— Może to rzeczywiście tylko aura, projektowanie tego, jak widzę cię, a sądzę, że jesteś naprawdę utalentowaną czarownicą. Duży potencjał. — Powiedział to tonem, który jednocześnie wyrażał pochwałę do jej zdolności, ale również obawę. Jakoś tak się składało z Longbottomami, że brawura i odwaga kierowały ich działaniami, żyli mottem, że wielka moc, to wielka odpowiedzialność. Nawet gdy z natury woleli pozostać głupcami. Pajacami z cyrku Długich Tyłków. — Mam nadzieję, że to wrażenie bawidamka i trefnisia, wolę, aby nikt nie pamiętał, że poza rozkładaniem kolorowych kartoników i patrzeniem w gwiazdy, potrafię coś jeszcze.
Wyraźna satysfakcja jawiła się na obliczu Morpheusa, gdy nóż niszczał, kruszył się, topił, dezintegrował. Anihilacja, może nie całkowita, ale miał nadzieję, że udało mu się uczynić artefakt realnie bezużytecznym. Mógł mieć predyspozycje czarnomagiczne, a sam temat stanowił kolejną ciekawostkę dla niego; jednakże nienawidził, gdy coś miało nad nim władzę i kiepsko znosił nadmiernie kontrolujące siły nad sobą. Nie przepadał za przywództwem per se, ale lubił mieć wolną rękę w jak najszerszym zakresie.
— Gdybm musiał, owszem Brenno. Złote więzy, leżak i bezalkoholowe darqini na tarasie z widokiem na dżunglę i dzikie tygrysy. — W jego głosie brzmiało rozbawienie. Oczywiście, on nie uciekłby się do przemocy, ale sprytnego fortelu kłamstwa oraz odpowiednich koneksji, aby Brenna myślała, że wcale nie jest na wakacjach, chociaż na nich była. — Tak po prawdzie, nie wiem dlaczego akurat Kambodża, ale albo pod koniec miesiąca, albo na początku będę mieć tam delegację. I leży w Azji. Byłem przekonany, że to Afryka. Zresztą był z tym skandal, pisali w Proroku, że Shafiq sprowadza sobie Kambodżańskie księżniczki na koszt podatników.
Czarodziej założył rękawiczki, które zwykle nosił w Komnacie Artefaktów, podniósł kolejne pudełko, o właściwościach anty magicznych i podszedł do noża. Resztek noża. Nadal świeciły się i parowały, więc nawet nie próbował ich dotykać.
— Teraz już nie ma to znaczenia. Niechaj śpi słodko w ramionach destrukcji, nie moich własnych. Ukryję resztki, poza departamentem oczywiście.