24.04.2024, 06:06 ✶
Tak się czasem zdarzało, że oprócz pieniężnej gratyfikacji, otrzymywała od klientów także różne przedmioty. Pierdółki i durnostojki, jak to zwykła je nazywać w swojej głowie, mimowolnie pakując do szufladki z naklejką 'do sprzedania później'. Były to zwykle rzeczy mało przydatne, których nawet jej natura zbieracza nie była w stanie uratować, bo albo nie pasowały jej do ogólnego nastroju zamieszkiwanego domostwa, albo nie była w stanie znaleźć im odpowiedniego miejsca. Z resztą - pieniądz to pieniądz i jeśli czegoś nauczyła ją rodzina, to między innymi tego, że dobrą transakcją nie można było tak zwyczajnie gardzić. A skoro posiadało się znajomych i rodzinę, która prowadziła sklepy wszelkiej maści i rodzaju, to należało tym bardziej z tego korzystać.
Dlatego właśnie przekroczyła tego dnia próg Zaczarowanych Różności.
Każdego innego dnia, jej pierwszym wyborem najpewniej byłby sklep Persephony. Po pierwsze, no miała do niego bliżej, a brudne uliczki Nokturnu wydawały się jej czasem o wiele bardziej przyjazne. Do tego Degenhardt była klątwołamaczką, a przez to według Ambrosii posiadała ewentualnie odpowiednią ekspertyzę do obchodzenia się ze wszystkimi przedmiotami, a nie tylko tymi milszymi w obyciu. Ale Perse była zajęta dzisiejszego dnia swoimi sprawami, a na drzwiach jej przybytku wisiała smętna tabliczka krzycząca na klientów zamknięte.
- Dzień dobry! - oznajmiła wesoło już od progu, tachając w rękach pudło, które zagrzechotało niebezpiecznie, kiedy tylko odrobinę się potknęła przekraczając próg, ale zaraz pewnie stanęła na nogach i poprawiła chwyt. - Przynoszę ciekawe rzeczy, może się wam spodobają. Mam nadzieję, że tak, bo nie mam na nie miejsca - doczłapała się do lady, kładąc na nim pakunek i biorąc głębszy oddech pełen ulgi. - Dostałam od jednego z klientów. Wcześniej tylko do tego zajrzałam i nie wyjmowałam, ale na pierwszy rzut oka wydawała się całkiem ładna. To zastawa jakaś. Podobno jakaś bogata czarownica na wiosnę zeszła z tego świata i rodzina wyprzedała wszystko co się dało. Może to jakiś antyk? - zaczęła pleść, ściągając pokrywę i zaglądając na znajdujące się wewnątrz przedmioty. - Parę talerzy; płytkich, deserowych, do zupy. To chyba porcelana? A przynajmniej ktoś mi próbował tak wmówić, ale się nie znam - wzruszyła ramionami, wyglądając jeden z głębokich talerzy i prezentując go w świetle dnia. Wykonany był z białej porcelany, na rąbku zdobiony barwnym wianuszkiem kwiatów. Nic specjalnego, jej skromnym zdaniem. Odłożyła go na blat i sięgnęła po całą resztę, chcąc w następnej kolejności zabrać się za deserowe talerzyki.
Dlatego właśnie przekroczyła tego dnia próg Zaczarowanych Różności.
Każdego innego dnia, jej pierwszym wyborem najpewniej byłby sklep Persephony. Po pierwsze, no miała do niego bliżej, a brudne uliczki Nokturnu wydawały się jej czasem o wiele bardziej przyjazne. Do tego Degenhardt była klątwołamaczką, a przez to według Ambrosii posiadała ewentualnie odpowiednią ekspertyzę do obchodzenia się ze wszystkimi przedmiotami, a nie tylko tymi milszymi w obyciu. Ale Perse była zajęta dzisiejszego dnia swoimi sprawami, a na drzwiach jej przybytku wisiała smętna tabliczka krzycząca na klientów zamknięte.
- Dzień dobry! - oznajmiła wesoło już od progu, tachając w rękach pudło, które zagrzechotało niebezpiecznie, kiedy tylko odrobinę się potknęła przekraczając próg, ale zaraz pewnie stanęła na nogach i poprawiła chwyt. - Przynoszę ciekawe rzeczy, może się wam spodobają. Mam nadzieję, że tak, bo nie mam na nie miejsca - doczłapała się do lady, kładąc na nim pakunek i biorąc głębszy oddech pełen ulgi. - Dostałam od jednego z klientów. Wcześniej tylko do tego zajrzałam i nie wyjmowałam, ale na pierwszy rzut oka wydawała się całkiem ładna. To zastawa jakaś. Podobno jakaś bogata czarownica na wiosnę zeszła z tego świata i rodzina wyprzedała wszystko co się dało. Może to jakiś antyk? - zaczęła pleść, ściągając pokrywę i zaglądając na znajdujące się wewnątrz przedmioty. - Parę talerzy; płytkich, deserowych, do zupy. To chyba porcelana? A przynajmniej ktoś mi próbował tak wmówić, ale się nie znam - wzruszyła ramionami, wyglądając jeden z głębokich talerzy i prezentując go w świetle dnia. Wykonany był z białej porcelany, na rąbku zdobiony barwnym wianuszkiem kwiatów. Nic specjalnego, jej skromnym zdaniem. Odłożyła go na blat i sięgnęła po całą resztę, chcąc w następnej kolejności zabrać się za deserowe talerzyki.