23.04.2024, 08:26 ✶
Łóżko zaskrzypiało, gdy Miles usiadła. Wprawdzie starą pościel wyrzucono, a ona dostała koce i poduszki zapobiegliwie przetransportowane tutaj rankiem, ale materac nadawał się głównie do wyrzucenia, a samo łóżko wymagało najmniej porządnej naprawy. Z pokoju wymieciono kurz i wietrzono go przez długie godziny, wyrzucono już część przedmiotów, których nikt nigdy nie miał użyć, a zapach środków czyszczących usunął woń typową dla długo opuszczonych wnętrz, ale wciąż znajdowało się tu mnóstwo rzeczy, przypominających o dawnych lokatorkach sypialni. Suknie w szafie. Obraz wiszący nad łóżkiem. Przybory na toaletce.
Pamiętała swój sen.
Jezioro... nie: nie jezioro. To był staw. Staw, nad którym była z Thomasem tego wieczora, po prostu odbijający księżyc i gwiazdy nocą.
Gdy Moody uchyliła drzwi, głos rozbrzmiał ponownie.
– Powinniście stąd odejść. Szybko, zanim spotka was to samo, co nas – rozbrzmiał ponownie głos, cichy, dziewczęcy. Gdzieś z wnętrza pokoju, chociaż rozglądając się Miles wciąż nie widziała nikogo w środku pomieszczenia.
*
Przyszłość nie była wykuta w kamieniu.
Prawdziwe przepowiednie mogły odmieniać losy świata i zwykle wypełniały się w ten czy inny sposób – ale zwykle wykaz intencji pokazywał, co ktoś planuje, co zamierza zrobić, i niekiedy, jeśli miałeś dużo szczęścia, do czego te plany doprowadzą. W tej chwili nikt nie stał przed Morpheusem, nie zadawał konkretnego pytania. I zobaczył ponownie scenę ze swojego snu.
Spadający regał.
Poręcz, trzaskająca pod dłonią.
Wspomnienie snu czy może potwierdzenie, że nie tylko śnił?
Jego uszu dobiegł kolejny dźwięk, świadczący o tym, że na parterze coś się zawaliło. Od drzwi zaś...
Od drzwi za to przez chwilę wionęło dziwnym chłodem, który Morpheus poczuł, kiedy dotknął klamki. W domu Juliusów nie było ciepło – mimo tego, że trwało lato, chłód wżarł się w mury dawno nieogrzewanego budynku – to zimno było jednak… inne. Umysł, wyrwany z otchłani snu, nie mógł być jednak pewny: czy to przebłysk dziwnego jasnowidzenia, jakieś zaklęcie, czy tylko złudzenie?
Tura do 27.04
Pamiętała swój sen.
Jezioro... nie: nie jezioro. To był staw. Staw, nad którym była z Thomasem tego wieczora, po prostu odbijający księżyc i gwiazdy nocą.
Gdy Moody uchyliła drzwi, głos rozbrzmiał ponownie.
– Powinniście stąd odejść. Szybko, zanim spotka was to samo, co nas – rozbrzmiał ponownie głos, cichy, dziewczęcy. Gdzieś z wnętrza pokoju, chociaż rozglądając się Miles wciąż nie widziała nikogo w środku pomieszczenia.
*
Przyszłość nie była wykuta w kamieniu.
Prawdziwe przepowiednie mogły odmieniać losy świata i zwykle wypełniały się w ten czy inny sposób – ale zwykle wykaz intencji pokazywał, co ktoś planuje, co zamierza zrobić, i niekiedy, jeśli miałeś dużo szczęścia, do czego te plany doprowadzą. W tej chwili nikt nie stał przed Morpheusem, nie zadawał konkretnego pytania. I zobaczył ponownie scenę ze swojego snu.
Spadający regał.
Poręcz, trzaskająca pod dłonią.
Wspomnienie snu czy może potwierdzenie, że nie tylko śnił?
Jego uszu dobiegł kolejny dźwięk, świadczący o tym, że na parterze coś się zawaliło. Od drzwi zaś...
Od drzwi za to przez chwilę wionęło dziwnym chłodem, który Morpheus poczuł, kiedy dotknął klamki. W domu Juliusów nie było ciepło – mimo tego, że trwało lato, chłód wżarł się w mury dawno nieogrzewanego budynku – to zimno było jednak… inne. Umysł, wyrwany z otchłani snu, nie mógł być jednak pewny: czy to przebłysk dziwnego jasnowidzenia, jakieś zaklęcie, czy tylko złudzenie?
Tura do 27.04