23.04.2024, 00:59 ✶
Bucky's Buns dość mocno odbiegało od lokalu, w którym gustowałby Basilius. Było to w końcu dość plugawe miejsce prowadzone przez mężczyznę o włosach, które wywoływały w Basiliusie przemożna chęć nasłania na właściciela bandy dzikich fryzjerów, by się nimi porządnie zajęli. Na całe szczęście dla Bucky'ego za każdym razem gdy nachodziła go taka myśl w piekarni pojawiała się również Millie Moody, która z kolei wiecznie powodowała, że ta uzdrowicielska strona Basilius poważnie się zastanawiała, czy to jej nie przeprowadzić jakiejś interwencji.
A jednak było w tym lokalu coś takiego, co sprawiało, że często do niego wracał. Co? Może to, że kawa, której raczej nie pijał, chociaż zimna, smakowała tu całkiem nieźle zwłaszcza, jak na standardy tego miejsca. A może po prostu chodziła o to, że piekarnia zdobyła jego serce raz, a porządnie w momencie, gdy była jednym z nielicznych otwartych lokali sprzedających wypieki o bardzo późnej godzinie, akurat kiedy wracał pewnego dnia z pracy. No i zawsze miło było być jednym z bardziej lubianych stałych klientów jakiegoś miejsca.
Gdy tego dnia wszedł do środka jego wzrok od razu padł na Millie tasującą karty, ale zanim podszedł do czarownicy skierował się najpierw do lady, gdzie po przywitaniu się z właścicielem, zamówił filiżankę kawy i dwa, prawdopodobnie już suche, czekoladowe muffinki, które z jakiegoś powodu zostały udekorowane cukrowymi serduszkami – Basilius był przekonany, że próba zjedzenia teoretycznie jadalnych dekoracji skończyłaby się połamaniem sobie zębów.
– Coś ciekawego ci mówią? – zagadnął, stawiając swoje zamówienie ostrożnie na stoliku, tak by nic przypadkiem nie obrudziło kart. Tarot był zdecydowanie fascynujacy, ale nigdy nie mieścił się w zakresie jego zainteresowań.
A jednak było w tym lokalu coś takiego, co sprawiało, że często do niego wracał. Co? Może to, że kawa, której raczej nie pijał, chociaż zimna, smakowała tu całkiem nieźle zwłaszcza, jak na standardy tego miejsca. A może po prostu chodziła o to, że piekarnia zdobyła jego serce raz, a porządnie w momencie, gdy była jednym z nielicznych otwartych lokali sprzedających wypieki o bardzo późnej godzinie, akurat kiedy wracał pewnego dnia z pracy. No i zawsze miło było być jednym z bardziej lubianych stałych klientów jakiegoś miejsca.
Gdy tego dnia wszedł do środka jego wzrok od razu padł na Millie tasującą karty, ale zanim podszedł do czarownicy skierował się najpierw do lady, gdzie po przywitaniu się z właścicielem, zamówił filiżankę kawy i dwa, prawdopodobnie już suche, czekoladowe muffinki, które z jakiegoś powodu zostały udekorowane cukrowymi serduszkami – Basilius był przekonany, że próba zjedzenia teoretycznie jadalnych dekoracji skończyłaby się połamaniem sobie zębów.
– Coś ciekawego ci mówią? – zagadnął, stawiając swoje zamówienie ostrożnie na stoliku, tak by nic przypadkiem nie obrudziło kart. Tarot był zdecydowanie fascynujacy, ale nigdy nie mieścił się w zakresie jego zainteresowań.