Zgadza się, zawieszenie było złe, a on źle robił, że sytuację zawiesił. Albo nie? Może dobrze? Dla kogo było to naprawdę złe? Łatwo oceniać decyzje z perspektywy czasu, które wtedy wydawały się jedyną drogą. Światełko na końcu tunelu, nadzieja na to, że będzie lepiej, że coś się ułoży. Nie. Laurent miał dość. Nie chodziło konkretnie o Philipa, on miał dość... swojego życia. Sposobu, w jaki je prowadził i tego, że za bardzo się wszystkim przejmował, że był za słaby, że był zbyt emocjonalny i że empatia go wykańczała, chociaż wszyscy ją tak chwalili i upierali się, że przecież powinna być jego bronią i jego tarczą. Była. Przy okazji też była tym ciężarem, który ułatwiał topienie się nawet kogoś, kto był selkie. Nie każdy ciężar można było udźwignąć i przede wszystkim - nie każdy powinno się dźwigać. Krok po kroku chyba wchodził na ten ludzki egoizm, który był zdrowy, ale jednocześnie paskudny, brzydki i odrzucał go od siebie. Tylko skoro był taki paskudny to dlaczego potrafił odczuwać nawet ulgę z myślą, że zrobi coś dla siebie, co tyle razy tłukł mu Philip do głowy? Miał nadzieję, że blondyn zdawał sobie sprawę, że on sam się wiele od niego nauczył i na pewno jeszcze więcej nauki będzie miał okazję. Albo i... nie.
Chciał się zdystansować od wszystkich, zamieszkać w swojej wymarzonej bajce i tak trwać. Samotna wieża bez smoka, bez rycerza i bez nadziei na coś lepszego.
Chciał też coś odpowiedzieć na jego słowa i wrażenie, że jednak coś zmieniło się w jego twarzy, ale nie bardzo potrafił określić, co. Domyślał się - zawód? Rozczarowanie? Czy swoim zwyczajem był to gniew, tylko go hamował. Cokolwiek to było - nie dopytywał. W zasadzie nie chciał wiedzieć, nie chciał zajmować tym umysłu, nie chciał pakowanej energii teraz w zajmowanie się emocjami, za które... jakby to powiedział Perseus: przecież nie był za nie odpowiedzialny. Mądre słowa. Tym zdaniem mógł zasłaniać aż za dużo swoich postępków i za wiele rzeczy mógłby sobie samemu wybaczyć. Nie, to nie moja wina, bo przecież ja wcale nie jestem odpowiedzialny za to zakochanie! Nieprawda. Dopóki robił kroki w kierunku drugiej osoby to odpowiedzialność leżała na jego barkach. Tak jak była na nim odpowiedzialność za to, co odczuwał Philip. Za to, co ich połączyło i co teraz wiązało ich nitką, którą aurowidz z domu Mulciber bez problemu by dostrzegł. Nawet jeśli nie była tak intensywna jak kiedyś.
Pokiwał dość smętnie głową w zamyśleniu i pozwolił ciszy zawisnąć między nimi. Ciszy prawie absolutnej, bo nawet dźwięki z zewnątrz niekoniecznie do nich teraz docierały przez zamknięte okno. Otworzyć je? Nie, po co. Philip, skoro się stąd zbierał, nie potrzebował już wietrzenia, a pielęgniarka będzie je potem musiała zamykać, żeby... Co ja robię... Dryfował myślami po jakichś bzdurach i nie mógł powiedzieć, że to nie była forma ucieczki. Była. Brak brania na swoje barki tej wspomnianej odpowiedzialności nie był w jego stylu. Z drugiej strony wątpił już, co w jego stylu teraz było. To pytanie o artykuł chyba też nie było konieczne? Nie zrobili niczego złego, byli ofiarami tego wypadku - chcieli się pobawić, rozluźnić. Żaden grzech jeszcze nie istniał w wybraniu się na rejs ze znajomymi, prawda? Nie dbał o to. W zasadzie to wpadał w trantrum, w którym miał ochotę rwać gazety i podpalić siedzibę Proroka Codziennego. Odetchnął i nacisnął palcami na zamknięte powieki swoich oczu. Kolorowe kropki i obręcze zatańczyły w czerni.
- Philipie... - Opuścił rękę i otworzył zmęczone oczy, żeby na niego spojrzeć. Na tego zmęczonego człowieka, który po kontuzji przeszedł do szpitala. Przez moment zawiesił swoje zdanie, które chciał powiedzieć. To, jak wypowiedział jego imię w pełni wskazywało na to, że coś do powiedzenia miał. Przez moment słuchał, czy po korytarzu nikt nie idzie. Chwila zawahania, jakby mógł się cofnąć. Zatrzymać. Powiedzieć coś innego. - Odpuszczam. To dla mnie za dużo. - Czy były dobre chwile, w których mówiło się coś takiego? Nie, zdecydowanie nie. - Mimo wszystko, gdybyś czegoś potrzebował... to będę. - Wypuścił powietrze z płuc, bo chyba je wstrzymywał. - Przepraszam. I dziękuję. - Obrócił się wolno, żeby wyjść z sali.