Życzenia Erikowi złożył o poranku, razem z ładną papierośnicą, wypełnioną egzotycznymi papierosami, sprowadzonymi z dalekich krajów dzięki znajomościom Morpheusa w wydziale Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego, które mogły być nie do końca legalne, o czym wujek udawał, że nie wie. Blend papierosowy składał się podobno z ziół, które pomimo braku efektów na jaźń, były zabronione w sprzedaży, ponieważ znajdowały się na liście dziedzictwa kulturowego i stanowiły część biomu regionalnego pod ochroną. Nie dbał o to szczególnie, zresztą, nie znał się na roślinach bardziej, niż to potrzebne.
Uwielbiał przyjęcia, jednak jego trzecie oko często mrugało zbyt rzadko, przytłaczając go całkowicie i sprawiając, że cała ta rzesza osób, ich decyzji i planów, całkowicie rozmywała w mglistych meandrach jego poczucie rzeczywistości. Pojawiał się więc na granicach świadomości, obserwował, uśmiechał się pięknie i znikał, zwykle wracając do domu, swojego lub cudzego. Tej nocy jednak Warownia wibrowała przyszłością i nadziejami na następne lata, młodymi, którzy sięgali jeszcze dalej w mrzonkach. Elise, jego szwagierka, wiedziała, jak to będzie z nim. Łagodne spojrzenie pani domu, którą była od śmierci żony Godryka, zawsze z ciepłem zatrzymywało się na nim i pojawiał się mały projekt, który pozwalał mu na drżenie ekscytacji i jednocześnie słodkie rozdzielenie od wirujących na parkiecie myśli i par.
Dlatego, gdy drzwi na taras się otworzyły, nieco zaskoczony uniósł wzrok ze swojego miejsca. Ukryty częściowo pod różaną altaną z huśtawką, specjalnie tam ustawioną, kryjącą go przed światem, wyjrzał z florystycznego aranżu, aby przyjrzeć się postaci, która kroczyła szelestem jedwabnej sukni w stronę balustrady, kończącej ludzką konstrukcję, otwierając się na ogród, tylko częściowo przycięty i poskromiony. Nie wstał do niej, podziwiał jej sylwetkę w sposób, w jaki powinna być podziwiana, z daleka. Uświadomił ją jednak o swojej obecności, również zapalając papierosa. Błysk światła i pstryknięcie zapalniczki, kłąb dymu, głośniejszy wdech.
W ciemności, jego granatowa szata, wyszywana ironicznie w konstelacje, przypominała bardziej czerń. Jasnością odcinała się za to otworzona na jego kolanach książka. Początkowo nie rozpoznał kobiety, kojarząc ją raczej z potarganymi włosami i dzikim spojrzeniem, jedna z bandy Erika i Brenny.
— Myślę, że pani strój znacznie by zyskał na dodatku w postaci ozdobnej włóczni i zdobionego naramiennika — uśmiechnął się do niej nieco tajemniczo, odkładając na bok książkę. Od kilku godzin pobolewała go głowa. — Chociaż spodziewam się, że połowa obecnych nie zrozumiałaby nawiązania do Afrodyty Arei.
Wątpił, aby ona je pojęła, wszak mugolska literatura i mitologia nie była priorytetem w edukacji, nawet jeżeli duże gro czarodziejów używało imion z niej podebranych. Afrodytę jednak znali wszyscy. Bogini piękna i miłości. Kochanka boga wojny. To od niego pochodził jej przydomek, Areia, Afrodyta Wojowniczka, Afrodyta Niosąca Wojnę, Afrodyta Wojująca.