Pławił się niemalże w tym słońcu jej osoby, chociaż nieświadomie zupełnie. Jego własny blask przygasł, stał się matowy, zszarzały warstwową żałoby i pragnienia zemsty, więc zamiast swój własny urok, pielęgnował bardziej ostrze wyobraźni. Nie chciał należeć do centrum wydarzeń, do strony, ale świat samodzielnie postawił go w uniformie białych blotek na szachowej planszy. Trwał w tle, w balansie własnych opinii oraz dyplomatycznego milczenia, aż do momentu, gdy gwałtowna zmiana kierunku zadziała się w jego sercu, polaryzując jego osobę w dramatyczny sposób. Jedna wiadomość. Jego brat nie żył i nikt nie mógł go przywrócić do życia. Dobrze było więc pławić się w słodyczy jej obecności, świeżej, jak wiosenne hiacynty, lecz o orientalnym, nieco cytrusowym zapachu heliotropów. Żałował, że dzieli ich aromatyczna kawa i stolik, kusiło go, aby poznać perfumę, jakiej używała.
Zanim pojawił się na spotkaniu, krótko sprawdził, kim jest kobieta. Zboczenie zawodowe, wiedzieć więcej, niż inni. W obecnym czasie weryfikowano dość dokładnie różne przyjazdy i prace, a przecież kobieta nosiła rozpoznawalne w socjecie nazwisko, więc łatwo było zerknąć do odpowiednich miejsc, zwłaszcza że jemu wystarczyło niewiele. Data urodzenia i tyle. Nie miało to nic wspólnego z wiekiem, a zbiorem liczb, które miały tworzyć ścieżkę tarota. Proste połączenie archetypów, wraz z numerologicznym symbolem oraz szerszym profilem astrologicznym mógł wyraźniej wybrać komuś najlepszą drogę życiową. Kosmogram Morpheusa, jego karty i cyfry mówiły o tym, co ukryte, o mistycznej drodze wiedzy. Lubił szukać odzwierciedleń ścieżek w ludziach, dlatego je sprawdzał. Guinevere McGonagall patronował Eremita i Księżyc, którzy reprezentowali poszukiwania swojej prawdy, rozniecania własnego światła i eksplorowania tajemnic. Biorąc pod uwagę jej udział w badaniach archeologicznych oraz usposobienie, zdawało się to nawet bardziej niż trafne. Te dwie karty bardzo kontrastowały ze sobą. Głębokie pragnienia i przemijające obrazy, płynność pomiędzy snem i marzeniem oraz analityczność, dokładność w detalu, cierpliwość.
— Nie potrzeba. Mogę być ministerialnym urzędnikiem, ale rozumiem w pełni, że często prawo stoi na przeszkodzie ku zgłębieniu prawdy, a nie ma nic ważniejszego, niż ona, w całym swoim pięknie i chwale, nawet jeśli innym wydaje się odrzucająca — iskierki łobuzerstwa pojawiły się w oczach Morpheusa. Powiadano, że każdy, kto pracuje w czarnych murach przedostatniego piętra w piwnicach Ministerstwa, jest odrobinkę szalony. Jednym z największych strachów Longbottoma była Lecznica Dusz, jej oddział zamknięty, gdzie utknie na zawsze, spętany kaftanem bezpieczeństwa, pośród bieli ścian i bezkresnej samotności, bez własnego ducha, tylko jako żywa powłoka, ledwie świadoma tego, co się z nią dzieje.
— Z pani opowieści wynika, że przepowiednia była zabezpieczona nie tylko zaklęciami, skoro tyle przetrwały, ale też wieloetapowymi przygotowaniami z użyciem więcej, niż tylko klasycznej formy magii. Zapewne wspierały ją jakieś składniki, możliwe, że wplecione w sam manuskrypt. Prawdopodobnie to ówczesne procesy weryfikacji tożsamości. Osoba spisująca, zapewne jasnowwidz, chciał przed kimś ukryć treść, albo upewniś się, ze manuskrypt trafi na odpowiednią osobę. Nadal jest pani McGonagall, a animagia z mojej perspektywy należy do dziedzin najbliższych starożytnych magii, ze względu na folklorystyczne przedstawienia ludzi-zwierząt, pięknych fae i bogów, zmieniających swoje formy i tak dalej.
Upił znów paskudnej kawy. Za słodka nawet jeśli nie posłodził.
— Tym, co mogło ją otworzyć, to predyspozycje do jasnowidzenia, pokrewieństwo lub wieszcz był nader potężny i widziała tak daleko w przyszłość, aby wybrać właśnie panią.
Zawiesił na chwilę głos, pozostawiając przestrzeń na chwilę pustą współczuciem. Wybrankowie jasnowidzów prowadzili ciekawe życia, lecz tragicznie smutne. Edyp. Helena ze Sparty. Król Artur. Ser Gwain.
— Pergamin mógł spłonąć z dwóch powodów. — Morpheus uniósł dłoń i wyprostował mały palec. — Po pierwsze, ponieważ przepowiednia przestała być potrzebna albo — tu wyprostował palec serdeczny — metoda była niedoskonała i dało się ją odczytać tylko raz.