— Jestem przekonany, że śnisz się jako największy koszmar wielu tych, którzy kroczą ścieżkami mroku, a trochę egoizmu jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Tak dla zdrowego balansu — stwierdził, nadal przyglądając się młodej czarodziejce. Czas przepłynął mu przez palce, ledwie mrugnięcie oka temu uczyła się chodzić, jeszcze niedawno próbowała zjeżdżać na poduszce po schodach, rozbijała się po Kniei z patykiem, zamiast różdżką, ciągnąc za sobą największych łobuzów i tych dużo, dużo mniejszych. Tak wiele momentów w jej życiu, które widział, prowadziły prosto do tego momentu, w którym się znalazła.
— Nie pytałem o zdanie co do wyjazdu tylko destynacji. Wiem, gdzie przebywa pewna kambodżańska księżniczka, mogę zapytać — uśmiech czarusia numer pięć, błysk w oku mówiący wiem, ale nie powiem, chociaż swoboda tego, w jakim tonie wyrażał tę kwestię, sugerowała, że nie jest to aż tak wielka tajemnica. Mógł zdradzić miejsce pobytu kobiety, ale trochę się z Brenną droczył. Obserwował przy tym zachowanie noża, magii dookoła, przestrzeni, a co najważniejsze, tarcz, które chroniły czarodziejów i miały przekierowywać mrok w rozproszonej formie bez krzywdy dla wszystkich zebranych oraz ludzkości.
Odruchowo przestąpił krok do tyłu, gdy szkatuła zaczęła nagrzewać się od siły czarów Brenny, nawet jeśli nie wyczuł faktycznego ciepła z mocą, którą rzeczywiście ono emanowało. Czuł na skórze ciepło, ale tylko tyle. [/a
[a] Ciepło jednak zaczynało narastać, zmieszane z mrokiem, który jakby sączył się w przestrzeni. Jego zaklęcia słabły, widocznie gasły, przyciemnione kurzem, ukazującym z artefaktu. Nie mógł to być zwykły kurz ani popiół po spaleniu, lecz pozostałości magii, które palone, szukały azylu w postaci... Sam nie wiedział czego, ale niszczyły światło osłon, iskra po iskierce, odbierając im życie.
Akcja nieudana
Sukces!
Akcja nieudana
Nakładanie nowej warstwy ochrony podczas aktywnego ataku Brenny na nóż i noża na wszystko co żyje, było trudne, zwłaszcza, że nie należała do najlepszych łamaczy klątw. Nawet ciężko go nazwać pośrednim, lecz znał teorię. Więc tkał magię, aby bronić bratanicy przed frontalnym zagrożeniem ze strony mrocznego noża.
— Teraz tak przyszło mi na myśl... Jak sądzisz, czy nasze Trzecie Oko jakoś wpływało na niego? — zapytał, reperując zaklęcie swoją wielce czarnomagiczną różdżką, która nigdy mroku nie zaznała.