Przez cały czas czuł na sobie przenikliwe i złowrogie spojrzenie kobiety, z której strony nie musiał obawiać się tego, że zechce go skrzywdzić. Nie byłoby trudne. Jako jasnowidz nie doświadczył jak dotąd istotnych dla świata wizji. Jak dotąd też nie wypowiedział proroctwa mogąc zmienić jego losy albo wpłynąć na życie prominentnych członków świata czarodziejów. Może to zmieni się w przyszłości albo nigdy nie będzie mieć miejsca. Przekazany mu wraz z krwią matki dar pozostawał poza wszelką kontrolą. Doskonale wiedział, że obdarzonym tym darem albo dotkniętym tym przekleństwem (wszystko zależało od sposobu postrzegania) nie należało do łatwych. Wróżbici i jasnowidze bardzo często nie byli ciepło odbierani przez społeczeństwo świata czarodziejów, będąc postrzeganym przez nich jako szarlatani, oszuści, szaleni albo ogólnie nietraktowani poważnie.
— Dziękuję za te słowa. Zakładam, że nie powie mi pani, kiedy przyjdzie ten czas, tylko że będę wiedział? — Za sprawą słów wypowiedzianych przez kobietę zrobiło mu się miło. Zdołała go tym zaintrygować, tym bardziej, że przez wzgląd na swoją chorobę nie miał wiele sposobności do podjęcia walki o cokolwiek. Właściwie nie miał ich wcale. Walczyć można na wiele sposobów. Jak każdy chciał mieć do odegrania swoją rolę w tym świecie, dokonać czegoś... wielkiego na jakimkolwiek polu. Jak większość osób w tym wieku.
— Niektórzy nie są stworzeni do czekania na nadejście nieuchronnego, tylko potrzebują działać nawet jeśli ich wysiłki będą pozorne albo nawet zaszkodzą. — Popijając małymi łyczkami napar, na który co jakiś czas dmuchał, obserwował kołyszącą się do przodu i do tyłu kobietę. Leon wierzył, że w pewnych momentach można było spróbować zmienić los, o ile on nie stanowił tak zwanego punktu stałego. Pewne wydarzenia musiały się wypełnić. — Zatem ich przyszłość to punkt stały? Zdarzenia, których nie da się odwlec w czasie ani zmienić w żaden sposób? Po prostu muszą się dopełnić. — Zwrócił się do kobiety z tym zapytaniem, ściśle związanym z jego własnym tokiem rozumowania. Błędnym lub słusznym, to się miało dopiero okazać. Nie jest nieomylny w swoich osądach.
— A co pani zobaczyła? Z wywiadu z czarownicą, którą sam rozmawiałem, dowiedziałem się, że słyszała głos, szept informujący ich o tym, że nie powinno ich tam być, bo nie przyszła ich pora. Na łamach prasy wyznała, że coś ich obserwowało z lasu. Widziała błyskawice na niebie, wielką wichurę i niebieski ogień w centrum tego wszystkiego. Powiedziała mi o tym, że słyszany przez nią szept był neutralny i należał do martwej kobiety... ona poruszała ustami, będąc przeciętą. Chodziło o cykl życia i śmierci, o którym sama pani wspominała. Jeśli tak jest to będę potrzebować trochę czasu na poskładanie tego w całość. — Zafrasował się za sprawą słów starszej czarownicy, której w następnej chwili przekazał wszystkie pozyskane z prasy i podczas rozmowy z Victorią informacje. Nie mógł liczyć na to, że Szeptucha podzieli się z nim szczegółami swoich wizji, jednak miał na to szczerą nadzieję. Napił się znów herbaty.
— Czarownica, z którą rozmawiałem, nie powiedziała mi o tym, z kim jeszcze weszli. Jestem świadom tego, że konsekwencje będą poważne. Jeśli pani dostrzeże coś więcej i będzie skłonna się tym ze mną podzielić to będę bardzo wdzięczny. — Zwrócił się do kobiety, cicho wzdychając. Dogodne dla niego byłoby to, gdyby sam doświadczył powiązanej z przedmiotem swoich poszukiwań wizji. Ten dar nigdy nie działał na zawołanie.
— Teraz to doskonały moment na szarlotkę. — Przyznał rację czarownicy, odstawiając swój kubek z naparem ziołowym i sięgając po nożyk do pokrojenia ciasta.