23.04.2024, 15:37 ✶
Sam widok śniętych ryb sprawiał, że skromne śniadanie złożone z połowy rogalika podchodziło teraz Perseusowi do gardła, jednak starał się nie dać niczego po sobie poznać. Czy to była ta cisza, o której dwa dni temu wspominał mu Laurent? To dlatego jezioro milczało? Nikt mu nie odpowiedział. Tylko młody karp wpatrywał się w niego paciorkowatym, pokrytym bielmem okiem, podczas gdy jego napęczniałe łuskowate ciało unosiło się bezwładnie na tafli.
Na pomoście zaroiło się od ludzi, a jego palce mocniej zacisnęły się na kruczej główce zdobiącej laskę. Zamknął oczy, jakby w obawie, że drewniane deski zaraz zarwą się pod ich ciężarem. Ale nic złego się nie wydarzyło, więc odetchnął z ulgą. Nie trwała ona długo; zazdrość wbiła się kolcem w jego klatkę piersiową, kiedy Esme zwrócił się do Prewetta. Podczas ich pierwszego spotkania Laurent rzucił, że jest wiele osób gotowych leczyć jego samotność. Czy spotkał właśnie jedną z nich? Nie, to nie czas i miejsce na takie rozmyślania.
— Perseus Black — przedstawił się krótko, nieco bardziej szorstko, niż planował. Selkie-hodowca abraksanów (był silnie związany z wodą i magiczną fauną), aurorka, która wróciła z Limbo (zaprawiona w boju, potężna czarownica), łowczyni magicznych stworzeń (znała się na nich jak nikt inny), rzemieślnik z Nokturnu (na pewno posiadał przydatne umiejętności manualne) i magipsychiatra-aurowidz, do tego kaleka - cóż za osobliwa drużyna! Każde z nich miało jakieś wyjątkowe umiejętności; każdy oprócz Perseusa, który czuł się bezużyteczny. Nie chciał tak ostentacyjnie gapić się na Prewetta, ale jego spojrzenie raz na razem mimowolnie lądowało na jego sylwetce, dlatego kiedy Laurent wywołał go do odpowiedzi poruszył się niespokojnie i na początku w ogóle unikał jego wzroku. Surowość malująca się na twarzy Victorii również nie dodawała mu pewności siebie.
— Jestem Trzecim Okiem. Aurowidzem. Zazwyczaj widzę aury jako poświaty otaczające ludzkie sylwetki, ale przedwczoraj... Widziałem aurę miejsca. Wszystko było skąpane w jednym kolorze w taki sposób, jakbym założył kolorowe okulary. To był kolor miłości. Ale była też czerń. Czarne smugi, które owijały się wokół Laurenta jak macki. Aura miejsca cofała się i falowała wokół niego — wyjaśnił najbardziej rzeczowo, jak potrafił, pomijając przy tym znaczenie czerni. Nie chciał nikogo straszyć, a już z pewnością samego zainteresowanego. Miał tylko nadzieję, że nikt nie będzie kazał wykorzystywać mu swoich zdolności; ostatnim razem bowiem zakończyło się to dość... krwawo. A im mniej osób wiedziało o niezwykłych właściwościach krwi Perseusa, tym lepiej dla niego samego.
Wszedł do łodzi bez niczyjej pomocy - był na to zbyt dumny - i zachwiał się niebezpiecznie, jakby zaraz miał upaść do wody. W porę jednak złapał równowagę i usiadł bliżej dziobu. Jeśli będzie trzeba, może wiosłować, choć wolałby, aby zastąpił go Esme lub Laurent. Jego doświadczenia z transportem wodnym kończyły się na promach płynących przez La Manche i statkach wycieczkowych.
Na pomoście zaroiło się od ludzi, a jego palce mocniej zacisnęły się na kruczej główce zdobiącej laskę. Zamknął oczy, jakby w obawie, że drewniane deski zaraz zarwą się pod ich ciężarem. Ale nic złego się nie wydarzyło, więc odetchnął z ulgą. Nie trwała ona długo; zazdrość wbiła się kolcem w jego klatkę piersiową, kiedy Esme zwrócił się do Prewetta. Podczas ich pierwszego spotkania Laurent rzucił, że jest wiele osób gotowych leczyć jego samotność. Czy spotkał właśnie jedną z nich? Nie, to nie czas i miejsce na takie rozmyślania.
— Perseus Black — przedstawił się krótko, nieco bardziej szorstko, niż planował. Selkie-hodowca abraksanów (był silnie związany z wodą i magiczną fauną), aurorka, która wróciła z Limbo (zaprawiona w boju, potężna czarownica), łowczyni magicznych stworzeń (znała się na nich jak nikt inny), rzemieślnik z Nokturnu (na pewno posiadał przydatne umiejętności manualne) i magipsychiatra-aurowidz, do tego kaleka - cóż za osobliwa drużyna! Każde z nich miało jakieś wyjątkowe umiejętności; każdy oprócz Perseusa, który czuł się bezużyteczny. Nie chciał tak ostentacyjnie gapić się na Prewetta, ale jego spojrzenie raz na razem mimowolnie lądowało na jego sylwetce, dlatego kiedy Laurent wywołał go do odpowiedzi poruszył się niespokojnie i na początku w ogóle unikał jego wzroku. Surowość malująca się na twarzy Victorii również nie dodawała mu pewności siebie.
— Jestem Trzecim Okiem. Aurowidzem. Zazwyczaj widzę aury jako poświaty otaczające ludzkie sylwetki, ale przedwczoraj... Widziałem aurę miejsca. Wszystko było skąpane w jednym kolorze w taki sposób, jakbym założył kolorowe okulary. To był kolor miłości. Ale była też czerń. Czarne smugi, które owijały się wokół Laurenta jak macki. Aura miejsca cofała się i falowała wokół niego — wyjaśnił najbardziej rzeczowo, jak potrafił, pomijając przy tym znaczenie czerni. Nie chciał nikogo straszyć, a już z pewnością samego zainteresowanego. Miał tylko nadzieję, że nikt nie będzie kazał wykorzystywać mu swoich zdolności; ostatnim razem bowiem zakończyło się to dość... krwawo. A im mniej osób wiedziało o niezwykłych właściwościach krwi Perseusa, tym lepiej dla niego samego.
Wszedł do łodzi bez niczyjej pomocy - był na to zbyt dumny - i zachwiał się niebezpiecznie, jakby zaraz miał upaść do wody. W porę jednak złapał równowagę i usiadł bliżej dziobu. Jeśli będzie trzeba, może wiosłować, choć wolałby, aby zastąpił go Esme lub Laurent. Jego doświadczenia z transportem wodnym kończyły się na promach płynących przez La Manche i statkach wycieczkowych.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory