– Las? – dopytała i uśmiechnęła się do Cathala, w swoim stylu mrużąc oczy. Nie była pewna czy chodziło mu teraz o las, czy może kwestionował istnienie króla Artura, wyspy Avalon, czy czego dokładnie. – Mmm… Nie sądzę, żeby to było tu, przecież te legendy wywodzą się z Walii, nie z Anglii, to czemu miało to by być właśnie w tym miejscu? – raczej na pewno był to po prostu chwyt marketingowy na turystów, nic wielkiego, ale prawda jest taka, że dzięki temu sama chciałaby odwiedzić tę wyspę – z ciekawości i „co a jeśli?”. Byłaby to nieodżałowana strata, gdyby nie zakosztowali atrakcji, jakie można było w Windermere powziąć. – Coś ciekawego jest w tym przewodniku? Na przykład skąd takie pomysły, że to ma coś wspólnego z królem Arturem? – zagaiła, odwróciwszy spojrzenie w kierunku majaczącej w oddali wyspy, teraz ledwie widocznej, będącej tylko ciemną plamą, niczym większym. – Albo piszą tam co warto obejrzeć, jak się już tutaj wybrało? Mamy dzisiaj cały dzień, może coś byśmy sobie wybrali – to była tylko luźna propozycja, Ginny po porostu chciała, żeby wszyscy dobrze się bawili, skoro już się wyrwali z pracy i mogli przez moment nie być archeologami, poważnymi klątwołamaczami, numerologami, astrologami, twórcami map i tak dalej.
Ale przede wszystkim – chciała spędzić czas z nim. Chciała by na nią spojrzał i dostrzegł, że nie jest po prostu Ginewrą, koleżanką z pracy. Że jest też w niej coś ciekawego, że ma sobą coś do zaoferowania… Bo przecież miała? Czuła, jak jej serce wypełnia miłość, bezgranicznie ciepłe uczucie, wręcz błogie, gdy stał tutaj obok niej, a czując na sobie to mocne, jasne spojrzenie, aż zatrzęsły jej się dłonie, że musiała spleść ze sobą palce i objąć ramionami kolana, by to jakoś zakryć. Serce wręcz biło jej jak oszalałe, chyba nigdy się tak błogo nie czuła, a przynajmniej sobie nie przypominała. Gdyby nie to, że panował półmrok, a skórę miała opaloną, to pewnie byłoby widać na jej policzkach lekkie wypieki.
– Teraz? – powtórzyła za nim zbita z tropu i uniosła spojrzenie wprost na niego, trochę nie rozumiejące tego pytania. – Nie no, czemu? Nell jeszcze śpi, Ulysses chyba też? Poza tym najpierw śniadanie, potem można myśleć co dalej. Bez sensu się gdzieś wybierać jak jeszcze nawet słońce dobrze nie wstało – było na to stanowczo za wcześnie, a ona chciała popatrzeć na wschód słońca. Uwielbiała ten moment w ciągu dnia, a słońce rysujące się na śpiącej tafli jeziora… ciekawe czy zaprałoby jej dech w piersi bardziej niż z powodu Cathala? – A co, chcesz się przejść? – zapytała, bo nie do końca rozumiała jego tok myślowy.