Nie lubił ślubów. Za bardzo przypominały mu o bolesnych przeżyciach młodości. Na tych braci nie miał okazji się bawić, sam ślubu nie wziął, a bratankowie i siostrzenice zupełnie unikali tematu ożenku i uciekli od niego z popłochem. Nikt nie chciał iść w ślady babci i dziadka z taką ilością pacholąt. Śluby napawały go melancholią i chociaż zwykle nie żałował swoich decyzji, tego wieczoru jednak odrobinę gdybał. Wyglądał przy tym również zabawnie. W karocy porzucił ekstrawagancką czarną pelerynę z marynarką, którą wyhaftowano rubinami, tworząc błyszczącą iluzję rany w sercu i krwi, rozbryzgniętej po ramieniu, pozostając w czarnej koszuli z podwiniętymi do łokci rękawami i prostymi spodniami, niemal identycznymi do tych jego kompana. Z całego wykwintnie przesadzonego odzienia pozostał jedynie diadem, który był wpięty tak, że obawiał się, że wyrwie sobie połowę włosów, aby go zdjąć, więc nawet nie próbował.
Zapytany, kto zainicjował tę eskapadę, nie byłby w stanie powiedzieć, który z nich zatrzymał woźnicę magicznego powozu i namówił drugiego na spacer po mugolskim parku. Jemu została mu tylko różdżka i talia Tarota w kieszeni, Antoniuszowi pewnie jeszcze mniej. Nie miało to znaczenia, przyświecało im słońce, nawet jeśli w rzeczywistości ukrte w podziemiach nocy.
— Pamiętam — odpowiedział cicho. — W twoje urodziny była pierwsza parada w Anglii. Wyszedłem z Ministerstwa na chwilę, po papierosy, właściwie trafiłem na nich przez przypadek, nie wiedziałem o tym. Mniejsze nawet niż Marsz Charłaków, obstawione mundurowymi niemal tak ciasno, jakby prowadzili skazańców. Wtedy poczułem, że czasy się zmieniają, na lepsze, pomimo całej otoczki. Nie mogłem przestać patrzeć. Tak, sądzę że Edith bardzo by się to podobało. — Był przy rodzinie Shafiq'ów zarówno wtedy, gdy Anthony zawierał ślub z ciemnowłosą pięknością o wątłym zdrowiu, zresztą jako świadek mężczyzny, dowodzący jego wieczorem kawalerski i zajmujący się wszelkimi drobnymi sprawami podczas wesela, aby to przebiegało bez problemu; funkcja honorowa. Był również, gdy składano kobietę do rodzinnego grobowca, trwając jak cień po jednej stronie Lisy; po drugiej stał oczywiście Anthony. Cała trójka była pogrążona w prawdziwej żałobie po kobiecie, ale to właśnie Lisie wyrwano z piersi serce. Wszystkie kondolencje, które składano jego przyjacielowi, powinna przyjmować właśnie ona. Jako jej żona, a nie wierna przyjaciółka.
Parsknął. Lubił Septimę. Gdyby miał okazję, z chęcią przełożyłoby Septimę przez podłokietnik kanapy i dał upust frustracji obojga, która w nich powstawała za każdym razem, gdy przebywali w swojej okolicy. Nigdy jednak nie było im dane, a wszystko dlatego, że Morpheus miał kręgosłup moralny.
— Gdyby nie ślub, pewnie nawet by to nie wyszło poza Dolinę — jęknął, odsuwając usta od butelki. — Plotki. Odprowadzałem ją do Warowni, bo za dużo wypiła z nerwów, nie chciała się zbłaźnić, a rzynajmniej to wywnioskowałem z jej słów. Gdyby nie była pijana, to rzeczywiście... — znów się napił. — Ale ślub? Plotkarom się zebrało na gadanie. Nie jestem tak zdesperowany, aby uciekać się do ślubu, żeby uprawiać z kimś seks, po prostu nie robię tego z pijanymi osobami. Gdybym został postawiony w takiej sytuacji jak byłeś ty albo...
Imię nie padło, ale zawisło w przyjemnym, sierpniowym powietrzu parku, które wraz z szumem wody i szemraniem szuwarów jeziora, przypominało o tym, jak rozkoszne bywały sny nocy letniej. Oczywiście, Shafiq wiedział doskonale o kogo chodzi.
— W celach politycznych zapewne bym się ożenił. Dla mnie to trochę łatwiejsze, niż dla ciebie. Ale odpowiadając na twoje pytanie, nie, nie wie. Nie wydaje mi się, aby wiedziała.