu. Bo zapewne wszedłem do namiotu tuż za nią, ale niestety nie miałem okazji tego zauważyć... Ona jeszcze również nie.
Nie byłem pewien, co powiedzieć, czy im przerywać, czy jednak lepiej tak. Chwilę stałem, nim złożyłem ręce na piersi i odchrząknąłem żeby zwrócić na siebie ich uwagę. Moja niebieska koszula w czerwone taczki, czarne kotwice i złote obrączki poruszyła się nieco, kiedy brałem głęboki wdech. Choć w środku gotowałem się na kolejne komplikacje spowodowane intruzami z zewnątrz, na twarzy miałem stoicki, nieco zaczepny uśmiech. Ostatecznie czarowaliśmy publikę, a ta pańcia nie wydawała się być pierwszą lepszą szarą myszą. Może potrafiła sypnąć galeonem?