24.04.2024, 11:31 ✶
Gdy Robert powiedział o języku francuskim, to Anthony w pierwszej chwili nie zrozumiał o co chodzi. Ściągnął brwi w niemym pytaniu, potem nagle zdał sobie sprawę z tego co zrobił, a szare oczy powędrowały ku górze, w geście pełnym irytacji na samego siebie. Jego gładka, szczupła twarz była obecnie dużo bardziej ekspresyjna niż te kilka godzin temu, gdy opuszczał Wielką Salę. Lewy kącik zadrgał, gdy uciekł wzrokiem do zamkniętej już książki, niewielkiego tomiku poezji, który dawał mu szansę na moment zapomnieć.
– Ja... przepraszam, to czasem mi się zdarza – jak jestem rozkojarzony miał dokończyć, ale umilkł. Mógł dotykać swojej maski, mógł próbować ją zdjąć z twarzy, ale ileż razy był karany za przyznawanie się do słabości. Opuszkami palców kilkukrotnie uderzył w skórzaną oprawę, próbując zebrać myśli, tylko że teraz, kiedy kojące słowa płynące z innego rodzaju bólu i tęsknoty odeszły, powrócił gwałtownie ten piekący ból, przed którym uciekał.
– Nie wiem, czy jest to smutna wiadomość, nie zamierzałem się na niej pojawiać. – Błąd. Jako naczelny prefekt powinien się pojawić, powinien pokazać, że jest silniejszy od wysnuwanych przeciwko niemu obelg. Powinien okazać siłę charakteru i niezłomność woli. Ale zdawał sobie sprawę, że mógłby mimo wszystko, mimo wszystkich lat treningu i dyscypliny nie dać sobie rady z wrażeniem oczu śledzących jego plecy. Bardzo powoli zwilżył zaschnięte usta i zdecydował, że usiądzie znów na swoim wysłużonym krześle, które mimo, że było własnością szkoły, obecnie zdawało się być jego umiłowanym schronem. Taktyki, społeczne karty, na pewno wymyśli coś, żeby odwrócić od siebie uwagę. Czy było tu odpowiednio ciemno, by rozmówca nie dostrzegł zeszklonych oczu? Słabość oznaczała porażkę. Odsłonięcie się oznaczało zagrożenie. Łatwo było okazać wyższość komuś z domu borsuka czy gryfa, zdecydowanie gorzej układało się konfrontowanie ze wężami, szczególnie gdy w pamięci miało się całą listę trujących gatunków.
– Czy w takim razie Ciebie również ominęła kolacja? Czyżby jakaś ciekawa lektura? – odbicie, zwrócenie uwagi na rozmówcę. Na jego pedantyczne tiki, które choć mogły zdawać się dziwactwem, przynosiły Anthony'emu ciepłe skojarzenia z ciotkami Parkinson. Porządek wokół, oznaczał porządek w głowie. Może i on zamiast zatapiać się w świat pięknie splecionych słów, powinien półka po półce ustawić książki w różnym rządku. Może to dałoby mu większą ulgę?
– Ja... przepraszam, to czasem mi się zdarza – jak jestem rozkojarzony miał dokończyć, ale umilkł. Mógł dotykać swojej maski, mógł próbować ją zdjąć z twarzy, ale ileż razy był karany za przyznawanie się do słabości. Opuszkami palców kilkukrotnie uderzył w skórzaną oprawę, próbując zebrać myśli, tylko że teraz, kiedy kojące słowa płynące z innego rodzaju bólu i tęsknoty odeszły, powrócił gwałtownie ten piekący ból, przed którym uciekał.
– Nie wiem, czy jest to smutna wiadomość, nie zamierzałem się na niej pojawiać. – Błąd. Jako naczelny prefekt powinien się pojawić, powinien pokazać, że jest silniejszy od wysnuwanych przeciwko niemu obelg. Powinien okazać siłę charakteru i niezłomność woli. Ale zdawał sobie sprawę, że mógłby mimo wszystko, mimo wszystkich lat treningu i dyscypliny nie dać sobie rady z wrażeniem oczu śledzących jego plecy. Bardzo powoli zwilżył zaschnięte usta i zdecydował, że usiądzie znów na swoim wysłużonym krześle, które mimo, że było własnością szkoły, obecnie zdawało się być jego umiłowanym schronem. Taktyki, społeczne karty, na pewno wymyśli coś, żeby odwrócić od siebie uwagę. Czy było tu odpowiednio ciemno, by rozmówca nie dostrzegł zeszklonych oczu? Słabość oznaczała porażkę. Odsłonięcie się oznaczało zagrożenie. Łatwo było okazać wyższość komuś z domu borsuka czy gryfa, zdecydowanie gorzej układało się konfrontowanie ze wężami, szczególnie gdy w pamięci miało się całą listę trujących gatunków.
– Czy w takim razie Ciebie również ominęła kolacja? Czyżby jakaś ciekawa lektura? – odbicie, zwrócenie uwagi na rozmówcę. Na jego pedantyczne tiki, które choć mogły zdawać się dziwactwem, przynosiły Anthony'emu ciepłe skojarzenia z ciotkami Parkinson. Porządek wokół, oznaczał porządek w głowie. Może i on zamiast zatapiać się w świat pięknie splecionych słów, powinien półka po półce ustawić książki w różnym rządku. Może to dałoby mu większą ulgę?