23.04.2024, 11:28 ✶
Na wieść o tym, że to jego kuzyn, Olivia się uśmiechnęła, ale już nie tak promiennie. Jej przeszłość z Laurentem była burzliwa i wciąż bolało ją to, że ich drogi rozeszły się w taki a nie inny sposób. Powinna to jakoś załatwić, wyjaśnić z nim, ale chyba nie czuła się na siłach. Nie dzisiaj, nie jutro, być może nie w tym miesiącu. Ale kiedyś się na pewno za to zabierze, bo przecież w gruncie rzeczy lubiła blondyna. Być może to nie była miłość, na którą liczyła i miała na nią cichą nadzieję, ale w sumie to Laurent nigdy jej niczego nie obiecywał, więc... Sama sobie była winna. Pociągnęła duży łyk ze szklanki, powodując że płynu ubyło aż do jej połowy. Drink był mocny, ale i Olivia kiedyś miała mocną głowę. Poza tym zjadła porządne śniadanie, drugie śniadanie i lekki obiad, więc nie powinno jej zbyt szybko sieknąć. Chyba.
- Dedalus Prewett... - powtórzyła, jakby smakując to imię. Zmarszczyła lekko nos i brwi w zamyśleniu. - To greckie imię? Kojarzy mi się z tym mugolskim mitem o Dedalu i Ikarze... Aaa dobra, już wiem!
Olivia nie była jakoś bardzo zaznajomiona z mugolską teologią, ale zdarzało jej się czytać mity. Co prawda w młodości i w sumie nie pamiętała już, o co chodziło z labiryntem i skrzydłami Ikara, ale... Cośtam było o minotaurze. I to chyba było w Grecji. Na tym jej wiedza się kończyła: dzwoniło, ale w którym kościele? Ale połączyła fakty. Dedal i Ikar, Dedalus i Icarus. Brawo, Olivia!
- Pełnoprawnym...? - Olivia przekrzywiła głowę, na dłuższą chwilę zatrzymując wzrok na Icarusie. I po raz kolejny podczas tej rozmowy westchnęła, gdy zrozumiała, o czym mówił. Posłała mu lekki, nieco pocieszający uśmiech. - Chyba rozumiem, o czym mówisz. I nie oceniam ludzi po nazwiskach. Większość osób z rodzin czystokrwistych to nadęte dupki, które wyżej srają niż dupę mają. I jeszcze ten ich kij w dupie... W sumie to im współczuję, bo pewnie niełatwo tak żyć, gdzie w tym wszystkim zabawa?
Próbowała obrócić to w żart, ale tak naprawdę po spotkaniu Aydayi wciąż miała ciarki, przechodzące po jej plecach. A minęło dobrych kilka miesięcy. Ale mówiła szczerze: takie życie w złotej klatce, splecionej z konwenansów i plotek, dla niej byłoby nie do zniesienia. Za żadne pieniądze świata nie chciałaby się urodzić "kimś".
Gdy wspomniał o eliksirach, zaśmiała się cicho.
- Tak, na razie możesz chodzić do Fiolki, polecam, fajne osoby tam pracują - mrugnęła z rozbawieniem, ale zaraz spoważniała. Nawet rozejrzała się konspiracyjnie i nachyliła lekko w jego kierunku, dbając o to, by nie spaść ze stołka. - Ale może niedługo będę miała wiesz. Coś swojego, więc w razie czego to się nie przyzwyczajaj do tego miejsca.
Szepnęła, jakby mówiła mu turboważną, ściśle tajną tajemnicę.
- W sumie masz trochę racji. Ale czasem chyba może pomóc, co? W tych czasach koneksje znaczą dużo więcej, niż galeony - wyprostowała się, lekko wydymając wargi w udawanym zamyśleniu. Niby go pytała o zdanie, ale wyglądało na to, że znała na to pytanie odpowiedź.
- Dedalus Prewett... - powtórzyła, jakby smakując to imię. Zmarszczyła lekko nos i brwi w zamyśleniu. - To greckie imię? Kojarzy mi się z tym mugolskim mitem o Dedalu i Ikarze... Aaa dobra, już wiem!
Olivia nie była jakoś bardzo zaznajomiona z mugolską teologią, ale zdarzało jej się czytać mity. Co prawda w młodości i w sumie nie pamiętała już, o co chodziło z labiryntem i skrzydłami Ikara, ale... Cośtam było o minotaurze. I to chyba było w Grecji. Na tym jej wiedza się kończyła: dzwoniło, ale w którym kościele? Ale połączyła fakty. Dedal i Ikar, Dedalus i Icarus. Brawo, Olivia!
- Pełnoprawnym...? - Olivia przekrzywiła głowę, na dłuższą chwilę zatrzymując wzrok na Icarusie. I po raz kolejny podczas tej rozmowy westchnęła, gdy zrozumiała, o czym mówił. Posłała mu lekki, nieco pocieszający uśmiech. - Chyba rozumiem, o czym mówisz. I nie oceniam ludzi po nazwiskach. Większość osób z rodzin czystokrwistych to nadęte dupki, które wyżej srają niż dupę mają. I jeszcze ten ich kij w dupie... W sumie to im współczuję, bo pewnie niełatwo tak żyć, gdzie w tym wszystkim zabawa?
Próbowała obrócić to w żart, ale tak naprawdę po spotkaniu Aydayi wciąż miała ciarki, przechodzące po jej plecach. A minęło dobrych kilka miesięcy. Ale mówiła szczerze: takie życie w złotej klatce, splecionej z konwenansów i plotek, dla niej byłoby nie do zniesienia. Za żadne pieniądze świata nie chciałaby się urodzić "kimś".
Gdy wspomniał o eliksirach, zaśmiała się cicho.
- Tak, na razie możesz chodzić do Fiolki, polecam, fajne osoby tam pracują - mrugnęła z rozbawieniem, ale zaraz spoważniała. Nawet rozejrzała się konspiracyjnie i nachyliła lekko w jego kierunku, dbając o to, by nie spaść ze stołka. - Ale może niedługo będę miała wiesz. Coś swojego, więc w razie czego to się nie przyzwyczajaj do tego miejsca.
Szepnęła, jakby mówiła mu turboważną, ściśle tajną tajemnicę.
- W sumie masz trochę racji. Ale czasem chyba może pomóc, co? W tych czasach koneksje znaczą dużo więcej, niż galeony - wyprostowała się, lekko wydymając wargi w udawanym zamyśleniu. Niby go pytała o zdanie, ale wyglądało na to, że znała na to pytanie odpowiedź.