23.04.2024, 20:55 ✶
Nie każdy jest tak rozgadany, pomyślał z przekąsem Sebastian, wsłuchując się w słowa młodszego kolegi po fachu. Wprawdzie nie znał się osobiście z Owenem, jednak wolał nie zakładać z góry, że wszyscy historycy byli równie gotowi do niezobowiązujących pogawędek co Isaac. Spotkał w swoim życiu całkiem sporą liczbę ekspertów, którzy byli zupełnie inni: cisi, spokojni, opanowani, a można by nawet powiedzieć, że wycofani.
Co więcej, sam pewnie nie byłby zbyt skłonny na głębokie rozmowy z kimś, kogo widział po raz pierwszy po dziesięciu czy piętnastu latach. Może w przypadku zaginionego mężczyzny było podobnie i dlatego był niechętny do pogaduszek z krewniakiem? Cóż, wszystkiego się dowiedzą, gdy ktoś w końcu wytropi mężczyznę. Może wtedy będzie bardziej skłonny do tego, aby opowiedzieć, co nim właściwie kierowało.
— Jakoś nie widze, żeby siły bezpieczeństwa pchały się do przeszukania tej chaty — mruknął Sebastian, przepuszczając Trelawneya i Bagshota przodem, aby wejść do środka na końcu, wcześniej zatrzymując się na dłuższą chwilę na progu. — Może ich zdaniem trafimy na jakiś trop pośród jego zapisków przez wspólne zainteresowania.
Osobiście uważał, że było to nieco naiwne ze strony Brygady Uderzeniowej i Bura Aurorów skoro założyli, że tylko dlatego, że znają się na historii, to ich zainteresowania będą zbieżne z zakresem badań Owena. Owszem, intensywna nauka pozwalała na przyswojenie szerokiego zakresu informacji, jednak szanse na to, że którykolwiek z nich będzie w stanie znaleźć jakieś nieścisłości czy przydatne dla śledztwa ''ciekawostki'' były dosyć niskie.
Ale kim był Macmillan, aby się spierać z funkcjonariuszami prawa czarodziejów? Bądź co bądź, był tylko egzorcystą i kapłanem. Nie cieszył się aż tak dużym autorytetem w innych departamentach Ministerstwa Magii. Z drugiej strony, mogli liczyć na łut szczęścia lub na to, że połączenie ich trzech umysłów pozwoli na popchnięcie sprawy na przód.
— A czy Czarny Pan pali ludzi na stosie? — Uniósł pytająco brwi na komentarz Isaaca. — Perspektywa eksterminacji przedstawicieli świata czarodziejów jest w obu przypadkach w miarę... spójna, jednak metody wydają się stosować dosyć odrębne. — Zmarszczył czoło, rozglądając się po głównym pomieszczeniu chaty. — Poza tym, czarodziejom często zdarzało się unikać spalenia na stosie. Sztuczki magiczne neutralizujące działania ognia. Skoro... Athelwold? Skoro Athelwold ich palił, to musiał się jakoś zabezpieczyć przez takimi wpadkami.
Musiał przyznać, że młody Bagshot miał dobrą pamięć. A może po prostu fakt, że informacje te zdradził mu jego krewniak, sprawiły, że zagrzebały się głębiej w jego głowie. W każdym razie doceniał to, że chłopak zdołał im nieco rozjaśnić sytuację. To jednak ostatnia rewelacja wzbudziła zainteresowanie Macmillana.
— Wiesz, gdzie konkretnie to robią? — rzucił do Bagshota. — Może tam się udał. Skoro prowadził badania, to może chciał porozmawiać z miejscowymi. Bardziej bezpośredniego źródła informacji na temat tutejszych zwyczajów raczej by nie znalazł. Poza tym, zobaczenie czegoś takiego z pierwszej ręki... To go mogło przekonać do szybkiego ewakuowania się z ośrodka.
!2windermerezapiski
Co więcej, sam pewnie nie byłby zbyt skłonny na głębokie rozmowy z kimś, kogo widział po raz pierwszy po dziesięciu czy piętnastu latach. Może w przypadku zaginionego mężczyzny było podobnie i dlatego był niechętny do pogaduszek z krewniakiem? Cóż, wszystkiego się dowiedzą, gdy ktoś w końcu wytropi mężczyznę. Może wtedy będzie bardziej skłonny do tego, aby opowiedzieć, co nim właściwie kierowało.
— Jakoś nie widze, żeby siły bezpieczeństwa pchały się do przeszukania tej chaty — mruknął Sebastian, przepuszczając Trelawneya i Bagshota przodem, aby wejść do środka na końcu, wcześniej zatrzymując się na dłuższą chwilę na progu. — Może ich zdaniem trafimy na jakiś trop pośród jego zapisków przez wspólne zainteresowania.
Osobiście uważał, że było to nieco naiwne ze strony Brygady Uderzeniowej i Bura Aurorów skoro założyli, że tylko dlatego, że znają się na historii, to ich zainteresowania będą zbieżne z zakresem badań Owena. Owszem, intensywna nauka pozwalała na przyswojenie szerokiego zakresu informacji, jednak szanse na to, że którykolwiek z nich będzie w stanie znaleźć jakieś nieścisłości czy przydatne dla śledztwa ''ciekawostki'' były dosyć niskie.
Ale kim był Macmillan, aby się spierać z funkcjonariuszami prawa czarodziejów? Bądź co bądź, był tylko egzorcystą i kapłanem. Nie cieszył się aż tak dużym autorytetem w innych departamentach Ministerstwa Magii. Z drugiej strony, mogli liczyć na łut szczęścia lub na to, że połączenie ich trzech umysłów pozwoli na popchnięcie sprawy na przód.
— A czy Czarny Pan pali ludzi na stosie? — Uniósł pytająco brwi na komentarz Isaaca. — Perspektywa eksterminacji przedstawicieli świata czarodziejów jest w obu przypadkach w miarę... spójna, jednak metody wydają się stosować dosyć odrębne. — Zmarszczył czoło, rozglądając się po głównym pomieszczeniu chaty. — Poza tym, czarodziejom często zdarzało się unikać spalenia na stosie. Sztuczki magiczne neutralizujące działania ognia. Skoro... Athelwold? Skoro Athelwold ich palił, to musiał się jakoś zabezpieczyć przez takimi wpadkami.
Musiał przyznać, że młody Bagshot miał dobrą pamięć. A może po prostu fakt, że informacje te zdradził mu jego krewniak, sprawiły, że zagrzebały się głębiej w jego głowie. W każdym razie doceniał to, że chłopak zdołał im nieco rozjaśnić sytuację. To jednak ostatnia rewelacja wzbudziła zainteresowanie Macmillana.
— Wiesz, gdzie konkretnie to robią? — rzucił do Bagshota. — Może tam się udał. Skoro prowadził badania, to może chciał porozmawiać z miejscowymi. Bardziej bezpośredniego źródła informacji na temat tutejszych zwyczajów raczej by nie znalazł. Poza tym, zobaczenie czegoś takiego z pierwszej ręki... To go mogło przekonać do szybkiego ewakuowania się z ośrodka.
!2windermerezapiski