24.04.2024, 00:47 ✶
W pierwszej chwili Basilius zrobił dziwną minę, zbyt gotowy na to, że zaraz usłyszy o kolejnym chaotycznym przypadku, który sprawi, że będzie musiał usiąść, ale... Nic takiego się nie stało. Wręcz przeciwnie. Przypadek, chociaż uciążliwy, był dość prosty do wyleczenie o ile Brenna da w spokoju swoim kościom odrosnąć. Aż mu się zrobiło trochę głupio, że próbował przekonać panią Poppy, by w razie czego odesłała ją do innego uzdrowiciela. Zresztą i tak powinno być mu głupio, bo przecież podczas ich ostatniego spotkania to on utrudniał jej pracę, a tak poza tym to tylko dzięki jej pomocy, był w stanie spokojnie odpocząć we własnym łóżku i spać przez kolejne dwanaście godzin. No i to nie było tak, że samej Brenny nie lubił. Lubił. Nie lubił jej przypadków. I chyba dlatego czarownica mogła zobaczyć ulgę na jego twarzy, gdy zrozumiał, że to były tylko palce bez kości. Może dzisiaj jednak nie było przeklęte.
– No dobrze w takim razie proszę pójdź ze mna, a po drodze wyjaśnisz mi czemu potrzebujesz większych dawek, lub przynajmniej jak większych i wszystko inne co jest ważne. Nic cię nie boli? Czujesz się dobrze? – pytał, gotowy w razie czego pomóc jej iść, gdyby była na przykład na jakiś eliksirach uspokajających. – Niestety mój gabinet jest zajęty... Gniciem, więc jedziemy musieli iść gdzieś indziej. – Tu wskazał na klucz w swojej dłoni. – Ale mam nadzieję, że wszystko będę miał tam pod ręką.
– No dobrze w takim razie proszę pójdź ze mna, a po drodze wyjaśnisz mi czemu potrzebujesz większych dawek, lub przynajmniej jak większych i wszystko inne co jest ważne. Nic cię nie boli? Czujesz się dobrze? – pytał, gotowy w razie czego pomóc jej iść, gdyby była na przykład na jakiś eliksirach uspokajających. – Niestety mój gabinet jest zajęty... Gniciem, więc jedziemy musieli iść gdzieś indziej. – Tu wskazał na klucz w swojej dłoni. – Ale mam nadzieję, że wszystko będę miał tam pod ręką.