23.04.2024, 08:06 ✶
- Czy mój przypadek rozpoczął jakąś nową linię psucia studentów? Chrztu bojowego gotowych na specjalizację? I hej, skoro to Octavian popsuł studenta, nie pan z gnijącym uchem, to TY zepsułeś Octaviana, nie ja – wytknęła Brenna, odrobinę rozbawiona wizją tego, że przez kolejne dwadzieścia lat będzie powtarzała się taka sytuacja... Ale nie, żeby naprawdę się tego spodziewała.
Ostatecznie szanse na coś takiego były statystycznie, znaczy się numerologicznie, bardzo niskie.
- No cóż, za to zupełnie nie mam pojęcia, jak usunąć dziwne, czarne plamy, poradzić sobie z gniciem i zdjąć starożytne klątwy – odparła lekkim tonem, bo w gruncie rzeczy to jego praca wymagała jednak bardziej specjalistycznej i zarazem szerszej wiedzy. Ona musiała tylko nauczyć się formułki aresztowania, dobrze unikać i rzucać zaklęcie wiążące, no i wyłapywać, kiedy podejrzani kręcą i opowiadają bzdury. Kandydat numer dwa takie bzdury na pewno opowiadał.
Świerzbiły ją ręce, by wyciągnąć notatnik i zanotować słowa o kelnerce - bardzo cenna informacja - ale się powstrzymała. Przecież nie zapomni i zaraz po odprowadzeniu Basiliusa pomknie do Minosterstwa, aby o tym szepnąć Gregoryemu, nawet jeśli będą mogli to wykorzystać w pełni dopiero jutro.
- Kiedy wspomniałam o kandydacie numer dwa – wyjaśniła. - Żabi śmiech. W porządku, to musi być on. Każdy, kto śmieje się jak żaba, jest podejrzany - oświadczyła z taką powagą, jakby naprawdę była gotowa aresztować kogoś na podstawie nieodpowiedniego śmiechu.
Zdarzało się jej już podtrzymywać pijanych, mdlejących, krwawiących albo oszołomionych. Ją też podtrzymywano czasem w dziwnych okolicznościach przyrody, kiedy na przykład rozbiła sobie o coś głowę. Nie miała więc absolutnie nic przeciwko udzieleniu mu pomocy, i była bardzo wdzięczna, że tę pomoc przyjął, zamiast upierać się, że da sobie radę (jak jej czasem się zdarzało), by potem malowniczo zemdleć (jak jej zdarzyło się na całe szczęście tylko raz).
– Herbatę zwykle pije się lepiej, kiedy wszyscy w towarzystwie są w pełni przytomni – zgodziła się z nim. – Jak przyjdziesz podpisać zeznania, dostaniesz za to absolutnie paskudną, biurową kawę. Dziękuję za współpracę, twoja relacja bardzo nam pomoże. To ten budynek tutaj? – upewniła się jeszcze, odprowadzając go po same drzwi. A potem gotowa poczekać minutę, czy na pewno w oknie zapalą się światła, i nie padł tuż za progiem – dopiero później się deportowała.
Ostatecznie szanse na coś takiego były statystycznie, znaczy się numerologicznie, bardzo niskie.
- No cóż, za to zupełnie nie mam pojęcia, jak usunąć dziwne, czarne plamy, poradzić sobie z gniciem i zdjąć starożytne klątwy – odparła lekkim tonem, bo w gruncie rzeczy to jego praca wymagała jednak bardziej specjalistycznej i zarazem szerszej wiedzy. Ona musiała tylko nauczyć się formułki aresztowania, dobrze unikać i rzucać zaklęcie wiążące, no i wyłapywać, kiedy podejrzani kręcą i opowiadają bzdury. Kandydat numer dwa takie bzdury na pewno opowiadał.
Świerzbiły ją ręce, by wyciągnąć notatnik i zanotować słowa o kelnerce - bardzo cenna informacja - ale się powstrzymała. Przecież nie zapomni i zaraz po odprowadzeniu Basiliusa pomknie do Minosterstwa, aby o tym szepnąć Gregoryemu, nawet jeśli będą mogli to wykorzystać w pełni dopiero jutro.
- Kiedy wspomniałam o kandydacie numer dwa – wyjaśniła. - Żabi śmiech. W porządku, to musi być on. Każdy, kto śmieje się jak żaba, jest podejrzany - oświadczyła z taką powagą, jakby naprawdę była gotowa aresztować kogoś na podstawie nieodpowiedniego śmiechu.
Zdarzało się jej już podtrzymywać pijanych, mdlejących, krwawiących albo oszołomionych. Ją też podtrzymywano czasem w dziwnych okolicznościach przyrody, kiedy na przykład rozbiła sobie o coś głowę. Nie miała więc absolutnie nic przeciwko udzieleniu mu pomocy, i była bardzo wdzięczna, że tę pomoc przyjął, zamiast upierać się, że da sobie radę (jak jej czasem się zdarzało), by potem malowniczo zemdleć (jak jej zdarzyło się na całe szczęście tylko raz).
– Herbatę zwykle pije się lepiej, kiedy wszyscy w towarzystwie są w pełni przytomni – zgodziła się z nim. – Jak przyjdziesz podpisać zeznania, dostaniesz za to absolutnie paskudną, biurową kawę. Dziękuję za współpracę, twoja relacja bardzo nam pomoże. To ten budynek tutaj? – upewniła się jeszcze, odprowadzając go po same drzwi. A potem gotowa poczekać minutę, czy na pewno w oknie zapalą się światła, i nie padł tuż za progiem – dopiero później się deportowała.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.