23.04.2024, 21:55 ✶
Prychnąłem dystyngowanie. Może właściwie bardziej dumnie niż elegancko, bo kto prychał w ramach zachowania wytwornego? Jedynie ignorant, który nie znał zasad etykiety, odpowiedniego zachowania w towarzystwie. Może tak naprawdę prychnąłem wcale nie z elegancji ani z dumy, ale by pokazać Avelinie, jak mało dla mnie znaczyła, podobnie jak jej czcze spostrzeżenia? A może by zachować pozory, że wcale mnie to nie obchodziło, kiedy tak naprawdę było dla mnie sporym kawałkiem świata? Ale nie powinno być. Nie było. Skreśliłem to już.
Drugie prychnięcie już powstrzymałem, zatrzymałem głęboko w sobie. Postawiła gońca na C4, jakbym nie znał klasycznych zagrywek szachowych. Z takimi jej podchodami to wygram w czas. Skończę tę farsę szybciej niż się rozpoczęła. Nim jednak przesunąłem swojego pionka, wpierw podniosłem na nią spojrzenie, wręcz je natrętnie w nią wbiłem i tak tkwiłem, słuchając cierpliwie jej słów i czekając dalej, póki również nie obdarzyła mnie swoją uwagę, widokiem tych ciepłych, brązowych oczu w pełnej krasie. Kochałem je... Te oczy, ale nie zamierzałem w nich już widywać miłości. Nie mogłem sobie na to pozwalać. Tak się nie godziło.
- Jesteś naiwna. Zamierzasz funkcjonować w moim pobliżu, przyjaźnić się ze mną i udawać, że nigdy nic między nami nie było? Będę jechał dalej stereotypami, bo Krukonki powinny być mądre, a ty jesteś prze-głupia, jeśli sądzisz, że podobny układ ma prawo bytu - stwierdziłem, zaciskając dłonie w pięści. Coś w piersi kazało mi pęknąć, rozsypać się tu i teraz, pokazać paletę barw moich emocji, ale nie mogłem się na to zdobyć. Uparcie trwałem przy tym. Może nawet nie chroniłem nas, tylko własnego ego. Nieistotne. Ważne, że działało i pozwalało mi zachować godność. - Rozwiązanie naszej sytuacji jest jedno, Avelino, i brzmi dokładnie - koniec z nami, definitywnie. To będzie krótkie i bolesne, ale.. - ...potem będzie lepiej? Chciałbym. - Położę twojego króla i zapadnie między nami wieczna cisza - zapowiedziałem zgodnie z własnymi planami.
Dla potwierdzenia jej słów, postanowiłem zablokować ruch, który zapewne chciała wykonać tuż po moim. Postawiłem piona na H6. Rękę miałem pewną i zdecydowaną, choć wszystko się we mnie wywracało. Było mi duszno i jak nic, bym mdlał, gdyby nie przebywanie na świeżym powietrzu. Dam radę. Wygram. Wrócę do domu o własnych siłach... Albo może pójdę do Vespery. Ciekawe, czy miała wolny wieczór?
Drugie prychnięcie już powstrzymałem, zatrzymałem głęboko w sobie. Postawiła gońca na C4, jakbym nie znał klasycznych zagrywek szachowych. Z takimi jej podchodami to wygram w czas. Skończę tę farsę szybciej niż się rozpoczęła. Nim jednak przesunąłem swojego pionka, wpierw podniosłem na nią spojrzenie, wręcz je natrętnie w nią wbiłem i tak tkwiłem, słuchając cierpliwie jej słów i czekając dalej, póki również nie obdarzyła mnie swoją uwagę, widokiem tych ciepłych, brązowych oczu w pełnej krasie. Kochałem je... Te oczy, ale nie zamierzałem w nich już widywać miłości. Nie mogłem sobie na to pozwalać. Tak się nie godziło.
- Jesteś naiwna. Zamierzasz funkcjonować w moim pobliżu, przyjaźnić się ze mną i udawać, że nigdy nic między nami nie było? Będę jechał dalej stereotypami, bo Krukonki powinny być mądre, a ty jesteś prze-głupia, jeśli sądzisz, że podobny układ ma prawo bytu - stwierdziłem, zaciskając dłonie w pięści. Coś w piersi kazało mi pęknąć, rozsypać się tu i teraz, pokazać paletę barw moich emocji, ale nie mogłem się na to zdobyć. Uparcie trwałem przy tym. Może nawet nie chroniłem nas, tylko własnego ego. Nieistotne. Ważne, że działało i pozwalało mi zachować godność. - Rozwiązanie naszej sytuacji jest jedno, Avelino, i brzmi dokładnie - koniec z nami, definitywnie. To będzie krótkie i bolesne, ale.. - ...potem będzie lepiej? Chciałbym. - Położę twojego króla i zapadnie między nami wieczna cisza - zapowiedziałem zgodnie z własnymi planami.
Dla potwierdzenia jej słów, postanowiłem zablokować ruch, który zapewne chciała wykonać tuż po moim. Postawiłem piona na H6. Rękę miałem pewną i zdecydowaną, choć wszystko się we mnie wywracało. Było mi duszno i jak nic, bym mdlał, gdyby nie przebywanie na świeżym powietrzu. Dam radę. Wygram. Wrócę do domu o własnych siłach... Albo może pójdę do Vespery. Ciekawe, czy miała wolny wieczór?