23.04.2024, 19:38 ✶
Nie odpowiedział mu od razu. Nie wiedział nawet jak ubrać swoje myśli w słowa.
Zamiast tego ponownie złożył swój policzek w zagłębienie pomiędzy jego obojczykiem, a szyją; w miejscu, z którego Crow nie mógł zobaczyć jego błyszczących, smutnych oczu. Aż do tego momentu sądził, że nie można być bardziej nagim, niż w chwili, w której opadają wszystkie ubrania - ten chłopak uświadomił mu, że można poczuć się jeszcze bardziej obnażonym. Obdartym z tego, co usilnie próbowało trzymać się pod powierzchnią.
Nie wiedział, czy bardziej przerażał go fakt, że Crow rozpoznawał jego emocje zanim był w stanie je nazwać, czy też odczuwał z tego powodu ulgę. Wszystko było jedną wielką mieszkanką upokorzenia i uwielbienia; wszystko wzbierało w nim z intensywnością tsunami rozbijającego się o ląd. Wbił paznokcie w jego ramię, a zaraz potem rozluźnił uchwyt i pogładził to miejsce opuszkami palców. Kojąco. Przepraszająco. Jakie to zabawne; szukać schronienia przed Crowem w jego własnych ramionach. Ale to nie przed nim uciekał, lecz przed własnymi uczuciami, które w nim rozbudzał. Tylko gdzie znaleźć schronienie przed burzą, która szalała wewnątrz?
Wypuścił powietrze z płuc. Rozluźnił się. Poddał się mu całkowicie, zanim zdążył nadać słowom kszatłt.
— Jestem już odrętwiały z tego zimna — wyznał wreszcie, unosząc się nieco, by spojrzeć Crowowi w oczy. — Ale zawsze wydawało mi się, że to zbyt wiele prosić o ciepło. Takie... nie na miejscu. Bezczelne — w szczególności kogoś, z kim połączy go chwilowa przyjemność, unisona przyśpieszonych oddechów, kilka śladów na skórze i zapach na pościeli, zaś rozdzielą pierwsze promienie wschodzącego słońca? Ciepło było uzależniające; rozpalało tęsknotę za czymś, co jawiło mu się nieosiągalne. Żebrać o czułość? Wydawał się sobie na to zbyt dumny.
Och, pierdolić dumę. Pierdolić wszystko, myślał, wplatając palce w te piękne czarne loki. Najprawdopodobniej następnego ranka nie będą nawet pamiętać o swoim istnieniu - a przynajmniej będą udawać, że nigdy się nie spotkali. Oni zawsze udawali, odwracali wzrok, gdy ich spojrzenia przypadkiem spotkały się na ulicy.
Toujours pur, a jednak Perseus nie miał w sobie nic z rodowej czystości. Był plamą na cudzych sumieniach. Brudnym sekretem.
— Nie chcę umierać — wyszeptał błagalnie. Nigdy nie chciał umierać, nawet wtedy, kiedy desperacko szarpał się z pnączami zaciskającymi się na jego szyi. — Przypomnij mi, proszę.
Spojrzał na niego zaskoczony. Znieruchomiał. Zaufać mu? Rozsądek krzyczał, by w żadnym wypadku nie ufał komuś takiego jak Crow, ale on zdążył już udowodnić, że w życiu niekoniecznie kierował się zdrowym rozsądkiem. Szczególnie, że ten uśmiech czynił go bezbronnym wobec jego uroku. Skinął więc głową i odpalił mu papierosa.
— Ogrzej mnie — poprosił, wodząc palcami wzdłuż jego torsu. Był spragniony czułości - każdy jego gest o tym krzyczał - i równie ciekawy był delikatności w wykonaniu Crowa.
Zamiast tego ponownie złożył swój policzek w zagłębienie pomiędzy jego obojczykiem, a szyją; w miejscu, z którego Crow nie mógł zobaczyć jego błyszczących, smutnych oczu. Aż do tego momentu sądził, że nie można być bardziej nagim, niż w chwili, w której opadają wszystkie ubrania - ten chłopak uświadomił mu, że można poczuć się jeszcze bardziej obnażonym. Obdartym z tego, co usilnie próbowało trzymać się pod powierzchnią.
Nie wiedział, czy bardziej przerażał go fakt, że Crow rozpoznawał jego emocje zanim był w stanie je nazwać, czy też odczuwał z tego powodu ulgę. Wszystko było jedną wielką mieszkanką upokorzenia i uwielbienia; wszystko wzbierało w nim z intensywnością tsunami rozbijającego się o ląd. Wbił paznokcie w jego ramię, a zaraz potem rozluźnił uchwyt i pogładził to miejsce opuszkami palców. Kojąco. Przepraszająco. Jakie to zabawne; szukać schronienia przed Crowem w jego własnych ramionach. Ale to nie przed nim uciekał, lecz przed własnymi uczuciami, które w nim rozbudzał. Tylko gdzie znaleźć schronienie przed burzą, która szalała wewnątrz?
Wypuścił powietrze z płuc. Rozluźnił się. Poddał się mu całkowicie, zanim zdążył nadać słowom kszatłt.
— Jestem już odrętwiały z tego zimna — wyznał wreszcie, unosząc się nieco, by spojrzeć Crowowi w oczy. — Ale zawsze wydawało mi się, że to zbyt wiele prosić o ciepło. Takie... nie na miejscu. Bezczelne — w szczególności kogoś, z kim połączy go chwilowa przyjemność, unisona przyśpieszonych oddechów, kilka śladów na skórze i zapach na pościeli, zaś rozdzielą pierwsze promienie wschodzącego słońca? Ciepło było uzależniające; rozpalało tęsknotę za czymś, co jawiło mu się nieosiągalne. Żebrać o czułość? Wydawał się sobie na to zbyt dumny.
Och, pierdolić dumę. Pierdolić wszystko, myślał, wplatając palce w te piękne czarne loki. Najprawdopodobniej następnego ranka nie będą nawet pamiętać o swoim istnieniu - a przynajmniej będą udawać, że nigdy się nie spotkali. Oni zawsze udawali, odwracali wzrok, gdy ich spojrzenia przypadkiem spotkały się na ulicy.
Toujours pur, a jednak Perseus nie miał w sobie nic z rodowej czystości. Był plamą na cudzych sumieniach. Brudnym sekretem.
— Nie chcę umierać — wyszeptał błagalnie. Nigdy nie chciał umierać, nawet wtedy, kiedy desperacko szarpał się z pnączami zaciskającymi się na jego szyi. — Przypomnij mi, proszę.
Spojrzał na niego zaskoczony. Znieruchomiał. Zaufać mu? Rozsądek krzyczał, by w żadnym wypadku nie ufał komuś takiego jak Crow, ale on zdążył już udowodnić, że w życiu niekoniecznie kierował się zdrowym rozsądkiem. Szczególnie, że ten uśmiech czynił go bezbronnym wobec jego uroku. Skinął więc głową i odpalił mu papierosa.
— Ogrzej mnie — poprosił, wodząc palcami wzdłuż jego torsu. Był spragniony czułości - każdy jego gest o tym krzyczał - i równie ciekawy był delikatności w wykonaniu Crowa.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory